
IZOLATOR BOGUCHWAŁA – MOTOR LUBLIN. Zero punktów w czterech meczach, 3 strzelone gole i 14 straconych – Izolator ewidentnie ma kompleks Motoru.
Motor miał w Boguchwale dwunastego zawodnika w postaci kibiców, których przybyło na Izo-Arenę blisko trzystu. Jednak największe wsparcie lider otrzymał od bramkarza i obrońców gospodarzy.
– Łatwiej byłoby się pogodzić z porażką, gdyby gole padły w normalnych okolicznościach – przyznał trener „Izolacji” Przemysław Matuła. Przy trafieniu Filipa Drozda nie popisał się Szymon Kardyś. Obrońca gospodarzy miał bliżej do piłki i tylko on wie, dlaczego jej nie wybił. Sytuację mógł uratować Miłosz Lewandowski, jednak zabrakło mu zdecydowania. Za to 12 minut później bramkarz zabawił się w świętego Mikołaja – po dośrodkowaniu z rogu nie utrzymał piłki w dłoniach i Paweł Piątek zdobył najłatwiejszego gola w swojej przygodzie z futbolem. – Cóż, nie była to najtrudniejsza sytuacja do skończenia – śmiał się napastnik Motoru. – Instynkt mi podpowiedział, że bramkarz może wyciąć jakiś numer. Dobrze się ustawiłem, piłka spadła mi pod nogi, reszta była formalnością.
Mordęga przez mur
Piątek strzelił swojego 11 gola, a drugiego po przenosinach z Orła Przeworsk do Motoru. – Dobrze mi się żyje w Lublinie. Studiuje tutaj moja dziewczyna, chłopaki też świetnie mnie przyjęli. Wiadomo, że w klubie liczy się tylko awans, więc ciśnienie na wynik jest spore. Mamy jednak mocny zespół i powinniśmy sobie poradzić – opowiada 21-latek, który nie starał się przekonywać, że w Wielką Sobotę oglądaliśmy kawał meczu. – Pierwsza połowa dla kibica to może i była mordęga. Boisko było ciężkie, a my nie umieliśmy się przebić przez mur Izolatora. Jak gospodarze opadli z sił, zrobiliśmy co do nas należało – tłumaczył zawodnik, który zapewne coraz częściej będzie się pojawiał w wyjściowej „11”. Po paskudnej kontuzji najlepszego strzelca Motoru Pawła Myśliwieckiego (złamana piszczel) w ataku lidera zrobiło się bowiem luźniej. – Coś w tym jest, ale z drugiej strony w Motorze jest tak duża konkurencja, że nie można sobie pozwolić na jakikolwiek luz. Żeby grać, trzeba zasuwać – podkreśla Piątek.
Cierpieli na darmo
Wizyta lidera przyciągnęła na trybuny kibiców i znanych trenerów związanych niegdyś z oboma klubami (Ryszard Kuźma, Grzegorz Opaliński). Gospodarze zapowiedzieli odważną grę i faktycznie walczyli do upadłego. Atutów czysto piłkarskich jednak nie mieli. Z obrońcami Motoru szarpali się osamotnieni Krzysztof Szymański i Bartosz Karwat (jego „główka” w 55 minucie była pierwszym strzałem Izolatora w światło bramki!), brakowało jakości w pomocy i spokoju po przejęciu piłki. Lider prezentował wyższą kulturę gry, ale i on nie zachwycał. Futbolówka najczęściej latała nad głowami zawodników, a niecelnych podań było więcej, niż kropel deszczu, choć momentami lało jak z cebra…
– Chłopcy cierpieli po to, by przejąć piłkę i jedną, dwoma akcjami rozstrzygnąć mecz. W sumie niewiele nam zabrakło – oceniał spotkanie trener Matuła. – Paradoksalnie bramki straciliśmy, gdy zaczęliśmy grać piłką. Ale idziemy w dobrym kierunku! Walczymy, jesteśmy blisko siebie na boisku. Drużyny rodzą się w ciężkich chwilach, więc mam nadzieję, że i nas spotka niebawem coś pozytywnego.
Problem w tym, że Izolator traci już 11 punktów do bezpiecznego miejsca, a w sobotę czeka go pojedynek w Krośnie. Same chęci znów mogą nie wystarczyć.
IZOLATOR Boguchwała 0
MOTOR Lublin 2
(0-0)
0-1 Drozd (67.), 0-2 Piątek (79.)
IZOLATOR: Lewandowski – Lekki, Chmielowski, Zych, Kardyś, Karwat, Dziedzic (59. Tyburczy), Hajnas, Cupryś, Sitek (67. Róg) – Szymański (78. Domin).
MOTOR: Socha – Falisiewicz, Komor, Gieraga, Prusinowski (46. Dykij), Tymosiak, Kamiński (63. Michota), Piekarski, Stachyra – Drozd (81. Mroczek) – Piątek (87. Bednara).
Sędziował: Piotr Burak (Zamość). Żółte kartki: Zych, Chmielowski, Lekki, Dziedzic, Tyburczy, Hajnas – Michota. Widzów: 500.
Tomasz Szeliga


