
W krajach anglosaskich popularne są weselne listy prezentowe, a także specjalne pudełeczka na gotówkę, którą goście weselni chcą w ręczyć młodej parze w prezencie. U nas na myśl takich rozwiązaniach niektórych przechodzą ciarki zażenowania. Jednocześnie młode pary nie stronią od zabawnych wierszyków zachęcających do ofiarowania im gotówki, a sporo z nich liczy, że wesele im się, kolokwialnie mówiąc, „zwróci” w cennych prezentach i solidnej zawartości kopert. Jak to widzimy i czy potrafimy obdarowywać się i gościć?
Choć część nowożeńców nie zamierza urządzać wesel, uważając je za przeżytek, a nawet „obciach”, nadal nie brak tych, którzy chcą swe zaślubimy świętować w szerszym gronie krewnych i znajomych, przy obfitym jedzeniu i piciu oraz muzyce z tańcami. – To jest raz w życiu i nie warto sobie tego „odpuszczać”. Zawsze będzie co wspominać – przekonują Ala i Paweł.
Nie warto chyba przekonywać tak przeciwników wesel, jak i ich zwolenników, bo nie ma to sensu. Nikt nikogo do niczego nie przekona, a i tak problemy tak czy siak będą. U tych, co nie organizują wesela będą niezawodnie kwasy w rodzinie, że „jak to, pobrali się, a nas nie zaprosili?”, a u tych co jednak zrobią wesele – jeszcze większe. Oczywiście w oczy to raczej nikt nikomu swoich żalów weselnych nie powie, ale w sieci ludzie dają upust swym wątpliwościom i frustracjom, jakie budzą własne i cudze wesela. A jednym – czego należy się spodziewać – z najdrażliwszych tematów są tu pieniądze…
– Moja siostra wychodziła za mąż2 lata temu i dostała od gości mnóstwo „badziewnych” prezentów – zagaja rozmowę Mariusz, 32-latek, który żeni się w sierpniu tego roku. – Może się ktoś oburzać, ale ja z przyszłą żoną na zaproszeniach umieściliśmy wierszyk zachęcający gości do ofiarowania nam w prezencie gotówki – przyznaje. – Mieszkamy razem od roku, wszystkie sprzęty mamy, a 3 mikrofalówek, czy 5 żelazek nam nie potrzeba – zaznacza Kamil. – Nie, nie liczymy, że wesele nam się „zwróci”, po postu lepiej dla nas, żeby ktoś dał nawet niewiele gotówki, niż prezent w promocji za nią. Gotówkę sobie poskładany grosz do grosza i coś kupimy potrzebnego, a taki „prezent” to tylko zbędny balast – podsumowuje.
To punkt widzenia nowożeńców, a co z gośćmi? – Mam w tym roku 4 wesela w bliskiej rodzinie – wyznaje 40-letnia Agnieszka. – Nie wypada odmówić, a nie mam też funduszy, by dać w kopertach grubszą kasę – wzdycha kobieta.
– Jeszcze teraz, podczas pandemii, gdy pracodawca męża okroił wynagrodzenie. Dlatego, chociaż wiem, że młodz woleliby gotówkę, będę „polować”na coś z promocji, żeby prezent był, a nas nie zrujnowało – tłumaczy kobieta. – A jeśli się zdubluje, albo okaże zbędny? Zawsze młodzi sprzedać mogą przecież…
– Mój Boże, za czasów mego zamążpójścia to człowiek się cieszył, jak żelazko, serwis do kawy, albo komplet człowiek dostał – wspomina 68- letnia Krystyna. – A teraz to – młodzi Bóg wie co chcieliby na nową drogę życia!
– zauważa. – A najlepiej wór pieniędzy. Nic, tylko ten konsumpcjonizm i kasa, kasa, kasa – dodaje. – Z całym szacunkiem pani Krystyna chyba zapomniała, że czasy się zmieniły – odpowiada na to 56- letnia Barbara. – Kiedyś, gdy w sklepach wszystkiego brakowało, rzeczywiście rzeczowy prezent w postaci czegoś do domu to był szczyt marzeń – przyznaje. – Pieniędzy się wówczas w prezencie ślubnym nie dawało, bo nic się i tak za nie nie kupiło – wyjaśnia. – No chyba że marki, albo dolary, to wypadało. Ale teraz, gdy można kupić wszystko zgodnie ze swoim gustem, wręcz nie wypada dawać takich prezentów, chyba że się dogada z młodymi co do marki, stylu i tak dalej – stwierdza.- Inaczej to jest prezent na „odczepnego”, byle coś dać, byle tanio wyniosło – zauważa 50-latka.
Nie ma co kryć. Dziś najlepszym prezentem dla nowożeńców jest gotówka. Kupią sobie za nią tyle żelazek, ręczników, kompletów pościeli i mikrofalówek, czy czego tam potrzebują, ile zechcą. Ale tu znów pojawia się problem „ile dać”. Od dłuższego już czasu, nieoficjalnie rzecz jasna, ale całkiem dobrze licencjonuje takie pojęcie jak „talerzykowe”. Dla niewtajemniczonych – to średnia kwota, za jaką na weselu jego organizatorzy muszą zapłacić za posiłki i napitek gościa. Liczy się ją podwójnie, bo – jak wiadomo – na wesela osoby pełnoletnie zaprasza się ze współmałżonkiem, albo gdy idzie o osobę stanu wolnego – z osobą towarzyszącą. Oczywiście „talerzykowe” to kwota umowna, bo wiadomo, że wesele w restauracji eleganckiego hotelu z noclegami dla gości w tymże hotelu będzie znacznie droższe niż takie w domu ludowym. Obecnie ta kwota to „pi razy drzwi” 500 złotych od pary gości weselnych z tym, że na ogół od chrzestnych pana młodego i panny młodej oczekuje się bardziej hojnego prezentu…
– No, już lecę dawać 500 złotych w kopercie – oburza się 36-letni Andrzej. – Nie rozumiem żadnego „talerzykowego”! Albo mnie ktoś zaprasza, albo mam płacić za bilet wstępu na imprezę. Jeśli mam płacić, to niech dadzą paragon! – śmieje się zadowolony ze swego dowcipu. – Jeśli kogoś nie stać na wesele, to niech nie robi, a nie liczy na to, że mu się w gotówce danej przez gości zwróci – radzi 36-latek. – Bardzo dobra rada – uważa 42-letnia Ania. – Ja mam jeszcze lepszą: jeśli nie stać cię na prezent dla nowożeńców na nową drogę życia, albo zwyczajnie szkoda ci pieniędzy, by ich obdarować, to nie idź na wesele! A nie przychodzić z całą rodziną i bawić się na koszt młodej pary do rana i być zadowolonym, że się „zaoszczędziło”. Wstyd! – kwituje kobieta.
Ola i Artur ślub brali 3 lata temu, wesele urządzali w dobrej restauracji.- Naprawdę wdzięczni jesteśmy naszym gościom za obecność i za każdy prezent – deklarują. – Wiele było takich całkiem symbolicznych i też nie spodziewaliśmy się innych od naszych przyjaciół studiujących, czy będących u progu karier zawodowych – zdradzają małżonkowie.- Ale dostaliśmy też całkiem „grube” koperty: od dziadków, chrzestnych – wyliczają.- Nie liczyliśmy na to, ale rzeczywiście te pieniądze pomogły nam „na starcie” we wspólne życie
– przyznają. – Tylko pozazdrościć tym nowożeńcom – odpowiada na to Robert, który 3 lata temu żenił się z Karoliną.- Nam kilka osób dało puste koperty! Nawet głupiej kartki z życzeniami nie włożyli. U mojego kolegi trafiły się koperty z pociętymi gazetami w środku i jedna, tu brawo za kreatywność, z banknotami z gry dla dzieci. Naprawdę trzeba nie mieć krzty wstydu, żeby coś takiego zrobić. Dodam, że nie mamy w rodzinie, ani wśród znajomych ludzi biednych- zastrzega Robert. – Od kogoś w trudnej sytuacji materialnej nikt nie oczekiwałby żadnego prezentu – dodaje.
Cóż, w naszej kulturze, jak zresztą w wielu innych, obdarowywanie młodej pary z okazji ślubu jest oczywistością. Jak się jednak okazuje, wcale oczywiste nie jest, jaki powinien być prezent dla nowożeńców. Jedni uważają, że symboliczny, inni, że szczególnie hojny, bo jednak to prezent na wyjątkową okazję. Jednym zdaje się, że sama ich obecność na czyimś ślubie i weselu nobilituje imprezę i samych nowożeńców, a innym, że fajnie jest kogoś obdarować czymś, co go ucieszy, czy ułatwi mu życie. Czy się jest z jednej frakcji, czy z drugiej, może warto zastanowić się po prostu, jak my sami chcielibyśmy być obdarowani na nową drogę życia i czy naprawdę rozbawiłby nas „prezent” w postaci zabawkowych banknotów?!
Monika Kamińska


