
RZESZÓW, KRAJ. Zdaniem śledczych, Krzysztof Kwiatkowski miał wpływać na wyniki konkursów, m.in. na wicedyrektora delegatury Izby w Rzeszowie.
Blisko 68 tys. zł – taką nagrodę w tym roku miał otrzymać zamieszany w tzw. aferę podkarpacką Krzysztof Kwiatkowski (zgodził się na podawanie imienia i nazwiska), prezes Najwyższej Izby Kontroli, na którym ciążą 4 zarzuty prokuratorskie. Kwiatkowski miał ustawiać konkursy na wysokie stanowiska w NIK wspierając osoby, za którymi miał lobbować u niego Jan Bury.
Zarzuty w prokuraturze dotyczące pracy w Izbie, widmo procesu i skandal wokół jego osoby, nie przeszkodziły jak widać w nagrodzeniu prezesa NIK za… osiągnięcia w pracy zawodowej. W tym roku Krzysztof Kwiatkowski miał otrzymać zawrotną sumę aż 67,5 tys. zł nagrody. Sam zainteresowany twierdzi, że jest niewinny i nie widzi potrzeby rezygnowania z dochodowej posady. I na zmiany w zarządzie NIK się nie zapowiada, bo pełnionej funkcji będzie można pozbawić Kwiatkowskiego dopiero gdy zostanie skazany prawomocnym wyrokiem.
Skandal w NIK
Afera z prezesem NIK w roli głównej wybuchła w 2015 r., kiedy to w związku z podejrzeniem ustawiania przez niego konkursów w centrali i delegaturach NIK Prokuratura Apelacyjna w Katowicach, chcąc postawić mu zarzuty, skierowała wniosek o uchylenie mu immunitetu. Dowodami miały być m.in. podsłuchane przez CBA i nagrane rozmowy pomiędzy nim a Janem Burym. Miało wówczas chodzić o „zaklepanie” stanowiska wiceszefa delegatury NIK w Rzeszowie. Osoba, która miała zostać wskazana przez Jana Burego, rzeczywiście wygrała ten konkurs.
21 października br. Krzysztof Kwiatkowski stracił immunitet poselski, a 4 listopada w Śląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach usłyszał zarzuty popełnienia przestępstw urzędniczych polegających na nadużyciu funkcji.
– Pierwszy z przedstawionych podejrzanemu Krzysztofowi Kwiatkowskiemu zarzutów dotyczy podżegania innego funkcjonariusza publicznego – wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli do bezprawnego zachowania. Polegało ono na niedopełnieniu obowiązków członka komisji konkursowej w związku z odbywającym się konkursem na stanowisko dyrektora Delegatury Najwyższej Izby Kontroli w Rzeszowie. Działanie to miało na celu uniemożliwienie prawidłowego przeprowadzenia konkursu i dokonania wyboru dyrektora tejże jednostki. Kolejne trzy czyny, jakie zarzucono Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, polegają już na przekroczeniu uprawnień wynikających z pełnionej przez niego funkcji publicznej – prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Pozostają one w związku z organizowanymi konkursami na stanowiska: wicedyrektora Delegatury NIK w Rzeszowie, dyrektora Delegatury NIK w Łodzi oraz wicedyrektora Departamentu Środowiska NIK – informuje prokurator Maciej Kujawski z działu prasowego Prokuratury Krajowej.
Kadencja do 2019 r.
Pomimo uchylenia immunitetu i postawienia mu zarzutów, Kwiatkowski może nadal pełnić swoją funkcję. Zgodnie z ustawą o NIK, prezesa Izby odwołać można tylko gdy: sam się zrzeknie stanowiska, zaniemoże z powodu choroby, złoży nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne, Trybunał Stanu orzeknie wobec niego zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych lub zostanie skazany za przestępstwo prawomocnym wyrokiem. Kadencja Krzysztofa Kwiatkowskiego wygaśnie dopiero w 2019 r.
W sprawie horrendalnie wysokiej nagrody dla szefa NIK próbowaliśmy się we wtorek skontaktować z rzecznik prasową Dominiką Tarczyńską. Pani rzecznik najwidoczniej przedłużyła sobie święta, bo cały wczorajszy dzień była poza zasięgiem.
Katarzyna Szczyrek



11 Responses to "Horrendalna nagroda dla szefa NIK z zarzutami"