Odezwał się kolega. Opowiedział o przygodzie, jaka spotkała go w pociągu relacji Wrocław – Praga. Otóż do przedziału wszedł miły jegomość z trzema dorosłymi córkami. Jechali na Vaclavskie Namesti, by świętować 100-lecie Republiki Czeskiej. Byli dobrze wyposażeni, kolega został poczęstowany winem musującym, rumem i śliwowicą. Znalazło się też coś na zagrychę. Rozmowa się kleiła, więc po dotarciu do stolicy pojechali razem na Cmentarz Vinohradzki, by złożyć kwiaty na grobie rodzinnym Vaclava Havla. – Praga świętowała pięknie. Bez zadęcia i przemocy – znajomy westchnął z zazdrością. Pomyślałem: Czesi też mają problemy, tęsknią za Havlem, bo mąż stanu takiego formatu trafia się raz na sto lat, ale mimo wszystko wydają się być narodem szczęśliwszym. Nie biczują się co drugi dzień tylko czerpią z życia, ciesząc się z drobnych spraw. Inne podejście do religii, inna mentalność.
Tymczasem w Polsce atmosfera gęstnieje z roku na rok. Społeczeństwo zostało podzielone przez polityków do tego stopnia, że brat nie ufa bratu. Świat spogląda ze zdumieniem i pyta: gdzie się podział naród, który rozsadził komunizm? Gdzie ideały „Solidarności”, ów legendarny sztandar wolności?
Polska to jeden organizm państwowy zamieszkały przez dwa zwalczające się plemiona. Degrengolada od dawna nie następuje już tylko na poziomie rządu i towarzystwa z Wiejskiej. Szaleństwo ogarnia coraz większe obszary. Rywalizujemy z sobą w pracy, patrzymy spode łba podczas spaceru w parku i w autobusie – przy byle okazji. Mamy swoje własne środki przekazu, swoje programy telewizyjne, gazety i portale. Odgrodziliśmy się od siebie wysokim murem i nie chcemy wiedzieć, co sąsiadowi w duszy gra. Widocznie podatna na mowę nienawiści jest polska gleba. Zjawisko sportretował już 16 lat temu Marek Koterski w kultowym „Dniu świra”. – Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest Twoja to moja jest mojsza niż Twoja! Że właśnie moja racja jest racja najmojsza! – pamiętacie państwo tę scenę? Czy od tamtego czasu coś się zmieniło?
Za chwilę narodowe święto, a kraj ogarnął chocholi taniec. Gdy piszę te słowa, trwa batalia o marsze, które mają przejść ulicami polskich miast. Obie strony konfliktu zbroją się na potęgę i nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Powstańcy, wielcy naukowcy i budowniczowie niepodległej Polski przewracają się w grobach, bo zapewne nie o takiej Polsce marzyli.
W przyszłość spoglądam z niepokojem, bo zamiast budować, niszczymy. Pragnę wierzyć, że na pojednanie nie jest za późno, że nie przekroczyliśmy granicy, za którą nie ma odwrotu. Możemy się różnić, nawet powinniśmy, ale musimy się nawzajem szanować. Dopóki tego nie pojmiemy, do żadnego świętowania pod wspólną flagą nie dojdzie.
Tomasz Szeliga, Redaktor naczelny



10 Responses to "Jak to jest, gdy moja racja jest najmojsza"