Hospicja pozostawione same sobie

Podkarpackie Hospicjum dla dzieci w Rzeszowie, podobnie jak inne tego typu placówki, znajduje się obecnie w trudnej sytuacji. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW, PODKARPACIE. – Liczbę wizyt ograniczyliśmy do trudnych sytuacji, np. do dzieci, którym już odmówiono leczenia – tłumaczy kierownik domowego hospicjum.

Hospicja na Podkarpaciu, pomimo dość dobrej organizacji pracy w czasie pandemii, mają swoje problemy. Jednym z nich jest niewystarczająca ilość środków sanitarnych, które placówki muszą kupować z za własne pieniądze.

Aktualnie pod opieką Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla dzieci w Rzeszowie znajduje się ponad 60 podopiecznych. Pomoc odbywa się dwubiegunowo: domowym hospicjum objęto 47 podopiecznych, zaś w placówce stacjonarnej przy ul. Lwowskiej znajduje się 15 stałych mieszkańców. Kolejne podkarpackie hospicjum znajduje się w Brzozowie i oferuje pomoc dla ok. 30 podopiecznych na terenie powiatu sanockiego, krośnieńskiego i bieszczadzkiego.

Generalnie we wszystkich wyżej wymienionych placówkach nie ma żadnych problemów z systemem pracy. – Jeżeli coś się dzieje, to staramy się reagować. Dzieci w domach są zaopatrzone w niezbędny sprzęt. Liczbę wizyt ograniczyliśmy do trudnych sytuacji, np. do dzieci, którym już odmówiono leczenia – tłumaczy dr Małgorzata Kliszcz, kierownik domowego hospicjum. Wiemy, że praca opiekunów w placówce stacjonarnej wykonywana jest normalnie w systemie zmianowych i nikt nie jest zmuszony do przesiadywania w pracy dłużej niż powinien. – Działamy normalnie. Zrezygnowaliśmy z usług opiekunów spoza naszego ośrodka. Zrezygnowaliśmy także z nowych przyjęć. Nie ma odwiedzin. Panuje pełna izolacja – wyjaśnia dr Kazimierz Czerwonka ze stacjonarnego hospicjum.

Dodajmy, że do wyjazdów wydelegowani są jedynie lekarze i pielęgniarki. Czasowo zrezygnowano z usług rehabilitantów i księży, a pomoc psychologa prowadzona jest drogą telefoniczną. – Pracujemy na podobnych zasadach, jak domowe hospicjum w Rzeszowie – potwierdza Jolanta Leń z brzozowskiego hospicjum.

Okazuje się, że problemem dla placówek nie jest organizacja pracy, a jej bezpieczeństwo. Od jednej z pracownic hospicjum dowiadujemy się, że ilość sprzętu z izby pielęgniarskiej jest niewystarczająca. – Otrzymaliśmy dotychczas trzy opakowania rękawic ochronnych po 300 sztuk i sześć opakowań maseczek. Nie było żadnych fartuchów ani kombinezonów – tłumaczy opiekunka. Udało nam się ustalić, że za dostarczenie środków bezpieczeństwa do ww. placówek odpowiedzialne są… one same i muszą to robić z własnych środków, licząc przy tym na pomoc wolontariuszy i darczyńców. – Mamy kilku darczyńców, którzy m.in. szyją dla nas maseczki. Będziemy wdzięczni za każdą formę pomocy – apeluje dr Kliszcz. Podkreślmy, że pieniądze, jakie aktualnie wydawane są na środki bezpieczeństwa, które przynajmniej w jakimś niewielkim stopniu powinny być dostarczane za darmo, mogłyby zostać zainwestowane w sprzęt poprawiający jakość życia podopiecznych. Zauważmy również, że środki sanitarne, o których mowa, nie należą do najtańszych przyjemności.

Rafał Bolanowski

5 Responses to "Hospicja pozostawione same sobie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.