Ilu pacjentów musi jeszcze umrzeć by zalegalizowano leczniczą marihuanę?

3.qxdTomasz Kalita, były rzecznik SLD, który od wiosny 2016 r. zmagał się z chorobą nowotworową, i który na nowo wywołał temat leczniczej marihuany, zmarł w ten poniedziałek. Miał 37 lat. I wydawać by się mogło, że całe życie przed sobą. Niestety, zachorował i nie doczekał się legalizacji oleju z kannabinoidów, o który zabiegał od początku swojej choroby, a którą leczeni są pacjenci chorzy na glejaka mózgu w innych krajach.

I wydawało się nawet, że ma wreszcie szansę przeforsować ten pomysł, bo jego starania poparli politycy SLD i złożyli w Sejmu petycję, w której zaapelowali do posłów o szybką zmianę przepisów, by umożliwić leczenie medyczną marihuaną oraz substancjami zawierającymi olej konopny. Popierano ich nawet a to z tej, a to z tej strony, ale jakoś niemrawo i bez przekonania. Skutkiem tego było, że do tej pory do niej nie wrócono, a jeżeli wracano, to tylko na chwilę, bo ciągle były „pewne obiektywne przeszkody, o których wszyscy wiemy”, i obietnice, że „w najbliższych dniach procedowanie nad ustawą zostanie zakończone”. Nie zostało. I pewnie śmierć Kality nie wystarczy, by ruszyć z miejsca. Ile więc osób znanych (nieznani umierają po cichu) musi umrzeć, by w końcu politycy zamiast „miętosić” temat po stołem oddali głos ekspertom, którzy kierując się rozumem i wiedza medyczną dadzą prawo do leczenia ludziom, dla których to ostatnia deska ratunku? Przecież leczenie marihuaną jest prowadzone w świecie i widać tego efekty. Szkoda, że nie w Polsce. Bo tu ciągle mówimy o „eksperymencie medycznym”, i wciąż piętnowani są lekarze, którzy chcą leczyć marihuaną

Mówią, że tonący brzytwy się chwyta. Wielu chorych, nie widząc dla siebie ratunku w proponowanym im leczeniu godzi się na różnego rodzaju alternatywy: leczenie eksperymentalne czy niekonwencjonalne. I trudno się im dziwić. Bo jak patrzeć bezczynnie na cierpienie najdroższej na świecie istoty, wiedząc, że jest lek, który jeżeli nie przywróci mu zdrowia, to przynajmniej uśmierzy ból? Niestety, w stosunku do marihuany mamy w Polsce jakąś zakorzenioną głęboko fobię. Lekarze ograniczają leki na bazie marihuany umierającym na raka, choć te znoszą ból nowotworowy, który potrafi być tak intensywny, że uznano go za chorobę. Nie leczą dziecka, bo to narkotyk, a więc prowadzi do uzależnienie. Tylko co to obchodzi umierającego na nowotwór lub rodzica dziecka skazanego na nieludzkie cierpienie? A niech się do cholery uzależni.

Redaktor Anna Moraniec

8 Responses to "Ilu pacjentów musi jeszcze umrzeć by zalegalizowano leczniczą marihuanę?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.