Ile kosztuje kampania wyborcza?

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

RZESZÓW, PODKARPACIE. Osoby niemajętne mają dużo mniejsze szanse na przebicie się w wyborach samorządowych.

Na kampanię w wyborach samorządowych idą dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych. Wszystko po to, żeby mieszkańcy zobaczyli twarz, usłyszeli miły głos, a przede wszystkim zapamiętali nazwisko. Reklamy, plakaty i ulotki są wszędzie.

W autobusach reklama na reklamie, tak samo jest w przypadku przystanków. Na jednym przystanku bywa nawet kilkanaście różnych plakatów: kandydatów na burmistrzów, radnych gminy i do sejmiku wojewódzkiego. Pojedyncza reklama może nie kosztuje zbyt wiele, ale gdy się wszystko zsumuje, portfel chudnie w zastraszającym tempie. Przykładowo, jeden plakat we wnętrzu autobusu MPK w Rzeszowie w formie A2 eksponowany do 30 dni kosztuje kandydata 41 zł. Oklejenie tylnej części autobusu na miesiąc kosztuje do 450 zł, a całego autobusu do 1100 zł. Swój cennik za emisje reklam w gablotach przystankowych ustalił też Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie. Plakat A3 kosztuje 30,75 zł miesięcznie, a A2 – 61,50 zł.

Jednak reklamy biją nas po oczach również na słupach ogłoszeniowych. Wydrukowanie jednego plakatu w formacie A3 kosztuje 1,80 zł. Na ogół zamawia się znacznie więcej takich reklam. Wystarczy zauważyć, jak w ciągu dnia zalepiane są szybko twarze kontrkandydatów. Na kilka dni przed wyborami na słupach wiszą ogłoszenia ludzi z jednego komitetu, a już następnego dnia inni.

Ulotki składane są również w skrzynkach pocztowych. 1000 sztuk w formacie A6 kosztuje ok. 160 zł, a w formacie A4 – ok. 260 zł. Żeby mieć co na ulotkach drukować, trzeba najpierw umówić się z fotografem, który zrobi profesjonalne zdjęcie i odpowiednio odmłodzi twarzy, a potem potrzebny jest grafik, który ładnie obok zdjęcia wkomponuje hasła wyborcze, logo komitetu wyborczego oraz imię i nazwisko kandydata. Taka usługa łącznie kosztuje ok. 150 zł.

Tysiące na billboardy
Najbardziej po oczach biją jednak wielkie plakaty poprzyklejane na bramach, ścianach budynków i billboardach, a to już kosztuje dużo większe pieniądze. Backlight z oświetleniem przy jednej w głównych ulic w Rzeszowie to wydatek rzędu kilku tysięcy. Za samo wynajęcie na miesiąc tablicy trzeba zapłacić od 2,5 – 3 tys. zł. Do tego 450 zł za wydruk plakatu o powierzchni 18 mkw. i 350 zł za wyklejenie tablicy. Trzeba doliczyć jeszcze 70 zł za godzinę montażu z podnośnika. Wynajęcie mobilnej przyczepy na reklamę o powierzchni 18 mkw. to koszt w granicach 1,8 – 3,2 tys. zł. Za duży billboard o powierzchni 38 mkw. trzeba zapłacić aż 6 tys. zł miesięcznie.

Komitety wyborcze mają nałożone limity przez Państwową Komisję Wyborczą, która wylicza, ile pieniędzy można wydać na kampanię. Limit wydatków na kampanię wyborczą wójta, burmistrza czy prezydenta miasta liczącego nie więcej niż 500 tys. mieszkańców oblicza się mnożąc liczbę mieszkańców przez 60 groszy. Przykładowo: 109 tys. zł (Rzeszów), 38 tys. zł (Przemyśl) i 28 tys. zł. (Krosno).

W wyborach do rady gminy w gminach do 40 tys. mieszkańców kandydat nie może przekroczyć 1 tys. zł, w wyborach do rady gminy w gminach powyżej 40 tys. mieszkańców – 1,2 tys. zł, w wyborach do rady powiatu – 2,4 tys. zł, w wyborach do rady miasta w miastach na prawach powiatu – 3,6 tys. zł, a w wyborach do sejmiku – 6 tys. zł.

Wystarczy porozglądać się w swoim mieście, żeby zobaczyć, jakie grube pieniądze wydają kandydaci, by zostać zapamiętanym przez wyborcę. Czy normalny człowiek, startujący przykładowo do rady miasta, ma szansę się przebić bez przynajmniej kilku tysięcy złotych?

Blanka Szlachcińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.