I w końcu poszybowały!

Lotnisko Aeroklubu Stalowowolskiego w Turbi przez dwa weekendowe dni przypominało wielki parking dla szybowców. Przerzedziło się na nim dopiero w poniedziałek. Fot. Jerzy Mielniczuk
Lotnisko Aeroklubu Stalowowolskiego w Turbi przez dwa weekendowe dni przypominało wielki parking dla szybowców. Przerzedziło się na nim dopiero w poniedziałek. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Po dwóch dniach wpatrywania się w niebo, szybownicy wreszcie dostali okazję oglądania naszego regionu z góry.

Po dwóch dniach przymusowego koczowania na lotnisku w Turbi, w poniedziałek wzbiły się w powietrze szybowce startujące w Mistrzostwach Polski. O krajowy prymat walczą szybownicy w klasie otwartej, a zawodom mistrzowskim towarzyszą Krajowe Zawody Szybowcowe. Na dobrą termikę liczy ponad 80. szybowników.

Na lotnisku Aeroklubu Stalowowolskiego stawiła się ścisła krajowa czołówka. Nie ma tylko dziewięciokrotnego mistrza świata Sebastiana Kawy, który walczy o premie pod francuskim niebem. Na zawody w Turbi przyjechało kilku Włochów i nawet jeden Japończyk.

– Nie znam tego pana osobiście, ale skoro pokonuje taki kawał świata, to chyba ma coś do udowodnienia – mówi o pilocie z Kraju Kwitnącej Wiśni Dariusz Łukawski, dyrektor Mistrzostw.

Dyr. Łukawski był pewien, że już w sobotę uda się przeprowadzić pierwsze loty. Aura nawet była taka sobie, ale po południu ni stąd, ni zowąd przywiało ciężką chmurę, która gradem przybiła szybowce do płyty lotniska. Słońce zaczęło lądowisko suszyć już w niedzielę, a w poniedziałek rano z „meteo” przyszedł uspokajający komunikat, że można startować. Standardy poszybowały w konkurencji obszarowej, w której długość trasy otwierała się na ok. 300., a kończyła się na 500. km. „Diamenty” były w zasięgu.

jam

Leave a Reply

Your email address will not be published.