
HUSÓW, RZESZÓW. Nowe fakty w sprawie tajemniczej kradzieży pieniędzy mieszkańców Husowa.
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wznowiła śledztwo w sprawie kradzieży blisko 1,5 mln zł z punktu kasowego w Husowie. Śledczy posiadają już opinię biegłego grafologa, który zbadał podpisy klientów oddziału widniejące na dokumentacji bankowej. Część z nich jest sfałszowana. Czy po dwóch latach od wybuchu afery bankowej uda się w końcu śledczym rozwikłać zagadkę zuchwałej kradzieży z tajemniczym samobójstwem w tle?
Sprawa wykradzenia oszczędności życia mieszkańców Husowa ciągnie się od 2015 r. Wówczas to klienci punktu kasowego odkryli, że część pieniędzy, które wpłacali w placówce… wyparowała. Kwoty były różne: od 4 tys. do 35 tys. zł. Na tym nie koniec, bowiem na niektórych mieszkańców Husowa zaciągnięte zostały kredyty obrotowe na finansowanie działalności rolniczej, o których sami zainteresowani nie mieli pojęcia.
Kasjerka winna, czy niewinna?
To, co jest najbardziej zastanawiające w całej sprawie, to fakt, że większość mieszkańców dokonywała wpłat u jednej kasjerki, która kilka dni po odejściu na emeryturę popełniła samobójstwo, wieszając się w stodole. Kobieta targnęła się na życie, gdy do banku zaczęli zgłaszać się kolejni klienci zaniepokojeni ubytkami pieniędzy na kontach. W niedługim czasie w Husowie huczało już od plotek. Zagadkowe samobójstwo ściągnęło na kasjerkę podejrzenia. Plotkowano między innymi, że pieniądze kobieta przekazała na cele kościelne. Część mieszkańców Husowa nie wierzyła jednak w jej winę. – Starsza kobieta, całe życie uczciwa, sumienna, do rany przyłóż i miała nas wszystkich, których znała, oszukać? Zresztą nawet gdyby, to co niby zrobiła z pieniędzmi? Zakopała w ogródku? Bo jakoś nie widziałam, żeby opływała w luksusy – mówiła nam jedna z poszkodowanych mieszkanek Husowa.
W domu u kasjerki policjanci znaleźli dokumenty oraz niewielką kwotę pieniędzy. Więcej pieniędzy nie znaleziono, kobieta żyła bardzo skromnie.
Początkowo śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Łańcucie. Następnie sprawa trafiła do rzeszowskiej Prokuratury Okręgowej. Przesłuchano świadków, uzyskano dostęp do danych z około 160 banków z całej Polski. W ciągu roku powstało aż kilkadziesiąt tomów akt, każdy po blisko 200 stron. W lutym 2016 roku sprawa utknęła w martwym punkcie – śledztwo zostało zawieszone. By móc je wznowić śledczy potrzebowali opinii biegłego grafologa. Chodziło o opinię z zakresu badania autentyczności pisma, która pozwoliłaby stwierdzić, czy ok. 300 podpisów klientów banku, które widnieją na zabezpieczonej dokumentacji papierowej, jest oryginalnych czy też podrobionych. Podczas przesłuchania wiele z tych osób zakwestionowało bowiem autentyczność podpisów na pożyczkach, potwierdzeniach sald czy wypłatach.
Część podpisów sfałszowano
Długo wyczekiwana opinia wpłynęła już do prokuratury, dzięki czemu można było wznowić śledztwo. Okazuje się, że część podpisów została podrobiona. – Opinia wskazuje na nieautentyczność niektórych dokumentów w sferze podpisów – potwierdza prokurator Terlecki. – W tej chwili pracujemy nad nowym planem śledztwa. Będziemy analizować na nowo wszystkie wątki, tezy i wersje śledcze – dodaje prokurator.
Czy prokuraturze uda się w końcu odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy za zuchwałą kradzieżą stoi tragicznie zmarła kasjerka i gdzie trafiły wykradzione pieniądze? A może okaże się, że w tajemniczy proceder zamieszanych było więcej osób? Musimy poczekać na wyniki śledztwa.
Do tej pory poszkodowani klienci banku odzyskali w sumie ok. 600 tys. zł.
Katarzyna Szczyrek



12 Responses to "Jak 1,5 mln zł zniknęło z kont bankowych?"