Jaki wyrok dla sprawcy katastrofy w Leszczawie Dolnej?

Mykoła Ł. przed przemyskim sądem w ostatnim słowie powiedział, że bardzo żałuje tego, co się stało i że wołałby być na miejscu tych, którzy stracili życie podczas katastrofy. Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL, RZESZÓW. Po apelacji obrony i oskarżyciela posiłkowego sprawę ukraińskiego kierowcy autobusu rozstrzygnie rzeszowski sąd.

Już wkrótce przed rzeszowskim Sądem Apelacyjnym stanie Mykoła Ł., kierowca ukraińskiego autobusu, którego o umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym oskarżyła przemyska Prokuratura Okręgowa. Do tragicznych wydarzeń doszło w sierpniu zeszłego roku, a wskutek katastrofy autokaru wycieczkowego zginęły 3 osoby, a 50 odniosło różne, w tym bardzo ciężkie obrażenia.

W czerwcu tego roku Sąd Okręgowy w Przemyślu skazał Mykołę Ł. na 6,5 roku pozbawienia wolności i na 15 lat zakazał mu prowadzenia pojazdów mechanicznych na terenie RP. Ponadto mężczyzna miał zapłacić po 10 tys. złotych nawiązki czwórce pokrzywdzonych w katastrofie, w tym oskarżycielce posiłkowej, Tamarze P., której mąż w niej zginął. Wyrok przemyskiego sądu zadowalał oskarżycie publicznego, bo o taki wnosiła w mowie końcowej prok. Beata Starzecka, jednak zarówno obrońca oskarżonego, jak i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego odwołali się od decyzji sądu. Sprawa zostanie zatem rozpatrzona przez wyższą instancję, czyli Sąd Apelacyjny w Rzeszowie.

Przypomnijmy: 17 sierpnia zeszłego roku ze Lwowa na Ukrainie wyjechała wycieczka, której celem były Budapeszt (Węgry) i Wiedeń (Austria). Wyznaczona trasa wiodła do przejścia granicznego z Polską w Krościenku, a potem do Przemyśla, skąd wycieczka kierować się miała w kierunku Krakowa. Na trudnym odcinku drogi w Leszczawie Dolnej, zwanym też zakrętem śmierci, autokar wypadł z drogi, staranował barierkę i koziołkując runął w dół ze skarpy. Podróżowało nim ponad 50 osób w wieku od 8 do 55 lat. Wskutek katastrofy dwie kobiety (30 i 50 lat) oraz 32-letni mężczyzna stracili życie, a 50 pasażerów autokaru odniosło różne obrażenia, w tym bardzo ciężkie, zagrażające życiu i skutkujące kalectwem.

Śladowe ilości środków psychotropowych

Prowadzący autobus 42-letni wówczas Mykoła Ł. był trzeźwy, w jego krwi znaleziono później śladowe ilości środków psychotropowych, które jednak, zdaniem specjalistów, nie miały wpływu na prowadzenie samochodu. Mężczyzna odniósł powierzchowne obrażenia, po katastrofie pomagał w ratowaniu rannych. Śledczy oskarżyli go o umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, w której śmierć poniosły 3 osoby, a inne doznały poważnego uszczerbku na zdrowiu. Zdaniem śledczych, Mykoła Ł. świadomie ignorując oznaczenia dotyczące ograniczenia prędkości na tym odcinku trasy oraz panujące warunki drogowe – mimo letniej pory było wilgotno i dość ślisko – liczył się z tym, że może dojść do katastrofy i godził się na jej skutki. Jak ustalił biegły z zakresu ruchu drogowego, kierowca na odcinku drogi poprzedzającym zdarzenie jechał z prędkością 82 do 85 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h, a później jeszcze szybciej, bo 100-102 km/h W miejscu katastrofy, gdzie było ograniczenie do 30 km/h jechał z prędkością 70-72 km/h. W śledztwie jednak Mykoła Ł. nie przyznawał się do winy i cały czas podtrzymywał, iż przyczyną katastrofy była awaria układu hamulcowego autokaru.

Jednak na początku procesu, który rozpoczął się przed Sadem Okręgowym w Przemyślu w marcu tego roku, ukraiński kierowca przyznał się do winy i zadeklarował chęć dobrowolnego poddania się karze 5,5 roku pozbawienia wolności i 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie Polski. Jako powód tej decyzji podał, że przekonała go opinia biegłego wykluczająca awarie hamulców. Na taki wyrok przystała prokurator Beata Starzecka, ale oskarżycielka posiłkowa, Tamara P., która w katastrofie straciła męża Wołodymyra i sama doznała obrażeń sprzeciwiła się. Jej zdaniem Mykoła Ł. powinien na co najmniej 10 lat trafić za kratki. Argumentowała to faktem, że kierowca doskonale wiedział, że jedzie za szybko, a jej 4-letni syn stracił w katastrofie ojca, zaś jej rodzina żywiciela.

Podczas procesu obrona starała się podważyć ustalenia biegłego, powołując się na to, że z racji stanu wraku autobusu po katastrofie nie był on w stanie przeprowadzić badań jednoznacznie wykluczających awarię hamulców, a tym samym udowodnić, że winę za katastrofę ponosi jedynie Mykoła Ł. Sąd jednak uznał opinię biegłego za wiarygodną i kluczową i uznał Mykołę Ł. za winnego zarzucanego mu czynu. Skazał go na wnioskowaną przez prokuratur Starzecką karę 6,5 roku pozbawienia wolności zaliczając mu pobyt w areszcie w poczet zasądzonej kary. Do tego Mykoła Ł. otrzymał zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na terenie RP na 15 lat. Ponadto przemyski sąd zasądził od kierowcy po 10 tys. złotych nawiązki dla czwórki pokrzywdzonych w katastrofie, w tym Tamary P., a także zwrot kosztów, jakie poniosła na pełnomocnika. Jednocześnie sąd zwolnił Mykołę Ł. z kosztów sądowych, biorąc pod uwagę jego sytuację materialną.

W zasadzie już po ogłoszeniu wyroku wiadomo było, że najpewniej odwoła się od niego obrona, a także wszystko wskazywało na to, że uczyni to  oskarżycielka posiłkowa. Tak się stało i w tym miesiącu sprawą zajmie się rzeszowski Sąd Apelacyjny, który jest drugą i ostatnią instancją dla niej. Co zdecyduje w sprawie ukraińskiego kierowcy dowiemy się wkrótce.

Monika Kamińska

One Response to "Jaki wyrok dla sprawcy katastrofy w Leszczawie Dolnej?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.