Im więcej ci dają, tym mniej, czyli… zasmarkane oszczędności

Beata SanderDo tego, że zwyczajowa kostka masła nie jest już ćwiartką kilograma (bo liczy sobie tylko 200 g, a nawet już i 170 g) zdążyłam się już przyzwyczaić. Nie zdziwiłam się, gdy pomniejszyły się też kostki niektórych margaryn. Jako świadomy konsument wiem, że duże opakowanie ciastek czy czekoladek jest oznaką raczej skromnej słodkiej zawartości. Za to dobija mnie nowy trend, nazwijmy go: higieniczny.

Po pierwsze, do białej gorączki doprowadza mnie rwący się jeszcze przed właściwym zastosowaniem papier toaletowy. Owszem, potrafię docenić pajęczą lekkość, ale zdecydowanie nie w tym przypadku.

Niestety, higieniczna inwencja do oszczędzania nie wiadomo na czym nie słabnie. Teraz producenci postanowili mnie i innych nabywców uszczęśliwić… chustkami do nosa. Tych w mojej alergicznej rodzinie zużywa się naprawdę sporo. Do niedawna pojedyncza paczka liczyła 10 sztuk 3-warstwowego luksusu do zasmarkania. Człowiek mógł spokojnie kichać i nie musiał przywiązywać wagi do tego na wskroś prozaicznego zakupu.

Trendy się zmieniają. Teraz producenci zamiast 10 paczek chusteczek dają nam 9. To jeszcze, nawet przy szybkim kupowaniu, dam radę dostrzec – rozmiary opakowania zbiorczego są nieco mniejsze. O wiele bardziej wkurzające jest nabijanie klienta na 1 sztukę albo nawet na… 1 warstwę. Pierwsze polega na tym, że na opakowaniu umiejętnie wyeksponowana jest „10”, jego rozmiar nie odbiega od reszty, co sugeruje, że kupowany towar jest gut. Tymczasem po rozpakowaniu, albo przy wnikliwym wczytaniu się w nadruk na opakowaniu dowiaduję się, że niekoniecznie. Owszem, nabywam 10 paczek miękkich i delikatnych, ale w pojedynczej paczuszce mam ich po 9, a nie po 10 sztuk! Sumarycznie wychodzi więc, że zamiast spodziewanych 100 chustek, mam tylko 90.

Inni wytwórcy wpadli na jeszcze chytrzejszy sposób ciułactwa. Otóż, sprzedają 10 paczek w opakowaniu po 10 sztuk, ale… oferują klientowi o 1 papierową warstewkę mniej w każdej pojedynczej chustce. W przypadku tego zakupu czuję się już mocno rozemocjonowana. Po pierwsze, specjalnie czytałam opis i wydawało mi się, że kupuję to, co chcę i w takiej jakości, do której od lat się przyzwyczaiłam. Iskra złości w oku mym zakręci się dopiero, kiedy rozwinę mój papierowy cud i wytrę obolały nos. Ten natychmiast wyczuje kant, polegający na tym, że zamiast smarkać w trzy papierowe warstwy, przyjdzie mu robić to tylko w dwie! W przypadku, kiedy mam katar, jak na damę przystało, i tylko delikatnie ocieram mój prawie orli nos, nie robi to żadnej różnicy. Gdy jednak jestem przeziębiona i z wyniosłości cieknie mi jak z przerdzewiałego kranu, albo muszę się mocno natrudzić, by wydmuchać złośliwego, zielonkawego gluta bez minimum 3-warstwowej jakości się nie obejdzie.

Wszystko jednak wskazuje na to, że do współczesnych nauk musi dołączyć i ta, iż w XXI wieku nie wszystko jest tym, czym się mieni. Łatwiej zapamiętać to, parafrazując słowa piosenki Natalii Kukulskiej: im więcej ci dają, tym mniej, bardziej to poczujesz, niż wiesz, naprawdę im więcej ci dają, tym mniej. Jak to jest możliwe?!

Dlatego ja postanowiłam bojkotować producentów odchudzonych produktów i staram się nagradzać zakupem tylko tych, którzy jasno i wyraźnie informują, co sprzedają, a nie żerują na moim pośpiechu i nieuwadze. Bo niech tych głupich chustek będzie sobie mniej, albo nich będą nawet cieńsze, ale ja chcę o tym wiedzieć już na etapie kupowania, a nie zużywania!

Redaktor Beata Sander

4 Responses to "Im więcej ci dają, tym mniej, czyli… zasmarkane oszczędności"

Leave a Reply

Your email address will not be published.