
O trudach pracy aktorskiej w czasie pandemii koronawirusa rozmawiamy z Mariolą Łabno-Flaumenhaft, aktorką Teatru im. Wandy Siemaszkowej i dyrektorką Teatru Bo Tak.
– Przeciętny człowiek potrafi przeżyć 30 dni bez jedzenia, 3 dni bez wody i 3 minuty bez tlenu. A ile wytrwa aktor bez publiczności?
– Ja już przebieram nogami i nie mogę usiedzieć w miejscu. Nigdy tak bardzo nie brakowało mi sceny, kolegów, spektakli i bliskiego spotkania z moją publicznością, która jest dla mnie siłą napędową. Z publicznością mogę wymieniać energię. Dla publiczności gram z całych sił, by ona chciała wracać i znowu mnie zasilać. Czym oddychasz, tym żyjesz – więc żyję nadzieją i marzeniami na szybkie spotkanie publiczności.
– Jak wygląda samotność aktorki? Ćwiczy Pani do lustra?
– Do lustra nie ćwiczę. Ale owszem przegaduje sobie tekst, gdy robię domowe porządki albo leżę na łóżku z dyktafonem, na który nagrałam wcześniej materiał. Muszę powiedzieć, że gdy odkurzam, to uwielbiam śpiewać piosenki ze spektakli. Myślę, że sąsiedzi mają wtedy mnie serdecznie dość, ale dla mnie jest to kapitalna forma ćwiczeń.
– Wiesław Myśliwski wspominał, że dobrze mu się myśli podczas mycia naczyń.
– Dziękuję bardzo za Wiesława Myśliwskiego, który jest ważnym pisarzem w moim życiu i należy do grona ulubionych.
– On m.in. wypełnia Pani czas spędzany z dala od teatru?
– Mój wolny czas to właśnie literatura, poezja, muzyka, sztuka. Wróciłam ponadto do nauki języka angielskiego, dzięki moim „teatralnym dzieciom”, które zainstalowały mi świetny program do nauki.
– To duch. A ciało?
– Lubię sport i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Teraz zmuszona jestem w zaciszu domowym ćwiczyć sama, a tu na ratunek przychodzi wiele fantastycznych trenerów, więc szaleję od zumby, przez salsę, po tabatę , stretching i inne siłowe treningi. To wszystko w myśl powiedzenia: w zdrowym ciele zdrowy duch.
– Skoro o sporcie, o rywalizacji – o jaką rolę walczyła Pani najbardziej zacięcie?
– Miałam ten przywilej, że o żadną rolę nie musiałam się starać, zabiegać ani rywalizować.
– A aktorstwo to jest nieustanna walka?
– Tak, to walka z samym sobą. To rozwój, ciągły rozwój, poszukiwanie, uczenie się. To pokora. To ciekawość drugiego człowieka, otaczającego nas świata. Dużo by mówić.
– Jak się to zaczęło to całe aktorstwo? To prawda, że na Pani chrzcie zagrali Cyganie?
– Tak głosi słowny przekaz i wspomnienia moich rodziców. Zresztą uwielbiam kulturę Romów i mam wśród nich kolegów, są ogromnie muzykalni i utalentowani. Zawsze od dziecka coś tam śpiewałam, coś recytowałam, brałam udział w jakichś konkursach, akademiach… W liceum dołączyłam do Teatru Dabar i oaz teatralnych. To były piękne i beztroskie czasy dzieciństwa i młodości, choć klimat polityczny był przecież niesielankowy.
– Aktorstwo było pierwszym wyborem?
– Dopiero dzięki warsztatom ze znakomitymi aktorami i za ich namową zdecydowałam się sprawdzić, czy jest to moja droga.
– Kto Panią utrzymywał w tym postanowieniu? Kto inspirował?
– Wiele, wiele jest tych nazwisk. Ponieważ lubię czytać biografie wybitnych ludzi, to może wspomnę o wielkich damach teatru: Helenie Modrzejewskiej i mojej patronce Wandzie Siemaszkowej. Ach, tym kobietom nie było łatwo! Jedynie ich wielka siła, hart ducha, ogromna determinacja i wielki talent zaprowadziły je w poczet wybitnych aktorów.
– A na czym się Pani wychowała?
– Na starej dobrej szkole, którą oglądałam z wypiekami na twarzy. Doskonale pamiętam poniedziałkowy Teatr Telewizji, czwartkową Kobrę i kapitalne polskie seriale, takie jak „Noce i dnie”, „Polskie drogi”, „Lalkę”, „Karierę Nikodema Dyzmy”, „Czterech pancernych i psa”.
Bardzo ceniłam Ryszardę Hanin, Aleksandrę Śląską, Irenę Kwiatkowską, Teresę Budzisz- Krzyżanowską, Danutę Szaflarską, Kalinę Jędrusik, Barbarę Kraftówną, Annę Dymną…
– Jak dodałaby Pani otuchy widzom, którzy nie mogą się doczekać, by znów zobaczyć Panią na scenie?
– Samotność, zwłaszcza teraz, sprzyja marzeniom. Marzy mi się szybkie spotkanie z moją cudowną publicznością… ale potrzeba nam czasu i spokoju umysłu, a spokój umysłu jest poduszką, na której człowiek wygodnie się układa.
Ja z nadzieją czekam na Państwa, utrzymując ducha i ciało w dobrej formie i kondycji. Czego i Państwu życzę z całego serca i mocno przytulam!
Rozmawiał Marcin Czarnik



3 Responses to "Ile aktor przetrwa bez publiczności?"