Iga Świątek – królowa Paryża

21-letnia Iga Świątek po raz drugi w historii triumfowała na kortach Rolanda Garrosa. Fot. Archiwum

Liderka światowego rankingu, Iga Świątek, pokonała rozstawioną z numerem 18. amerykańską tenisistkę Cori Gauff 6:1, 6:3 w finale wielkoszlemowego turnieju French Open. To jej drugi w karierze triumf w paryskiej imprezie. Poprzednio była najlepsza w 2020 roku. To był 35. z rzędu zwycięski pojedynek 21-letniej raszynianki.

Po drugim w karierze triumfie we French Open Iga Świątek przyznała, że najtrudniejsze były dni między meczami i tęsknota za domem. – Cieszę się, że zrobię pranie i zobaczę swojego kota – odpowiedziała na pytanie, w jaki sposób zamierza się wynagrodzić za sobotni sukces.

35. wygrany mecz z rzędu

Finałowe spotkanie było bardzo jednostronne. Trwało zaledwie 68 minut, a dominacja Polki nie podlegała dyskusji. Nic dziwnego, że sam finał praktycznie nie budził zainteresowania dziennikarzy. Gorącym tematem była natomiast trwająca seria meczów bez porażki. W sobotę Świątek wygrała 35. mecz z rzędu. Od 2000 r. nikt nie pozostawał dłużej niepokonany. – Jestem z tego bardzo dumna i jednocześnie ta seria jest dla mnie trochę dziwna. Wygrać więcej meczów z rzędu niż Serena Williams (miała 34), to coś niesamowitego. Zawsze chciałam mieć jakieś wyjątkowe tenisowe osiągnięcie, ale z powodu jej wielkiej kariery, było o to ciężko – przyznała. W obecnym sezonie Polka wygrała już 6 turniejów. Wcześniej była najlepsza w Dausze, Indian Wells, Miami, Stuttgarcie oraz Rzymie. Poza pierwszym w karierze przegranym finałem w Lugano w 2019 roku, Świątek wszystkie decydujące spotkania wygrywała – łącznie ma na koncie 9 turniejowych triumfów.
Poprzedni triumf w Paryżu Świątek odniosła w 2020 r. Okoliczności obu sukcesów były skrajnie różne. Wówczas, jako na początkującą zawodniczkę nikt na nią nie stawiał, a z powodu pandemii na trybunach było tylko 1000 kibiców. Tym razem była zdecydowaną faworytką, która zaprezentowała się przed blisko 15 tysiącami widzów. – W 2020 r. byłam wręcz zdezorientowana, bo w zasadzie nie wierzyłam, że mogę ten turniej wygrać. Teraz czuję przede wszystkim dumę, bo jestem świadoma, jak wiele pracy trzeba było w to włożyć, jak wiele elementów tej wielkiej tenisowej układanki musiało pasować – podkreśliła. – Publiczność szczerze mówiąc ułatwiała zadanie. Łatwiej było się skupić, bo przy pustym stadionie niemal słyszysz każdą swoją myśl. W dodatku widziałam polskie flagi, czułam wsparcie – dodała.

Zachwycony Lewandowski

Wśród kibiców, który na żywo oglądali finał, był m.in. kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski. – To topowy sportowiec i trudno mi uwierzyć, że przyszedł mnie oglądać. Nie wiem, czy jest wielkim fanem tenisa, ale mam nadzieję, że mu się podobało i jeszcze kiedyś wróci – powiedziała Świątek. Sam Lewandowski nie krył zachwytów nad grą Polki. – Dzisiejszy sukces Igi jest potwierdzeniem, że jest najlepsza na świecie. Osobiście bardzo się cieszę, że mogłem to zobaczyć na żywo, skorzystałem z okazji i zobaczyłem finał. A że Iga wygrała, to wyszło idealne połączenie – powiedział „Lewy”na antenie Eurosportu. Przyznał, że jako kibic, musiał nieco tonować swoje emocje. – Oczywiście emocje są inne na trybunach niż gdy sam gram na boisku. Starałem się jednak patrzeć na niektóre aspekty techniczne gry Igi czy jej rywalki, np. jak poruszają się na nogach, jak robią małe kroki, itp. Najważniejsze jednak, że Iga wygrała, to jej kolejny wspaniały sukces i z tego cieszę się najbardziej. Liczę na następne już w niedalekiej przyszłości – dodał. Zaznaczył, że choć Świątek wdrapała się już na szczyt kobiecego tenisa, to jednak jeszcze wiele przed nią.
– Wiele doświadczeń, sytuacji, z którymi będzie musiała sobie poradzić, jeszcze przed nią. Na pewno jest tego świadoma. Widać to nie tylko po sposobie gry, ale i stylu bycia i tym, jakim jest człowiekiem. Kroczy przez życie swoją ścieżką, spełnia marzenia, realizuje cele i to jest najfajniejsze w karierze sportowca – zaznaczył Lewandowski

Tym razem było trudniej

Świątek przyznała, że odnieść tegoroczny sukces było znacznie trudniej. – Na szczęście mój tenis bardzo się poprawił od tamtego czasu i na korcie mogłam pokazać więcej. Ale jeśli chodzi o wszystko to, co działo się poza kortem, teraz było mi dużo trudniej. Potrzebowałam więcej dyscypliny. Dwa lata temu byłam w „bańce”. Wszystko było nowe, nikt ode mnie niczego nie oczekiwał, ja od siebie też nie – oceniła. Za najtrudniejsze nie uważa wyzwania na korcie, ale czas pomiędzy spotkaniami. – Fizycznie miałam wrażenie, że mogę grać codziennie, ale dni wolnego sprawiają, że Wielki Szlem jest trudny. Męczy ciągłe motywowanie się, to przełączanie w tryb pracy i wojownika na korcie. Kilka dni bez tego sprawi, że zatęsknię za kortem i będzie mi łatwo przygotować się do kolejnego turnieju – powiedziała. Za zwycięstwo w żaden wyszukany sposób nie zamierza się nagradzać. – Cieszę się, że będę mogła zrobić pranie w domu i zobaczę mojego kota. To są takie małe rzeczy, które mnie najbardziej cieszą. Mam nadzieję, że spędzę trochę czasu po prostu odpoczywając
– dodała.
rm

Leave a Reply

Your email address will not be published.