Jak nie działa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa

Grzegorz AntonCytat ze strony podkarpackiej policji: „Podkarpaccy policjanci podsumowali pierwszy miesiąc działania Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. W tym czasie mieszkańcy naszego województwa zgłosili prawie 4 tysiące zdarzeń wskazując miejsca, które w ich ocenie są niebezpieczne… policjanci Wydziału Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie byli gośćmi na sesji Sejmiku Województwa Podkarpackiego, na której przedstawili ideę Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.”

Super, że wytłumaczono ideę i pochwalono się 4 tys. zgłoszeń. Tylko co dalej? Na przykład niedaleko mojego miejsca zamieszkania policjanci pozytywnie zweryfikowali nieprawidłowe parkowanie. Widziałem słownie jeden raz, jak przyjechała drogówka i robiła fotki źle zaparkowanym samochodom, następnie zauważyłem dwa razy strażników miejskich wypisujących mandaty i na tym koniec. Jak parkowano na zakazie, tak parkuje się w tym miejscu w dalszym ciągu (pomijam już fakt, czy powinien być w tym miejscu zakaz, jednak jak już jest ten zakaz jest, to należy go respektować). Finał tego jest jeszcze zabawniejszy lub jak kto woli tragiczny. Pozytywnie zweryfikowany sygnał dziwnym trafem… zniknął niedawno z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. Widocznie uznano, że problem jest, ale nie warto się nim zajmować. I tak drodzy Czytelnicy znalazłbym jeszcze kilka podobnych miejsc w Rzeszowie, a przypuszczam, że na całym Podkarpaciu takich kwiatków mogłyby być dziesiątki.

Dlaczego mapa zagrożeń działa jak większość rzeczy w tym kraju? Porozmawiałem z policjantami, którzy na co dzień służą w policji, a nie pracują w niej, czyli z funkcjonariuszami z tzw. ulicy. Ich komentarze były bardzo podobne i brzmiały mniej więcej tak: „Przecież to jakaś fikcja. Kto te zgłoszenia ma niby obrobić, jak u nas brakuje do wszystkiego ludzi.” Tym cytatem powinno podsumować się całą akcję zwaną Krajową Mapą Zagrożeń Bezpieczeństwa.

Wystarczyłoby zamiast tych różnych cudów na kiju w postaci map zagrożeń przyjmować chętniej zgłoszenia dotyczące przede wszystkim wykroczeń i nie opędzać się od poszkodowanych jak od much. A przede wszystkim reagować jak na policjantów przystało, a nie grozić bandytom i hołocie paluszkiem „ty, ty, ty” jak pani w przedszkolu. Tak więc recepta jest prosta, ale i tak niewykonalna, bo z Warszawy przyszedł prikaz, że ma się tworzyć mapy zagrożeń i koniec kropka. A rozkazy, jak wiadomo, wykonuje się, a nie rozbiera na czynniki pierwsze.

Redaktor Grzegorz Anton

20 Responses to "Jak nie działa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa"

Leave a Reply

Your email address will not be published.