
FUTSAL. Trenerzy „z trawy” uważają, że w hali łatwiej o kontuzje i zabraniają zawodnikom grać w futsal. – To krzywdzący stereotyp – odpowiada Łukasz Krawczyk, prezes klubu Heiro Rzeszów.
Niedzielnym meczem u siebie z Zagłębiem Dąbrowa Górnicza futsalowcy Heiro Rzeszów rozpoczną trzeci z rzędu sezon na zapleczu ekstraklasy. – Chcemy powalczyć o coś więcej, niż utrzymanie – nie ukrywa Łukasz Krawczyk.
Plany są ambitne, choć w rzeszowskim klubie mają świadomość, iż w tym roku liga jest wielką niewiadomą. – Jedna czwarta drużyn jest nowa. Weźmy takie Pyskowice. Zatrudnili trenera z ekstraklasy, w piłkarzach mogą przebierać, jak to na Śląsku. Mają też świetną publikę, na ich meczach zawsze jest komplet kibiców – tłumaczy Krawczyk. Ale nie chodzi tylko o rywali. Samo Heiro zmieniło się bowiem diametralnie.
Zagraniczni za snajpera
Przez lata wszystko w drużynie kręciło się wokół Piotra Krawczyka. Najlepszy strzelec Heiro przeniósł się jednak do stolicy – będzie występował w AZS-ie Warszawa i w V-ligowym Piasecznie na trawie.
– Piotrek dużo bramek zdobywał, ale też notował wiele strat. Taki miał styl gry. Oczywiście ciągnął nasz zespół, lecz myślę, że bez niego też sobie poradzimy. Zbudowaliśmy ciekawą drużynę. Mam nadzieję, że w praktyce będzie to wyglądać równie dobrze, co na papierze – uśmiecha się Łukasz Krawczyk. Lukę po jego bracie wypełnić mają Sebastian Brocki (na co dzień pomocnik Stali Rzeszów), Andrij Łuciw z Red Devils Chojnice (Ukrainiec z doświadczeniem ekstraklasowym), Bartłomiej Więcek z Tomy Więcpol i dwóch Hiszpanów. – Na razie potwierdziliśmy Javiera Castillo Osunę. To studenci, którzy przybyli do Rzeszowa w ramach projektu Erasmus. Tak się składa, że grają w futsal, a nie zapominajmy, że w ich ojczyźnie to trzecia, po piłce nożnej i koszykówce, najpopularniejsza dyscyplina sportu. Nie wszystko złoto, co się świeci, lecz sporo sobie po tych graczach obiecujemy – przyznaje szef Heiro.
Technika i szybkie myślenie
Podkarpacie nie jest futsalową pustynią. Dwie drużyny w I lidze, sześć w drugiej, kilkanaście zgłoszonych do rozgrywek Pucharu Polski – są w naszym kraju regiony z dużo większym, lecz niewykorzystanym potencjałem. Mimo wszystko jednak z rekrutacją do drużyny są problemy. – Byłoby w kim wybierać, gdyby trenerzy „z trawy” przestali myśleć o futsalu jak o dyscyplinie, w której zdarza się najwięcej kontuzji i pozwalali grać swoim piłkarzom tu i tu. Działam w futsalu od dziesięciu lat i zapewniam, że o uraz łatwiej na klasycznym boisku. Jeśli zawodnik trenuje u nas, to jego mięśnie są przyzwyczajone do sprintów. Poza tym kontuzje złapać można wszędzie, to nie jest kwestia takiej a nie innej dyscypliny – irytuje się Krawczyk, który ma dość traktowania piłki halowej jak piątego koła u wozu. – Potrzeba edukacji, żeby trenerzy zmienili nastawienie do futsalu. Poza tym mam wrażenie, że PZPN-owi aż tak bardzo nie zależy na rozwoju tej jakże widowiskowej dyscypliny. Szkoda, inni już pojęli, że futsal uczy techniki i szybkiego myślenia i wykorzystują go w szkoleniu dzieci i młodzieży. W Niemczech jak to w Niemczech, podeszli do tematu poważnie i realizują kilkuletni plan. Futsal pojawił się też w wielkich klubach, Hertcie Berlin i HSV Hamburg. Amerykanie – wiadomo. Sprzedadzą wszystko, więc mecze futsalu organizują z pompą znaną z NBA. W mniejszych od Polski Czechach jest więcej drużyn i poziom systematycznie idzie w górę. Anglicy zobaczyli, że nie mają zawodników o takiej technice jak Portugalia czy Hiszpania i w treningu najmłodszych postawili na piłkę halową – wylicza.
Budżet rzecz święta
Futsal nie ma w Polsce mocnej pozycji (wyjątkiem jest Górny Śląsk), ale akurat Heiro to już rozpoznawalna marka. – Jest lepiej, niż dwa lata temu, mimo że wciąż nie możemy pozwolić sobie na reklamę. Gdzie nas przyjmą, tam się pokazujemy. Kilka dni temu odwiedziliśmy rzeszowski ratusz, żeby przypomnieć, iż istnieje w mieście taki jeden sympatyczny zespół – śmieje się Krawczyk. – Pieniądze? Budżet to u mnie rzecz święta. Nie mogę sobie pozwolić na żadne opóźnienia w wypłatach. Oczywiście kasy jest zawsze mniej, niż by się chciało, ale zamiast narzekać, wolę zakasać rękawy i pracować. Zapraszam do Miłocina na nasze mecze, wstęp jest wolny, a emocji nigdy nie brakuje – zachęca.
Tomasz Szeliga


