W związku z notorycznym nadużywaniem leków (specjaliści mówią o osobach przyjmujących po kilkanaście specyfików dziennie, często leków wykluczających się wzajemnie lub mających ten sam skład pod inna nazwą handlową, co prowadzić może do przedawkowań i ciężkich zatruć), ministerstwo zdrowia zapowiadało ograniczenie asortymentu leków dostępnych poza aptekami.
Na stacji benzynowej czy w markecie mieliśmy wkrótce kupić leki przeciwbólowe zawierające paracetamol albo ibuprofen, ale w słabszych dawkach – po 200 i 300 mg i tylko w małych opakowaniach – po 6 tabletek. Dostępne miały być także leki na infekcje jamy ustnej, gardło, zgagę, refluks czy biegunkę – ale w małych dawkach – maksymalne 8 tabletek. Niedostępne miały być popularne rozpuszczalne leki przeciwgrypowe na bazie kwasu acetylosalicylowego w rozmaitych kombinacjach z glicyną czy kofeiną, a jedynie leki zawierające sam kwas acetylosalicylowy – i tylko w tabletkach (kwas acetylosalicylowy może poważnie zmniejszyć działanie leków nadciśnieniowych, a jednocześnie, z powodu zmniejszania krzepliwości krwi, skutkować krwawieniami przy zwykłych urazach).
Miało być, ale nie będzie. Ministerstwo zmieniło bowiem zdanie w tej kwestii. Dlaczego? Czy znawcy tematu doszli do wniosku, że nadmierne spożycie leków nie stanowi już zagrożenia dla zdrowia ludzi? Nie. Rozwiązaniu sprzeciwili się producenci leków, bo ograniczenie punktów sprzedaży i przepakowanie ich do mniejszych opakowań uderza przecież w ich zyski. I ministerstwo wstrzymało prace. Czy tak powinien działać resort nomen omen odpowiedzialny za zdrowie Polaków, a nie za kieszeń przedsiębiorców?
Redaktor Anna Moraniec



6 Responses to "Interes firm farmaceutycznych ważniejszy niż bezpieczeństwo zdrowotne"