
– Jestem z siebie dumna. Wykonałam świetną robotę, jednak nie spodziewałam się, że zdobędę to trofeum. To dla mnie niesamowite, zmieniające życie doświadczenie – mówiła 19-letnia Iga Świątek, która wygrywając przed tygodniem jako pierwsza Polka w historii turniej zaliczany do tzw. Wielkiego Szlema wprawiła w osłupienia cały sportowy świat.
Tenis jest obecny w życiu Igi Świątek praktycznie od zawsze. Fakt ten zawdzięcza swojemu ojcu, Tomaszowi który chciał aby zarówno ona, jak i jej starsza o 3 lata siostra Agata uprawiały sport indywidualny, a nie zespołowy. – Uczyłem się na błędach, jeśli chodzi o tenisowe kariery córek. To co nie udało się ze starszą, mam nadzieję, że uda się z młodszą – żartował kilka lat temu Tomasz Świątek. To właśnie ku niemu Iga skierowała pierwsze kroki po zwycięskim pojedynku w finale Rolanda Garrosa. – Zrobił wiele, by pomóc mi i mojej siostrze robić rzeczy, które kochamy. Poświęcił naprawdę wszystko. Ciężko opisać to, co teraz czuję. Jestem po prostu wdzięczna za wsparcie, które mi dał – podsumowała wyraźnie wzruszona tenisistka.
Ukulele na lepszą kontrolę emocji
Co ciekawe, to właśnie z tatą wiążę się pewna sytuacja sprzed lat, którą Iga wspomina do dzisiaj. Dzięki niej stała się ona miłośniczką muzyki. – O muzyce mogłabym opowiadać godzinami. Mam na przykład takie niesamowite wspomnienie, gdy usłyszałam w radio Carlosa Santanę, stanął mi przed oczami obraz sprzed lat: Mam może 10 – 12 lat, jedziemy w nocy z tatą samochodem na turniej, on rozłożył mi tylne siedzenia, nadmuchał materac, otworzył dach, tak że widać było gwiazdy. Ja na nie patrzę, zasypiam, a z płyty leci Santana. Magia! Do dziś uwielbiam Santanę – wspomina tenisistka, która jednak na co dzień słucha zdecydowanie innej muzyki. Na liście jej ulubionych kawałków są m.in. te, grane przez Pearl Jam, Red Hot Chilli Peppers, Pink Floyd, Coldplay czy AC/DC. – Kiedy jeździłam na turnieje, takiej muzyki słuchali moi trenerzy. I jakoś to ze mną zostało, spodobało mi się. Wydaje mi się, że moja fascynacja starszą muzyką wynika też z tego, że kiedyś była ona bardziej wartościowa, miała tego wyjątkowego ducha, wywoływała emocje i mniej było w niej syntetyczności – przekonuje Iga. Biorąc pod uwagę jej muzyczny gust, konia z rzędem temu, kto wytypuje instrument, na jakim chciałaby się nauczyć grać. – Dostałam niedawno od psychologa sportowego ukulele. Ma pomóc w lepszym kontrolowaniu emocji. Mam nadzieję, że znajdę czas, by pouczyć się trochę grać – zdradza Świątek.
Ma kota na punkcie… kotów
Wspomniany przez nią psycholog jak się okazuje to bardzo waży element sportowej układanki i składowa jej sukcesów. Mowa tu o Darii Abramowicz, która jest obecne wszędzie tam, gdzie gra Iga. To następstwo jej wcześniejszych problemów z panowaniem nad emocjami na korcie. – Daria bardzo mi pomaga, przed meczem z Simoną Halep w Paryżu nastawiła mnie pozytywnie do pojedynku. Dzięki temu umiałam przejąć inicjatywę – mówiła Iga po pokonaniu w Paryżu rozstawionej z nr 1. Rumunki. Zarówno ten mecz, jak i pozostałe z pewnością oglądał jej… kot, o którym wspomniała po zakończeniu jednego z pojedynków w stolicy Francji. – Uwielbiam koty. Mamy w domu jedną czarną kotkę, Grappę. Można się domyślić, skąd wzięła się nazwa (śmiech). Ale myślę, że w przyszłości kotów wokół mnie będzie więcej – zdradza polska tenisistka. Oglądając ją na korcie, od razu rzuca się w oczy jej smukła sylwetka. Wbrew pozorom 19-letnia zawodniczka od czasu do czasu lubi się zapomnieć przy stole. – Jest pewien paradoks, bo uwielbiam hinduskie jedzenie, ale nie ostre. Wiem… to nie często chodzi w parze, ale jednak się zdarza. Lubię czosnek, lubię hinduskie sosy, ale niekoniecznie w wersji „super spicy”. Uwielbiam też tiramisu! A poza tym, zależy od nastroju i okoliczności. Lubię dobre sushi czy steka. Jak wyjeżdżam w jakieś fajne miejsce za granicą, lubię spróbować czegoś lokalnego. Wizyta w lokalnej restauracji to jest właściwie pierwszy, obowiązkowy punkt programu. Uwielbiam poznawać nowe kultury, ludzi, kuchnię w miejscach, które odwiedzam – wyjaśnia Iga.
Serial zamiast imprezy
A co po jedzeniu? Relaks przy serialu czy dobrej książce. – Nie jestem typem imprezowym. Zamiast imprezy wolę np. wspólnie obejrzeć jakiś serial. . Jej ulubioną pozycją telewizyjną jest serial „Mad Men”. – Ma fajny retro klimat, bo dzieje się w latach 60., ale też ciekawie pokazuje początki branży reklamowej w Ameryce. To dla mnie ważne, gdy z serialu mogę się czegoś dowiedzieć. A tam pokazanych jest wiele mechanizmów czy pomysłów, które dla nas są oczywiste, ale wtedy ktoś na nie wpadł po raz pierwszy – opisuje Iga. A po jakie książki sięga najczęściej? – Do jej ulubionych lektur należy „Katedra w Barcelonie” Ildefonso Falconesa. Czyta także historyczne książki Kena Folletta. – To są zazwyczaj grube tomiska, więc czasem czuję, że potrzebuję czegoś lżejszego. Wtedy sięgam np. po Dana Browna albo jakieś kryminały – kontynuuje Iga, która doskonale zdaje sobie sprawę, że po tym co wydarzyło się nie tak dawno w Paryżu przyjdzie jej się zmierzyć z zupełnie nową rzeczywistością. – Nie jest dla mnie kłopotem przyciąganie uwagi i bycie otoczoną ludźmi. Myślę, że sobie z tym poradzę. Co do mediów społecznościowych i Internetu to oczywiście zaglądam do nich, ale staram się zachować zdrowy umiar. Kiedy jestem na wyjeździe sama, zdarza mi się wpatrywać w telefon przez dłuższy czas, ale zazwyczaj nie jest to bezsensowne skrolowanie Instagrama, lecz rozmowa ze znajomymi. Staram się po prostu być w kontakcie z ludźmi. A jak jestem w Warszawie, to nie mam czasu na telefon, bo ciągle coś się dzieje. Poza tym, co za dużo, to niezdrowo. Kiedy uznałam, że telefon zabiera mi za dużo czasu, wykasowałam z niego aplikację Facebooka – wspomina teistka.
Drugie wakacje w życiu
Tegoroczna maturzystka turniejem w Paryżu zakończyła występy w 2020 roku. Teraz przed nią czas na zasłużony odpoczynek i spełnienie marzenia, jakim jest zakup jachtu. Z tym nie powinno być większych problemów, bo w ciągu swoich dwutygodniowych występów we Francji zarobiła ponad 7 mln zł!. – Chciałabym wyjechać po prostu na wakacje, właściwie moje drugie w życiu. Patrząc na tenisowe życie z boku, może się wydawać, że ciągle poznajemy nowe miejsca i zwiedzamy, a to nie do końca prawda. Jesteśmy jednak przede wszystkim w pracy – zwiedzamy głównie korty i sale do ćwiczeń. Choć oczywiście fajnie jest, gdy znajdzie się jakiś dzień wolny, czy choć kilka godzin, by wyskoczyć coś zobaczyć. Bardzo podobało mi się np. w Melbourne, w Toronto i na Majorce. Lubię morze i słońce, także wszystkie takie miejsca są dla mnie OK. Nie przypadł mi za to do gustu Nowy Jork, którym mnóstwo ludzi się zachwyca. Wolę spokojniejsze, mniej zabiegane i głośne miejsca. Bardziej podobało mi się w Kalifornii, choć nie miałam okazji zobaczyć wielu miejsc – wyjaśnia Świątek, która ma już gotową listę krajów, do których chciałaby się wybrać w niedalekiej przyszłości na wakacje. – Myślałam o Malediwach albo Hawajach, może Kuba, fajnie byłoby też kiedyś pojechać do Afryki – kończy polska triumfatorka Rolanda Garrosa.
Marcin Jeżowski


