
NISKO. W nowej jednostce nie będzie nowych etatów tylko nowe zadania, które wojsko dobrze zna.
W garnizonowym mieście powstaje Wojskowa Jednostka Odbudowy. Będzie jedną z dziesięciu w kraju. Jej żołnierze nie będą się przygotowywać do wojny, a do kataklizmów czasu pokoju. Niedługo rozpoczną specjalistyczne szkolenia.
Ostatnimi czasy w niżańskim garnizonie każdy miesiąc przynosi zmiany. Ostatnia nadeszła niedawno z Ministerstwa Obrony Narodowej. Resort obrony rozszerza swoje pole działania, podejmując się obrony ludności nie tylko przed wrogiem zewnętrznym. Na tej kanwie tworzy dziesięć niedużych, ale mobilnych jednostek. Połowa w pododdziałach inżynieryjnych Wojsk Lądowych, jak ta w Nisku, a drugie tyle w Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych.
Wyszkolą się i dostaną nowy sprzęt
Zadaniem jednostek odbudowy będzie pomoc ludności cywilnej w czasach klęsk żywiołowych. Zostaną do nich przypisani żołnierze o specjalnościach typowo inżynieryjnych, przydatnych w czasie kataklizmów. Nie będą to już sami saperzy, których w Nisku nie brakuje, ale chociażby operatorzy koparek czy dźwigów. Ich umiejętności przydają się podczas każdej powodzi, a tych ostatnio w widłach Wisły i Sanu nie brakuje. Gdy przyjdzie powódź, nie będzie to już wojskowe „pospolite ruszenie”, a ukierunkowane specjalistyczne działanie, wsparte nowoczesnym sprzętem. Właśnie na sprzęt dla jednostek odbudowy, MON przeznaczył w tegorocznym budżecie ponad 160 mln. zł. Zostaną za nie zakupione m.in. pompy, agregaty prądotwórcze i sprzęt inżynieryjny.
Niżańska jednostka, która powstaje na bazie 3. Batalionu Inżynieryjnego, będzie w pełni gotowa do działania jesienią tego roku.
jam


