
Wojska Obrony Terytorialnej nie były wyposażone m.in. w kompasy. Aby zakończyć tę żenującą sytuację, wojsko postanowiło zakupić 12,5 tys. tychże. Podczas przetargu wojsko wybrało ofertę firmy spod Radomia zajmującej się sprzedażą wiader, grabi, taczek ogrodowych i …grillów. Bo ta oferowała kompasy bardzo, ale to bardzo tanio. Wkrótce jednak okazało się, że jakość i klasa kompasów nijak ma się do wymagań zawartych w specyfikacji przetargu. Handlarz grabiami i grillami wcisnął jednostce specjalnej Nil chińskie podróbki dla WOT-u!
Cena profesjonalnego, takiego, jaki przydatny jest w wojsku kompasu waha się od 165 do 400 złotych. Wojsko o tym wiedziało i na ten zakup zarezerwowano kwotę 3,75 mln złotych. Zakupem miała zająć się jednostka wojsk specjalnych Nil. W 2019 roku ogłosiła ona przetarg na dostawę kompasów dla WOT. Stanęły do niego dwie firmy. Pierwsza to działający od 2007 roku podmiot zajmujący się dostawą sprzętu wysokościowo-ratowniczego, m.in. dla wojska i innych służb mundurowych. Ten oferent zaproponował WOT znane kompasy szwedzkiej firmy Silva z typowo wojskowej linii, proponując niewygórowaną cenę 3,5 mln zł za 12,5 tys. kompasów. Oferta była korzystna, bo to wszak o 250 tys. złotych mniej, niż wynosił budżet na ten zakup. Drugim oferentem była powstałą w 2015 roku firma ze Zwolenia pod Radomiem reklamująca się, że sprzedaje wszystko do domu i ogrodu. W jej ofercie znajdowały się: kompostowniku, taczki ogrodowe, grabie, ale także trampoliny i grille ogrodowe. Firma zaproponowała za 12,5 tys. kompasów rażąco niską cenę, bo zaledwie 769 tys. złotych.
Choć w każdym rozsądnym człowieku tak niska cena wzbudziłaby niepokój i niedowierzanie, bo przecież aby wywiązać się z oferty firma musiałaby dopłacić do tego interesu kilka milionów złotych, JWS Nil beztrosko wybrała tę właśnie ofertę. Tymczasem okazało się, że podmiot spod Radomia zaproponował JWS Nil kompasy, a jakże, tyle że nie te profesjonalne, używane w wojsku, ale tanie chińskie urządzenia, które każdy może sobie kupić przez Internet! I to dosłownie za grosze. A gdy kupuje się tego hurtowe ilości, to jest jeszcze taniej. Jak ustalili dziennikarze Onet.pl, przy zakupie powyżej 500 sztuk tego „badziewia” cena za sztukę waha się od 0,30 do 1,20 dolara amerykańskiego, czyli w przeliczeniu na polska walutę od 1,20 do 4,70 złotego za sztukę. Zwoleńska firma kupiła 12,5 tys. kompasów, zatem należy przypuszczać, że jednostkowa cena urządzenia przy tej transakcji bliższa była 1,20 niż 4,70 złotego. Zarobiła więc na tym interesie od 566 tys. do 610 tys. złotych.
Jak to możliwe, że wątpliwości JWS Nil nie wzbudziły ani nieprawdopodobnie niska cena oferty, ani brak doświadczenia z takim jak kompasy wojskowe sprzętem oferenta? Jak doszło do tego, że JWS Nil już wiedząc, że zaoferowane przez zwoleńską firmę kompasy to nie wymagany w specyfikacji przetargowej sprzęt, ale zwyczajne chińskie gadżety dla dzieci, wybrała tę ofertę? Dziennikarze Onet.pl zadali jednostce cały szereg pytań, ale odpowiedź dostali nader lakoniczną. Rzecznik JWS Nil mjr Adam, krótkim e-mailu poinformował dziennikarzy, że zwycięska w przetargi firma „złożyła wszelkie wymagane dokumenty określone w dokumentacji przetargowej, a ich zakres i sposób przygotowania odpowiadał treści Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia”, czyli wymagań wojska dotyczących kompasu. WOT na ten temat wytpowiadać się wcale nie chciały, zasłaniając się śledztwem Żandarmerii Wojskowej prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Krakowie, zaś właściciel zwoleńskiej firmy z dziennikarzami rozmawiać ani korespondować nie chciał.
Co najciekawsze, mimo że ŻW prowadzi pod nadzorem prokuratora śledztwo ws. zakupu od zwoleńskiej firmy kompasów made in China, wojsko nadal kupuje od niej sprzęt. Jak ustalili dziennikarze Onet.pl, w tym samym roku, w którym JWS Nil nabyła kompasy, WOT od firmy spod Radomia kupił ponad tysiąc latarek czołowych. Poniekąd także chińskich. Czy powinno nas to dziwić? Normalnie tak, ale biorąc pod uwagę niecodzienne zakupy maseczek i respiratorów przez nasz rząd od handlarza bronią i znajomego instruktora narciarstwa, nic nas już raczej nie zaskakuje. Ale może wojsko pójdzie dalej i zakupi wreszcie od zwoleńskiej firmy coś, na czym owa się zna? Na przykład zgrabne ogrodowe grille dla WOT, albo wiaderka i grabki. To ostanie kojarzy się z zabawą w piaskownicy i słusznie, bo to właśnie zaczyna przypominać ta sytuacja.
Monika Kamińska



One Response to "Jak kompasy to tylko od handlarza wiadrami, taczkami i grillami"