Jak Rurusia ratowano

Fot. Fundacja Felineus, Biuro Prasowe Urząd Miasta Rzeszowa

Niedziela, 24 października

Popołudnie.

Mężczyzna przejeżdża na rowerze w okolicach kopca Konfederatów. Z zamyślenia wyrwa go dźwięk. To miauczenie kota. Piski zwierzęcia dobiegają z ogromnego tunelu z rurami ciepłowniczymi. Mężczyzna bez wahania dzwoni pod numer rzeszowskiego schroniska „Kundelek”. Pracownicy schroniska kierują się we wskazane miejsce i już wiedzą, że sami nie dadzą rady wyciągnąć zwierzęcia. Powiadamiają straż pożarną. Strażacy z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie rozcinają rurę za pomocą specjalistycznego sprzętu. Zauważają w środku dziurę. Wciąż słyszą miauczenie, ale nie widzą kota. Wprowadzają do tunelu linę, jednak kota nie udaje się wyciągnąć. Akcja kończy się niepowodzeniem w okolicach godziny 19.

 

Poniedziałek, 25 października

Godziny poranne.

Na miejscu pojawiają się pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Mają ze sobą kamerę endoskopową. Wydaje się, że kot jest już blisko, jednak wciąż go nie widać. Prawdopodobnie się zaklinował. Pracownicy postanawiają poświęcić swój prywatny czas na ratowanie zwierzęcia. Po kilku godzinach pracy padają im latarki.

Godz. 18.

Wydaje się, że kot jest już blisko, ale nadal go nie widać. Na zewnątrz zaczyna się robić ciemno. Mężczyźni zaprzestają dalszej pracy dla dobra zwierzęcia.

Wtorek, 26 października

Służby powracają do pracy. Wciąż nie można zlokalizować kota. Jeden z mężczyzn dzwoni do kogoś z pewną prośbą.

Godz. 19.

Na miejscu pojawia się kolejna osoba. Mężczyzna jest szczupły, dzięki czemu może przedostać się do wnętrza tunelu w miejsce pokazane na zdjęciu. Kładzie się na rozgrzanej rurze i wsuwa powoli do środka. Jest tak ciasno, że nie może obrócić głowy. Siedzi w tunelu 20 minut. Panuje tam wysoka temperatura. Dociera do miejsca ze zdjęcia. Uznaje, że kotek jest zaklinowany za włóknem szklanym. Próbuje je odgarnąć dłonią, ale ostre, twarde drobinki opryskują mu twarz. Słyszy wyraźnie miauczenie kotka, jakby zaraz miał stanąć obok. Nie widzi zwierzęcia. Ma trudności z oddychaniem. Po dłuższym czasie wycofuje się.

Środa, 27 października

Trwają bezskuteczne próby uratowania kota.

Czwartek, 28 października

Służby kontynuują akcję. Jeden z internautów tworzy post na temat uwięzionego kotka. Prosi o pomoc. Pod postem zaczynają gromadzić się komentarze. Internauci informują o akcji media i władze miasta.

Piątek, 29 października

Akcja ratownicza trwa.

Sobota, 30 października

Na miejscu pojawia się wezwana przez aktywistów radna Anna Skiba. Kotka próbują ratować strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej Rzeszów-Załęże. Akcja ratunkowa znowu kończy się niepowodzeniem. Służby dochodzą do wniosku, że kot znajduje się najprawdopodobniej w rurze pod torami. Zarząd Polskich Kolei Państwowych nie wyraża zgody na zatrzymanie ruchu i kopanie w miejscu torów.

Niedziela, 31 października

Godz. 9.

Kotek zaczyna głośno miauczeć. Wciąż żyje. Jeden z pomagających mężczyzn wpada na pomysł wykorzystania dziury w jednej ze studzienek. Pracownicy MPEC zapewniają, że przyjadą na miejsce zbadać taką możliwość. Czekają na decyzję prezesa Lesława Bącala. Po drugiej stronie torów jeden z mężczyzn słyszy wyraźny pisk zwierzęcia. Przesuwa się. Ktoś informuje o uzyskaniu zgody prezesa MPEC. Straż miejska pilnuje, żeby nikt nie robił nic na własną rękę. Podejrzewają, że wiedzą, w którym miejscu jest kot. Ratujący rozważają skierowanie ponownej prośby do zarządu PKP o wykonanie dołu w nasypie, ponieważ to tam najlepiej go słychać.

Godz. 11.37

Wolontariusze uznają, że kot ma dużo siły. Głośno zawodzi.

Wieczór.

Akcja kończy się niepowodzeniem. Wolontariusze z całego miasta szukają rozwiązania. Jeden z mężczyzn rozmawia ze strażakiem. Ten obiecuje, że jeśli powstanie nowy pomysł i zostanie zorganizowany konkretny sprzęt od wojska, to wznowią pomoc. Jednostka wojskowa z ul. Lwowskiej nie posiada potrzebnego sprzętu. Ta z ul. Krakowskiej deklaruje zorganizowanie transportu w razie zdobycia potrzebnej aparatury.

Poniedziałek, 1 listopada

Godz. 12.18

Wolontariusze wykorzystują specjalną kamerę. W końcu widać biało-czarnego kotka. Potwierdziło się, że znajduje się na 8 metrze rury. Na miejsce zmierza straż pożarna. Pracownicy Fundacji Felineus wciąż czekają na zwierzę z transporterem. Wśród zebranych jest też behawiorystka i zoopsycholożka. Mówi, że kot prawdopodobnie nie jest w najgorszym stanie. Nieustannie miauczy. Aktywiści starają się podać zwierzęciu odrobinę karmy i wodę. Internauci apelują, aby nie zjeżdżali się gapie. Służby proszą o zachowanie ciszy i spokoju. Nie chcą rozpraszać aktywistów i stresować kota.

Godziny popołudniowe.

Służby podejrzewają, że kot prawdopodobnie jest gdzieś na dole, gdzie dookoła rury powinien być rozlany beton. Zaraz będą go wypalać i dokładnie sprawdzać. Kotek przestaje poruszać się dalej. Może blokować go część blachy.

Wieczór.

Strażacy i ochotnicy działają do końca dnia. Dalej nie udaje się oswobodzić kotka. Założycielka Fundacji Felineus zapewnia, że akcja będzie trwać do skutku. Dwóch mężczyzn zostaje na noc pilnować wejścia do rury.

Wtorek, 2 listopada

Godziny poranne.

Dla kotka zostaje utworzony „korytarz życia”. Wyjście z rury jest poszerzone. Służby usuwają włókno szklane, które przeszkadza kotku w wydostaniu się. Nadzieje na uwolnienie zwierzęcia rosną.

Godz. 13.

Kot jest już blisko. Podąża za drugą kamerką. Działacze zakładają na hak mięso. Wpychają go do rury. Wprowadzają też zabawkę z walerianą. Wszyscy milkną podczas nerwowego oczekiwania. Miauczenie przerywa ciszę. Wolontariuszka stoi tuż przy wylocie rury z transporterem. Jest gotowa. Widzi czarno-biały pyszczek. Już prawie ma go w transporterze. Zamyka drzwiczki – kotek jest już w jej rękach. Zebrani biją brawo.
mm

20 Responses to "Jak Rurusia ratowano"

Leave a Reply

Your email address will not be published.