Huta na dziesięć procent

Tuż za opłotkami osiedli mieszkaniowych w Stalowej Woli jest Huta Stali Jakościowych. Kolejna huta nie byłaby już tak uciążliwa dla mieszkańców, a wielu z nich dałaby pracę. Fot. Jerzy Mielniczuk
Tuż za opłotkami osiedli mieszkaniowych w Stalowej Woli jest Huta Stali Jakościowych. Kolejna huta nie byłaby już tak uciążliwa dla mieszkańców, a wielu z nich dałaby pracę. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Gdyby 75 lat temu tak dbano o drzewa, nie byłoby Stalowej Woli. Dziś jest szansa na inwestycyjne miliardy, ale zaporą są pozostałości starej Puszczy Sandomierskiej.

Nie ustają spekulacje na temat szans budowy nowej huty metali nad dolnym Sanem. Zagraniczny inwestor, z przewagą kapitału azjatyckiego, jest gotów w Stalowej Woli zainwestować grubo ponad miliard złotych. Jest zainteresowany budową od podstaw niedużej huty z kuźnią i walcownią. Gdyby udało mu się zakotwiczyć na północnym Podkarpaciu, sytuacja byłaby podobna do tej z końca lat trzydziestych, kiedy na skraju Puszczy Sandomierskiej budowano Zakłady Południowe i elektrownię. Nowa elektrownia jest budowana, ale dziś już raczej nikt lasów pod nową hutę nie wytnie.

Od kilku tygodni wysłannicy różnych rządowych agencji zasypują Stalową Wolę pytaniami o wolną dużą przestrzeń pod zabudowę przemysłową. W końcu wyszło, że chodzi o hutę. Prawdopodobnie o hutę stali stopowych, bo w planach jest kuźnia.

Pokusą wykształcona i tania siła robocza
– Obowiązuje mnie tajemnica negocjacji – zamknął się na dziennikarzy prezydent Andrzej Szlęzak. Więcej powiedział Antoni Kłosowski, przewodniczący samorządu miejskiego, gdy apelował do radnych o znalezienie 44. hektarów wolnego gruntu. Włodarz miasta rwie ostatnie włosy z głowy „sklejając” grunty na terenach przemysłowych, ale nie znajdzie odpowiadającej wymogom kwadratowej działki w jednym kawałku. Za prawie 30 mln zł miasto uzbraja teraz ostatnie tereny pod przemysł, ale będzie ich najwyżej 25 ha. To o wiele za mało. Zostaje jeszcze pół miejskiego terytorium porośniętego sosnowymi lasami. To ostatnia nadzieja magistratu. Prezydent wybiera się do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych na negocjacje. Będzie proponował wycięcie drzew z 50 hektarów i zasadzenie podobnej ilości w innym miejscu, ale… – Szanse na powodzenie tej misji oceniam na 10 proc. – mówi Andrzej Szlęzak.

Pomysł budowy nowej huty wywołał też zamieszanie w krajowej branży metalurgicznej. Chodzi o to, że inwestycje w naszą metalurgię są rzadkie. O ile produkcja stali w świecie rośnie, to u nas przez ostatnie ćwierćwiecze spadła prawie o połowę. Z przeszło 15. mln ton w 1989 r., do niecałych 8 mln ton w roku ubiegłym. Pomysł rozkręcenia biznesu zasadza się na dobrze wyszkolonej i taniej sile roboczej u nas. Hutnik zwalniany z jednej pracy, a jest ich coraz więcej, nie będzie grymasił przy okienku kasowym nowego pracodawcy. Jest mowa o  tysiącu miejsc pracy w nowej hucie, a to jest już coś. Do tego w Stalowej Woli jest specjalna strefa ekonomiczna, a to oznacza szybszy zwrot nakładów.

Podatkowe miliony by się przydały…
Obawy mieszkańców o środowisko naturalne są, ale ulegają presji głodu na rynku pracy. Wysłannicy hutniczego inwestora uspokajają, że gdyby już, to budowaliby tak nowoczesny zakład, że nie emitowałby nawet dziesiątej części zanieczyszczeń w porównaniu do hal hutniczych już w Stalowej Woli istniejących. Władze miasta „stają na głowie”, żeby zatrzymać inwestora, bo nie tylko o prestiż tu chodzi. Funkcjonowanie takiego zakładu w granicach administracyjnych miasta, to co roku kilka dodatkowych milionów w kasie miejskiej z tytułu podatków. Byłoby na zaspokojenie pierwszych potrzeb.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.