
Kinga Wawro, uczennica z Jarosławia, została ambasadorką ręki 3D i pierwszą użytkowniczką
Wcześniej jej dokuczano, bo nie miała ręki. Kinga starała się więc za wszelką cenę to ukryć. Wszystko się zmieniło, gdy poszła do Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. Stefana Banacha w Jarosławiu. Skradła serca kolegów i nauczycieli, a ci postanowili jej pomóc. Właśnie podarowali jej kolejną protezę ręki, a swój projekt udostępnili za darmo w Internecie. Oto historia o tym, jak „szczęściem z plastiku” można odmienić czyjeś życie… Jak to się zaczęło?
Jak zrobić protezę rąk z niczego? – Marcel zobaczył w telewizji podobne protezy. Powiedział: „Tato, zróbmy taką dla Kingi. Trzeba jej pomóc”. Nie chcieliśmy tego robić we dwóch – wspomina Artur Tutka, opiekun grupy. – Zapytałem, kto zna Kingę i zgodziłby się pomóc. Zgłosił się Artur. Później jego pracę przejął Franek. Jak nauczyciel zebrał resztę chłopaków? – Kuba chciał mieć „6” na koniec roku. Damian ciągle zadawał dziwne pytania i nie miał, co robić w domu, więc dałem mu zajęcie – śmieje się. Potem dołączył Łukasz. Na początku szukali informacji w Internecie i korzystali ze strony z gotowymi projektami. Potem sami zaczęli tworzyć. – Franek Bosak, który zastąpił Artura Czyrnego projektuje rękę w specjalnym programie. Damian Kobyliński „tłumaczy” to na język zrozumiały dla drukarki 3D i drukuje. Kuba Nowotarski wyposaża wszystko w elektronikę. Jeśli mu coś nie odpowiada, wraca do Franka i cykl się powtarza. Basia Filip robi zdjęcia i filmy, a Marcel Tutka i Łukasz Chamuła zbierają materiały i publikują w Internecie – tłumaczy opiekun. Pomaga im dr Krzysztof Grandys, prezes Fundacji E-Nable Polska. To ogólnoświatowa organizacja, która tworzy różne rzeczy z plastiku. Kiedy panowie mają jakieś problemy, wystarczy jeden telefon do dr Grandysa i wszystkie rozwiązuje. – Dostaliśmy też wsparcie od firmy Budimex oraz Zortrax, która dała nam większą drukarkę i materiały do druku – podkreśla Artur Tutka.
Kinga Wawro została ambasadorką ręki 3D i pierwszą użytkowniczką. – We wrześniu tamtego roku napisał do mnie pan Artur, powiedział, co planuje i zapytał czy się zgadzam. Na początku nie wierzyłam, że to się sprawdzi – wspomina. Po ręce, której oferowało jej NFZ, dziewczyna broniła się przed kolejną. – Planowano wszczepiać jej operacyjnie druty, żeby pobrać sygnał elektryczny. Ręka miała kosztować 120 tys. zł, ale nie dano jej pewności, ze to będzie działać – tłumaczy Artur Tutka.
Gdy zobaczyła model chłopaków, zmieniła zdanie. Najpierw wykonali dla niej protezę mechaniczną. Założyła i nawet nie powiedziała, czy jej się podoba. – Następnego dnia jej mama zadzwoniła mówiąc, że Kinga nie przyjdzie do szkoły. Pomyślałem zrezygnowany: „No to tragedia”. Okazało się, że całą noc próbowała łapać różne przedmioty. Była w szoku, bo pierwszy raz od 19 lat stało się to możliwe… i przepłakała całą noc – opowiada nauczyciel. – Po południu zaczęła wysyłać mu filmiki, by pokazać jak chwyta przedmioty.
Zmotywowani panowie stwierdzili, że zrobią coś bardziej zaawansowanego – protezę automatyczno-elektroniczną. Problem w tym, że nie mieli nawet złotówki. – Ktoś mnie wtedy zapytał: „na co wy czekacie? Zróbcie zbiórkę, a my wam wpłacimy pieniądze! Kiedy zobaczyliśmy na koncie 2 tys. zł, czuliśmy się już bogaci. Mogliśmy podbijać cały świat! – wspomina z uśmiechem nauczyciel. Nie przypuszczali nawet, że ich projekt tak się rozwinie. Po emisji w TVN materiału opowiadającego o ich przedsięwzięciu w ciągu nocy wpłynęło 25 tys. zł. Na stronie zrzutka.pl nadal można ich wspierać.

Grupa młodych naukowców rozpoczęła prace. – Wtedy żadne z nas nie było pewne, czy sobie poradzimy. To był naprawdę duży projekt, jak na to, co mieliśmy i co wiedzieliśmy. Dziś wiem, że jeśli pomyśli się o czymś, co nie jest fikcją, to jest to do zrobienia – ocenia Marcel. Od Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu, dostali zużyte części. Kuba zobaczył w nich elektroniczne skarby i przekonywał, że się uda.
– Największy problem był z obmyśleniem, jak ma wyglądać proteza – przyznaje Franek. – Musieliśmy zmieścić w środku: dwie baterie, pojemnik na nie, różne przewody, płytki elektroniczne i sam silniczek. Udało nam się to tak zmodyfikować, że ręka miała takie same wymiary jak poprzednia – podkreśla. – Byłem odpowiedzialny za część elektroniczną i oprogramowanie. Polutowałem przewody i dopiero wtedy wszystko programowałem. Działało – cieszy się Kuba.
– Gdy przeszliśmy do samego drukowania, wiele razy byliśmy przekonani, że wszystko jest skończone. Potem okazywało się, że trzeba coś przerobić i zaczynać od początku. A wtedy byliśmy uziemieni na 5 albo 14 godzin – zauważa Franek. – Czasami z niewiadomych przyczyn drukarka przestawała działać albo filament [materiał używany do druku] nie chciał wyjść, rozpłynął się wewnątrz ekstrudera [wprowadza filament do głowicy] i trzeba było to przetykać – wyjaśnia Damian. – Nie było to raz ani dwa. Dlatego staramy się być elastyczni i od razu reagować, żeby nie tracić czasu.
Spełnienie marzeń
– Miałam dużo przymiarek, ale się nie zniechęciłam – zapewnia Kinga. – Wiadomo, że to było na zasadzie prób i błędów. Oczywiście wykonano pomiary, ale pojawiały się drobne niedociągnięcia – palce były za małe, albo coś mnie uwierało – wylicza. Planowano model w kolorze skóry. Okazało się jednak, że im bardziej kolorowy, tym lepszy. Chłopcy zauważyli też, że koleżanka lubi malować paznokcie, dodali więc kolorowe tipsy. Niebiesko-zielona proteza wyposażona jest gumowe uchwyty, czujniki nacisku, latarkę i magnesy neodymowe, dzięki którym Kinga może podnosić przedmioty do 2,5 kg. – Gdy ją zobaczyłam, pomyślałam, że to spełnienie moich marzeń. Mogę wykonywać różne prace domowe, coś podnieść, przytrzymać. Bardzo mi pomaga w codziennym życiu – mówi dziewczyna. Grupa nagrała moment, kiedy Kinga zakłada ostateczną wersję. – Nie byliśmy nawet pewni, czy wszystko będzie się zgadzało. Kinga ją założyła i uniosła w górę kciuki u obu rąk – wspomina z satysfakcją Damian.
W ciągu ostatnich miesięcy panowie często przeżywali momenty, które na długo zapamiętają. – Kiedy telewizja TVN nas nagrywała, Kinga nagle zaczęła pisać markerem po tablicy. – Pomyślałam: „Co mi tam! Spróbuję!” Najpierw była nazwa szkoły, potem BMW – dodaje odważna dziewczyna. – Nikt nie sądził, że mogłaby to zrobić. Jej mama się wzruszyła, pan Artur nie wierzył, że to się dzieje. Wszyscy zaczęli się śmiać – opowiada Franek. Narysowała samochód i napisała „Syndykat nie istnieje”. – „Co ona pisze?” – zastanawiał pan Artur. Chodziło o grupę miłośników BMW oraz ich hasło. Zauważyli to i zaproszono ją nawet zlot BMW, gdzie będzie honorowym gościem.
Państwo Matyjaszczyk z Warszawy przekazali Kindze Malucha. Chcieli go sprzedać, ale zobaczyli materiał o dziewczynie i podarowali go z przeznaczeniem na licytację. – Samochód jest po generalnym remoncie, ma nowy silnik, akumulator, opony. Państwo Matyjaszczykowie są jedynymi właścicielami. Wyjeżdżali do lasu tylko gdy nie padał deszcz. Samochód ma 8 tys. przebiegu. Przez 26 lat był trzymany w garażu – zachęca nauczyciel do udziału w licytacji.
Dobroć, której doświadczyła Kinga, sprawiła, że w ciągu ostatniego roku bardzo się zmieniła. Wcześniej dokuczano jej z powodu niepełnosprawności, nie miała prawdziwych koleżanek. Gdy przyszła do jarosławskiego liceum, początkowo ukrywała brak ręki. – Dopiero po tygodniu zauważyłem, że jej nie ma, tak dobrze się kamuflowała. Narzucała coś na rękę, chowała za torebką, siadała tak, żeby ją schować – wylicza były wychowawca. Dziś jest zupełnie inaczej. Skradła serca kolegów i nauczycieli, a jej były wychowawca nazywa ją „księżniczką”. – Sama dostrzegam, że się otworzyłam. Kiedyś nawet gdy było ciepło, ubierałam bluzę i wkładałam rękaw do kieszeni, żeby tylko nikt nie zauważył, że nie mam ręki. Teraz sobie myślę: „A niech się patrzą!” – wyznaje. Odzywają się do niej osoby, które są w podobnej sytuacji. – Napisała do mnie kobieta, której córka jest w moim wieku i ma taki sam problem. Też się ukrywała. Nawiązałam z nią kontakt. Porozmawiałam. Dziś widzę na zdjęciach, że się z tym nie kryje. Po reportażu w TVN dostałam bardzo dużo wiadomości, a wczoraj, kiedy wracałam do domu, na stacji PKP jakaś pani do mnie podeszła, mówiąc, że mnie widziała w telewizji. To miłe.
Koledzy dali Kindze „szczęście z plastiku”. Może złapać podstawowe rzeczy – telefon, kubek, szklankę. Ona jednak marzy, by zostać mechanikiem. Potrzebuje więc lepszego modelu – protezy bionicznej. Jej koszt to jednak 180 tys. zł. – Ona jest kosmiczna. Może się obracać o 360 stopni, jednym kliknięciem odpinać dłoń i dołączać hak. My takiej nigdy nie zrobimy – nie ma złudzeń pan Artur. Kindze można jednak pomóc, wpłacając darowizny na konto Fundacji Blisko Ciebie. Każda wpłata ma ogromne znaczenie!
Nowa ręka zupełnie za darmo
Coraz więcej osób interesuje się dziełem jarosławskich uczniów. Póki co uczniowie ZSTiO udostępnili swój projekt w Internecie. Wystarczy wejść na stronę szczesciezplastiku.pl. – W plikach do pobrania jest wszystko. Łącznie z oprogramowaniem – deklarują twórcy. – Za niewielkie pieniądze każdy może wydrukować taką protezę dla dziecka. Trzeba mieć tylko drukarkę – deklarują. To jest na wymiar ręki Kingi, jednak podane parametry są możliwe do proporcjonalnego pomniejszenia.
Chłopcy mogliby opatentować protezę i na niej zarobić. Mimo to oddają ją za darmo. – W ogóle o tym nie myślimy – mówi Marcel. – Najważniejsza jest Kinga i to, żeby była szczęśliwa. Pieniądze to nie jest nasz główny cel. My zdobywamy doświadczenie, uczymy się pracy w grupie. To jest najcenniejsze – dodaje Damian. Nie przykładają też wagi do tego, ile godzin spędzili przed komputerami, albo przy drukarce i pracują dalej. W końcowej fazie jest już projekt haka, który będzie można doczepić do protezy.

Lekcja życia
– Chcemy dać szczęście jak największej liczbie dzieciaków. Na przykładzie Kingi próbujemy pokazać, że dziecko może mieć „szczęście z plastiku”, a jak już dorośnie, zgłosi się po specjalną protezę – konkluduje Artur Tutka. – Kinga na początku nie chciała protezy, mówiła: „Przecież ja się taka urodziłam! Potrafię tą ręką zrobić wszystko”. Pamiętam jak na wyjeździe do Warszawy, zapytałem, czy posmarować jej chleb. Nie – powiedziała ostro. A potem patrzyłem jak sama to robi, bez dłoni – wspomina.
– Ten projekt to niesamowita lekcja – nie tylko szkolna, ale i życiowa – twierdzi nauczyciel. – Kinga udowadnia dzieciom niepełnosprawnym, że mogą normalnie żyć. Ten projekt pomaga też pełnosprawnym – zauważa Marcel. – Uczy nas, że niepełnosprawni są tacy jak my.
Co dalej? Kinga wiąże swoją przyszłość z samochodami. W lipcu rozpocznie staż w firmie Abcar, zajmującej się renowacją starych samochodów. Później chce pójść na studia związane z mechaniką pojazdową. Przed Frankiem już ostatni egzamin. Potem również planuje studia – Budowę maszyn. Marcel jeszcze nie wie, co chce robić w życiu, ale w pewnym momencie jego największym marzeniem było aktorstwo. Jest w tym świetny! Damian jest z zamiłowania fizykiem, chciałby zostać nauczycielem, tak jak jego rodzice. No, a Artur zastanawia się… jak mu to wybić z głowy. Pozostali mają jeszcze trochę czasu na plany. Są dopiero w pierwszej klasie, a już osiągnęli wielki sukces i wiele się nauczyli nie tylko o druku 3D.
***
Każdy, kto chce pomóc Kindze w spełnieniu marzeń o nowoczesnej protezie, może ją wesprzeć, wpłacając pieniądze na specjalne konto:
Fundacja Blisko Ciebie,
ul. 3 Maja 13, 41-200 Sosnowiec
Nr konta: 81 2490 0005 0000 4530 8841 0050
W tytule: Kinga Wawro
Wioletta Kruk



