
TARNOBRZEG. Trwa proces 29-latka, który kierując bmw pod wpływem dopalaczy wjechał w parę nastolatków. Śmierć na miejscu poniósł 14-letni Marcin.
7 października przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu odbyła się kolejna rozprawa w sprawie bulwersującego wypadku, do jakiego doszło 14 lutego br. w Grębowie koło Tarnobrzega. 29-letni kierowca niesprawnego bmw, po zażyciu dopalaczy i jadący z nadmierną prędkością wjechał w dwoje nastolatków idących poboczem. Chłopiec zginął na miejscu. Dziewczyna przeżyła, ale odniosła obrażenia.
29-letni Marcin P. odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i spowodowanie obrażeń powyżej 7 dni u drugiej uczestniczki wypadku. W środę, 7 października, w sądzie nie okazywał skruchy, w okresie przygotowawczym do procesu cały czas bagatelizował swoją winę i nie przyznawał się do wykroczeń drogowych, które miał już na swoim koncie. Prokuratura ustaliła, że było ich jednak około 10, w tym przekraczanie podwójnej linii ciągłej jezdni i jazda z nadmierną prędkością. Oskarżony twierdził, że mandaty otrzymywał jedynie za drobniejsze przewinienia, takie jak choćby używanie telefonu podczas jazdy. Prokuratura wystąpiła do sądu o dołączenie do zebranego przez siebie materiału do akt sprawy.
Śmierć w walentynki
Przypomnijmy; do zdarzenia doszło 14 lutego br. Były walentynki. 14-letni Marcin z Wydrzy odwiedził swoją o rok młodszą koleżankę mieszkającą w Grębowie i wybrali się na spacer. Szli poboczem drogi w kierunku Krawców.
Oskarżony potrącił dwójkę dzieci idących w tym samym kierunku. Chłopiec zginął na miejscu, dziewczyna została ranna. Z zeznań pokrzywdzonej odtworzonych podczas środowego procesu wynika, że po tym, jak doszło do wypadku, 29-latek wyskoczył z samochodu i nie udzielając pomocy, ani nie dzwoniąc po pomoc, zaczął na nią krzyczeć. Miał mówić, że „to ich wina”. Dziewczynka prosiła go, by dzwonił po karetkę, ale mężczyzna tego nie zrobił. Sama, choć ranna, pobiegła do najbliższego domu i stamtąd wezwano pomoc.
Jechał odurzony i o wiele za szybko
Mężczyzna zaraz po wypadku był przebadany alkomatem na zawartość alkoholu we krwi. Badanie wykazało, że był trzeźwy. Pobrano mu jednak jeszcze krew do badań. To ono wykazało, że 29-latek wsiadł za kierownicę pod wpływem środków odurzających.
Postępowanie wykazało również, że kierowca nie zachował ostrożności, przekraczając dopuszczalną prędkość w tym miejscu o co najmniej 40 kilometrów na godzinę. Ponadto pojazd mężczyzny miał niesprawny układ hamulcowy oraz oświetlenie.
W toku śledztwa okazało się także, że mężczyzna miał wcześniej odebrane prawo jazdy. Odzyskał je w styczniu, kilka tygodni przed tragedią.
Oprócz odtworzonych zeznań pokrzywdzonych, zeznania złożyło w sądzie także dwoje świadków, którzy twierdzili, że minęli parę pieszych około 200 metrów przed tym, jak doszło do wypadku. Kobieta i mężczyzna zeznali, że nastolatki poruszali się ulicą i nie reagowali na mijające ich samochody. Kobieta, która siedziała za kierownicą pojazdu miała być zmuszona do tego, by zatrzymać się, by przepuścić samochód jadący z naprzeciwka, gdyż piesi uniemożliwiali jej bezpieczny przejazd.
Szli prawą stroną, bo tu był chodnik
Z zeznać nastolatki, która przeżyła wypadek wynika, że szli oni prawą stroną drogi, gdyż po tej stronie znajdował się chodnik. Gdy się skończył, nie przechodzili na pobocze po drugiej stronie jezdni, tylko dalej poruszali się stroną prawą. Szli jednak poboczem, a nie drogą.
Sąd ustalił, że świadkowie są znajomymi oskarżonego. Wątpliwość ich zeznać budzi także fakt, że nie zgłosili się oni tuż po wypadku, gdy policja szukała świadków zdarzenia, a zdecydowali się ujawnić dopiero teraz, gdy oskarżony próbuje oczyścić się z zarzucanych mu czynów. Ciąg dalszy procesu 10 listopada br.
mrok



2 Responses to "Jechał naćpany i odpowiada za śmierć"