
Sześć lat rządów PiS – wraz z „przystawkami”, a aktualnie jedną – w naszym pięknym kraju sprawiło, że nic nas już nie zaskakuje, a powiedzenie „Bareja by tego nie wymyślił” w zasadzie nie schodzi nam z ust i stale gości w memach, których bohaterami są tak działacze partii rządzących, jak i różne jej „odkrycia”, które potem, z woli tej partii, zajmują intratne posady finansowane z naszych pieniędzy. Trudno wręcz nadążyć za kolejnymi „wpadkami” polityków PiS i Solidarnej Polski i ich „odkryć”, ale za to każda jest „lepsza” od poprzedniej… Teraz na przykład pani Dorota Kania, z woli partii rządzących zajmująca stanowisko redaktor naczelnej „zrepolonizowanej” przez władzę grupy Polska Press „zabłysnęła” wiedzą tak dziennikarską, jak i prawniczą. O tym jednak za moment – teraz wyjaśniamy, dlaczego pisząc o repolonizacji Polska Press użyliśmy cudzysłowu. Otóż dlatego, że żadna to repolonizacja – tego terminu używa władza wobec naiwnych i niektórzy nawet się na to „łapią”. Nazwijmy rzecz po imieniu – władza rękoma swego „odkrycia” w postaci ekswójta Pcimia, a aktualnie szefa PKN Orlen, Daniela Obajtka, dokonała po prostu upolitycznienia mediów należących do grupy Polska Press. Dzięki temu ruchowi może całkowicie kontrolować i – nie bójmy się tego słowa – cenzurować (!) treści w tych mediach przekazywanych. Na czele tej nowej odsłony mediów z grupy Polska Press stanęła właśnie Dorota Kania. Wcześniej szefowała w Telewizji Republika, która czym jest – każdy wie, a jeśli nie wie, to niewiele zasadniczo stracił. Na redaktor naczelną Polska Press powołano ją niedługo po przejęciu grupy medialnej przez Obajtka, dokładnie 1 kwietnia tego roku i niestety, nie był to żart primaaprilisowy. Zaskoczyć to najpewniej nikogo nie zaskoczyło, bo wszyscy wiedzą, jak ta władza obsadza „stołki”, ale nie mogło być tak, żeby pani redaktor naczelna Kania niczym nie zaskoczyła. No i stało się – Kania zapowiedziała, że wytoczy proces z powodu tekstu dziennikarza Onetu, Łukasza Cieśli. – No i co w tym dziwnego? – zapytałby ktoś. Ano to w tym zaskakujące, że wspomniany tekst Cieśli …jeszcze wcale nie powstał. Po prostu jeszcze go nie ma, bo dziennikarz jeszcze go nawet nie napisał, o publikacji nie wspominając. Zupełnie serio …Łukasz Cieśla dopiero wysłał do Doroty Kani pytania. Odpowiedzi na nie miały ułatwić mu napisanie tego tekstu, co go to jeszcze nie ma, ale D. Kania już wie, że jego treść będzie się kwalifikowała do wytoczenia procesu! Można powiedzieć za wspomnianym wybitnym reżyserem Stanisławem Bareją, że pani redaktor Kania antycypuje. „Antycypować” to znaczy albo przewidywać coś nim się wydarzy, albo przyjmować jakiś pogląd a priori bez dowodu. Albo zatem pani Kania jest jasnowidzem – co należy z gruntu wykluczyć, albo założyła z góry, że tekst o niej w Onecie będzie ją obrażał i naruszał jej dobra osobiste! Dorota Kania na Twitterze podzieliła się swoim antycypowaniem, pisząc: – Onet zamierza opublikować tekst na mój temat. Właśnie dostałam pytania zawierające ogromną ilość bzdur. Oczywiście nie zamierzam na nie odpowiadać. Czekam spokojnie na tekst, podobnie jak mój adwokat. A Bartosz Węglarczyk (redaktor naczelny Onetu – przyp. autora) oraz Łukasz Cieśla niech przygotują się na pozew i proces. Na wpis Kani zareagował Łukasz Cieśla, komentując: – Dzięki Twitterowi dowiaduję się, niespełna 30 minut po wysłaniu pytań, że zostanę pozwany. Za tekst, którego jeszcze nie napisałem. Pani redaktor Dorota Kania, mam nadzieję, że jednak odpowie Pani na pytania. W zasadzie całe szczęście, że pani Kania chce jednak poczekać na tekst w Onecie i to nawet spokojnie (wraz z adwokatem). Mogłoby być gorzej, na przykład pan Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednym, mógłby razem z kolegami z PiS zmienić prawo tak, że pozwać można dziennikarza za samo zadanie pytań, a nawet za pomyślenie nad jakimś tekstem. W sumie niewykluczone, że taki „pomysł” narodzi się w głowie pana Ziobry, albo innego partyjnego aparatczyka. A tymczasem pani Dorota Kania, która – przypomnijmy – jest z woli władzy redaktor naczelną grupy Polska Press, pokazała swoim zachowaniem, że nie powinna mieć niczego wspólnego z dziennikarstwem! Przy okazji jaskrawo pokazała też to, o czym wszyscy wiedzieli, ale czego Obajtek zaprzeczał – media skupione w tej grupie nie są niezależne. Albo jak kto woli – tak są „niezależne”, jak ich redaktor naczelna. Pozew za tekst, którego nie ma – Bareja by tego naprawdę nie wymyślił…
Redaktor Monika Kamińska



29 Responses to "Jasnowidząca Kania grozi dziennikarzowi pozwem za tekst, którego jeszcze nie napisał"