Wycieczka do skansenu w Markowej koło Łańcuta. W centrum wsi powstaje muzeum rodziny Ulmów. Jan Ulma zginął w 1944 roku z rąk Niemców za przechowywanie Żydów; wraz z nim ciężarna żona Wiktoria oraz ich sześcioro dzieci. Muzeum będzie nowoczesne, o futurystycznej bryle. Na wzniesieniu powyżej placu budowy rosną stare jabłonie. „Pac, pac” – co chwilę spadają dojrzałe owoce. Jabłka pękają pod moimi podeszwami. Są z „krostami”, nawet smaczne.
Jan Ulma z Markowej był nowoczesnym gospodarzem, eksperymentował z pszczelarstwem, hodowlą jedwabników i nowych sadzonek jabłoni. Sprzedawał sąsiadom wyhodowane przez siebie sadzonki. Czy tych kilka starych jabłoni też pochodzi z jego szczepów? Czy nie zostaną ścięte, gdy powstanie muzeum? Ile jeszcze jabłoni ze szczepów Ulmy rośnie w Markowej?
W życiu Jana Ulmy i jego rodziny jest jakiś niezwykły element. Jan parał się fotografią, robił zdjęcia skonstruowanym przez siebie aparatem. Uwieczniał głównie rodzinę. Aparat służył mu do wyrażania rodzicielskiej miłości. Na jednym ze zdjęć Wiktoria uczy dziecko. Kadr jest malarski, bije z niego odświętność. Kopie tych fotografii można zobaczyć na wystawie w położonym nieopodal skansenie; fotografie pozwalają się zaprzyjaźnić z Ulmami. Skansen jest mini, ale dostarcza wielkich wrażeń.
Wracam myślami do markowskich jabłoni. Jan Ulma zrywał owoce z drzewa życia, o czym świadczy jego chrześcijański czyn wobec żydowksich sąsiadów, których chciał ocalić. Niemieccy naziści zrywali natomiast z drzewa poznania dobra i zła, dlatego ich czyny były zatrute, złe. Biblijna opowieść o obu drzewach i utraconym raju wciąż odradza się w ludzkiej historii. Trzeba pojechać do Markowej, by to zrozumieć.
Piotr Samolewicz



One Response to "Jabłonie Jana Ulmy"