GUS zaniża poziom inflacji?

Zakupy Polaków są coraz droższe. Fot. Archiwum

KRAJ. Jeśli faktycznie wskaźnik poziomu inflacji jest wyższy o 4 proc., w ciągu ostatnich kilku lat każdy emeryt stracił łącznie co najmniej 4320 zł!

Z roku na rok Polacy płacą więcej za żywność, prąd, gaz, czy wywóz śmieci. Z powodu wszechogarniającej drożyzny ich pensje wystarczają na znacznie mniej niż dotychczas. Z danych GUS-u wynika jednak, że wcale nie jest tak źle, bo w skali roku inflacja wynosi tylko 2-3 proc. Nie wszyscy w to wierzą. Coraz częściej w mediach, wśród przedsiębiorców, na forach internetowych, a nawet w codziennych rozmowach pojawiają się opinie, że dane o inflacji, podawane przez Główny Urząd Statystyczny są zmanipulowane. Czy to bowiem możliwe, by ceny były niższe niż wszystkim się wydaje?

Niedawno Krajowy Rejestr Długów opublikował raport pt. „Portfel statystycznego Polaka”, który  powstał na podstawie wyników ankiet przeprowadzonych przez renomowaną firmę Kantar Millward Brown. Dane są wynikiem deklaracji Polaków na temat ich comiesięcznych kosztów życia. Na ich podstawie można stwierdzić, że kwoty comiesięcznych rachunków, w porównaniu do badania z 2015 roku, wzrosły aż o 61 proc. Począwszy od 20-procentowego wzrostu w przypadku opłat za telewizję kablową, do nawet 188 proc. dla opłat za energię cieplną. „Polacy odczuwają w swoich portfelach, że obecnie o wiele więcej płacą za media; rachunki za gaz, w ich odczuciu, wzrosły o 73 proc., podobnie jak rachunki za prąd (wzrost o 65 proc.), wodę (wzrost o 56 proc.), czy telefon (wzrost o 24 proc.).”  Dane te mają się nijak do danych GUS. Wprawdzie energia elektryczna zdrożała, ale o 2,2 proc., a wcześniej potaniała o 1,5 proc. Ceny ciepła też wzrosły, ale o 2 proc. w 2015 r., zaś rok temu nieznacznie spadły. Podobnie jest w innych przypadkach.

Państwo ma oddać każdemu emerytowi ponad 4 tys. zł?

Główny Urząd Statystyczny podaje, że w 2016 r. wskaźnik cen zmalał o 0,6 proc. Z kolei w 2017 r. wzrósł o 2 proc., w 2018 r. – 1,6 proc., zaś w lipcu 2019 r. – był wyższy o 2,9 proc.  Taka inflacja to nie tylko powód do dumy dla rządzących. Niższa waloryzacja rent i emerytur oraz mniejsze odsetki od obligacji, które indeksowane są inflacją oznaczają też mniejsze wydatki z publicznych pieniędzy.

Eksperci sądzą, że inflacja może być zaniżana w granicach od 2 do 7 procent. Gdy zatem GUS podaje, że jest ona na poziomie 1,6 proc., to naprawdę może wynosić od 3,6 do 8,6 proc. Załóżmy, że faktyczny poziom zaniżania inflacji wynosi tylko 4 proc. Ile w praktyce może tracić przeciętny emeryt? Załóżmy, że faktyczny poziom zaniżania inflacji wynosi tylko 4 proc. Ile w praktyce może tracić przeciętny emeryt? Policzmy to na przykładzie. Przyjmijmy, że w 2016 r.  otrzymywał 1500 zł na rękę. Jeśli w 2017 r. traciłby co miesiąc 4 proc. z 1500 zł, rocznie ta kwota wyniosła już 720 zł. W 2018 r. taki emeryt traciłby już nie 4 proc. a 8 proc. z 1500 zł, czyli 120 zł miesięcznie i 1440 zł rocznie. Tylko w ciągu tych dwóch lat świadczeniobiorca straciłby aż 2160 zł! A w tym roku przeciętny emeryt dostałby emeryturę niższą już nie o 4 ani 8 proc., ale całe 12 proc. z 1500 zł. W każdym miesiącu byłoby to mniej o 180 zł, a w ciągu całego roku – 2160 zł. Łącznie, w zaledwie 3 lat – od 2017 do 2019 r. każdy polski emeryt byłby uboższy aż o 4320 zł!  

Gdyby powyższe wyliczenia okazały się rzeczywistością, byłaby to największa afera finansowa w Polsce po 1989 roku! W Polsce żyje bowiem 5,72 mln emerytów i łącznie Skarb Państwa może być im winny ponad 24 mld zł.

Jedynym wyjściem by odzyskać pieniądze są najprawdopodobniej pozwy zbiorowe wytoczone przeciw Skarbowi Państwa i GUS-owi z żądaniem należytego policzenia inflacji, zapłatą dotąd utraconej kwoty, a przede wszystkim podniesie otrzymywanego świadczenia.

Z dobrze poinformowanego źródła wiemy, że do procesów przygotowują się już właściciele obligacji skarbowych. W tym wypadku chodzi o zaniżanie ich oprocentowania, co jest ustalane przy pomocy wskaźnika inflacji. W efekcie ceny rosną szybciej niż generowane przez obligacje zyski w postaci odsetek. Przy uwzględnieniu konieczności zapłaty podatku od generowanych przez obligacje odsetek nawet 12 letnie rodzinne obligacje indeksowane inflacją stają się inwestycją nieopłacalną. Inwestorzy o tym wiedzą, dlatego szykują się do walki przed sądem.

Dane GUS a opinie ekspertów

Temat tzw. kłamstwa inflacji pojawia się w mediach od kilu lat. – Coraz więcej ekonomistów ma problemy z interpretowaniem danych podawanych przez GUS. Nie stawiam tezy, że są one fałszowane, tylko mało wiarygodne – twierdził w TOK FM prof. Jerzy Hausner. – GUS podaje, iż nastąpiło obniżenie ceny usług w sytuacji, w której wiemy, że ludzie mają więcej dochodów, że konsumpcja rośnie, więc jest to mało wiarygodne. Tych nieintuicyjnych sygnałów, które mówią o tym, że rośnie w Polsce presja inflacyjna, i podstaw do przypuszczania, że inflacja wzrośnie, jest coraz więcej. Natomiast nie jest to ujawnione w danych – wyjaśniał.

GUS zbiera dane o cenach ok. 1,5 tys. produktów i usług z około 35 tys. punktów w 208 rejonach, obsługiwanych przez taką samą liczbę ankieterów. Ich wagi pochodzą z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych (BBGD). To cykliczne ankiety mierzące wydatki i dochody aż 40 tys. gospodarstw domowych.

Na tej podstawie powstaje koszyk wydatków konsumpcyjnych, czyli konkretna lista badanych produktów i usług. Na liście znajduje się dokładnie 1400 pozycji, jednak ich dobór jest tajemnicą GUS. Wszelkie zmiany, dokonywane nawet pod koniec roku również. I właśnie ta niejawność budzi zastrzeżenia co do wiarygodności informacji. Nasuwa się pytanie, czy jeśli GUS oblicza inflację  w sposób niejawny i tajemniczy dla obywateli, może ich oszukiwać, podając dane sztucznie zaniżone?

W sierpniu poseł PO Krzysztof Brejza w oficjalnym piśmie zapytał prezesa GUS, czy od dnia 1 marca 2016 roku GUS zmienił w jakikolwiek sposób metodologię obliczania współczynnika inflacji. Według jego informacji, doszło do zmiany części parametrów i metodyki obliczania inflacji. Do tych doniesień bardzo szybko odnieśli się eksperci i dziennikarze. „Po raz pierwszy od kiedy korzystam z danych GUS, czyli prawie 50 lat mam wrażenie, że dane mogą być fryzowane na polityczny rozkaz. Między innymi inflacji. Komuna dane ukrywała, ale publikowane były wiarygodne” – napisał na Twitterze Waldemar Kuczyński, dziennikarz i były minister oraz doradca ekonomiczny premiera Jerzego Buzka.

„Bardzo jestem ciekaw tych badań. Bo na oko widać, że publikowane dane są po prostu niespójne” – stwierdził Andrzej Bratkowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej. W jego ocenie na to, że w rzeczywistości inflacja jest wyższa wskazywać może to, że pomimo rosnących kosztów firm nie widać spadku ich rentowności. – Zdaniem firm budowlanych koszty produkcji budowlanej w okresie I kw. 2016 do I kw. 2019 wzrosły o 20 do 60 proc. W tym czasie rentowność firm budowlanych także wzrosła, więc ceny w budownictwie musiały wzrosnąć bardziej. Zdaniem GUS wzrosły one jednak tylko o 5,8 proc.” – tłumaczył ekonomista.

W końcu mogliśmy przeczytać wyjaśnienia samego GUS-u. „Obecnie prowadzone są intensywne prace ukierunkowane na poszerzenie potencjału analitycznego i informacyjnego badania cen konsumpcyjnych z uwzględnieniem sugestii i propozycji zgłaszanych przez różne grupy użytkowników” – czytamy w komunikacie rzeczniczki GUS, Karoliny Banaszek. „Metodologia badania cen konsumpcyjnych jest dostosowana do standardów międzynarodowych oraz doskonalona na bieżąco od wielu lat w ścisłej współpracy z biurem statystycznym Unii Europejskiej – Eurostat-em. Zasady gromadzenia danych, jak również poszczególnych etapów obliczeń są zharmonizowane z wymaganiami Unii Europejskiej ujętymi w aktach prawnych” – zapewnia. 

– Właściwe pytanie brzmi: czy ta metodologia nadąża za zmianami w gospodarce. Ja mam co do tego wątpliwości – skomentował w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Według niego na całym świecie statystycy mają problemy z uchwyceniem takich zjawisk, jak zmniejszanie przez producentów objętości bądź wagi produktów przy zachowaniu ich ceny. – Tego typu problemy metodologiczne nie występują tylko w Polsce, ale u nas mogą być szczególnie dotkliwe z powodu niedoinwestowania GUS – dodał.

KOMENTARZE INTERNAUTÓW
Przypominam, że inflacja jest tą formą podatku, którą można nałożyć bez ustawy, a lud przyjmuje to bez szemrania jako planowe działanie ekonomiczne. Natomiast PKB, a szczególnie jego wzrost to: Pompowanie nadmiernie przez banki i rząd nadmierną produkcję wszelkiego badziewia, w nadziei na ożywienie i iluzoryczny wzrost gospodarczy.

Zbliżają się wybory. Proponuję, żeby zarządzający GUS się opamiętali w tym służalczym raportowaniu niskiej inflacji. Bo jak PIS przegra i do GUS przyjdą obiektywni audytorzy to żarty się skończą.

Dokładnego składu listy polski urząd statystyczny nie podaje do publicznej wiadomości. Czyli generalnie mogą podawać inflację, jaka im pasuje. Nikt tego nie sprawdzi. Mogą wziąć cenę butów pewnej jakości, a za rok cenę butów gorszej jakości i wychodzi na to, że buty tanieją. Jakby podali prawdziwą inflację, musieliby dużo podnieść emerytury. Nie ma na to pieniędzy, bo przecież muszą być na inne obietnice wyborcze. A ludzie się cieszą. Emeryt dostanie trzynastą emeryturę i mu się wydaje, że rząd taki wspaniały.

13 Responses to "GUS zaniża poziom inflacji?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.