Informowaliśmy ostatnio, że w Przemyślu z okna na VII piętrze rzucił się młody mężczyzna. Rzec by można, że bardzo szkoda człowieka, no ale zdarza się. Rzecz w tym, że ów mężczyzna rzucił się z okna Wojewódzkiego Szpitala, będąc jego pacjentem. Tego samego szpitala, który jest przez jego dyrekcję i ekipę rządzącą przedstawiany wręcz jako wzór placówki medycznej…
Kilka miesięcy temu na jednym z zasańskich osiedli w Przemyślu wyskoczyła z okna kobieta. Ktoś nagrał komórką to dramatyczne wydarzenie i „wrzucił” filmik do sieci. Pisaliśmy o tym oburzeni, bo w istocie, śmierć jest czymś bardzo intymnym, a wokół samobójczej nie powinno być wrzawy w mediach i Internecie.
Można by powiedzieć, że w przypadku 24-latka, który tragicznie zginął 3 listopada jest tak samo: śledczy wykluczyli udział osób trzecich. Wygląda na to, że młody mężczyzna sam skutecznie targnął się na swoje życie. Tyle, że do tego aktu doszło na terenie szpitala! Z naszych informacji wynika, że pacjent został tam przywieziony karetką pogotowia. Miał się uskarżać na ból i drętwienie ręki. I tylko tyle dało się oficjalnie dowiedzieć w tej sprawie. Nieoficjalnie mówi się „na mieście”, że 24-latek miał mieć problemy psychiczne lub emocjonalne.
Nie sposób dowiedzieć się nawet, czy mężczyzna został po przywiezieniu do szpitala zbadany przez lekarza. Bardzo prawdopodobne, że czekał na SOR-ze na swoją kolejkę, a czas oczekiwania według standardów polskich szpitali wynosi dla chorych w stanie niezagrażającym życiu, bagatela, do 6 godzin. Mógł sobie stamtąd pójść gdziekolwiek, także na przykład do domu, albo na VII piętro…
Tak, mamy świadomość, że szpital to nie przedszkole i w zasadzie każdy sobie może tam wejść nie zatrzymywany przez nikogo, a także „wędrować” po placówce do woli. Nikt też chorego na SOR-ze trzymać na siłę nie będzie, ani go pilnować, nawet jeśli został przywieziony karetką, ale może czekać sam. Dziwi nas natomiast tajemnica, jaką jest owiana sprawa tego tragicznego zajścia. Szpital w swoim stanowisku podkreśla, że sprawę bada policja, więc nic więcej nie ujawni, ponad widocznie arcyważną informację, że dyrektor szpitala po tym wypadku przerwał urlop i została powołana komisja, a rodzinie 24-latka zaproponowano pomoc psychologiczną. Policja z kolei tłumaczy, że sprawa jest w prokuraturze, więc policja żadnych informacji nie udziela. Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy, sprawa miała z prokuratury rejonowej zostać skierowana do „okręgówki”. Jednak dlaczego, tego nie wiemy…
„Na mieście” krąży coraz więcej plotek, między innymi taka, że 24-latek miał być chory psychicznie. Ile w tym prawdy, nie wiadomo. Ale wiadomo, że człowiek chory w szpitalu nie był bezpieczny. Z młodym mężczyzną musiało się dziać coś złego, skoro targnął się na swoje życie. Mało prawdopodobne, że przyszło mu to do głowy ot tak, bo miał długo czekać na SOR-ze. Czy wszyscy zachowali procedury? Czy ktoś coś zaniedbał? Dlaczego mamy tak skąpy dostęp do informacji na ten temat? To są na razie pytania bez odpowiedzi…
Choć stan naszej służby zdrowia, jest wbrew temu o czym się nas zapewnia, delikatnie mówiąc nienajlepszy, człowiek wzywając pogotowie do siebie, czy bliskiego liczy na to, że trafi pod opiekę i będzie bezpieczny. Tragedia 24-latka pokazuje, że wcale tak nie jest. A cisza wokół te sprawy jest niepokojąca, bardzo niepokojąca…
Redaktor Monika Kamińska



4 Responses to "Jak doszło do tragedii w szpitalu? Niepokojąca cisza trwa"