
Już w czwartek, 31 maja, koncert, dzięki któremu Rzeszów zaistniał na mapie świata.
Młodzi i dojrzali, wierzący i niewierzący, mieszkańcy Polski, a nawet USA, Anglii, Norwegii, Niemiec, Austrii czy Ukrainy i Białorusi… Wszyscy zgromadzą się w wieczór Bożego Ciała w plenerze rzeszowskiego Parku Sybiraków. Po co? By pośpiewać, posłuchać i przeżyć koncert Jednego Serca Jednego Ducha. Każdy może się przyłączyć –bezpłatnie, bez specjalnego zaproszenia i bez żadnego biletu.
Czy warto? – Tylko na koncercie Jednego Serca Jednego Ducha doznaje się całej gamy uczuć: zadziwienia, wzruszenia i czystej radości – opowiada Ewa z Rzeszowa. – Można się oderwać od kłopotów, zapomnieć o wszystkim, unieść się ponad codzienność i cieszyć się, że się żyje, że może się tu być – mówi Anka z Rzeszowa. – Nie ma podziałów na lepszych i gorszych, znanych i nieznanych. Każdy czuje się na swoim miejscu, jakbyśmy wszyscy byli jedną rodziną.
Takie doroczne spotkanie wymyślił kiedyś Jan Budziaszek, znakomity perkusista Skaldów i charyzmatyczny rekolekcjonista. To on z całym światem dzieli się świadectwem, jak zmieniło się jego życie, od kiedy w klapkach wybrał się do Częstochowy. To on też wymarzył sobie koncert, na którym nie będzie podziału na gwiazdy i publiczność. Jak mówi, zainspirowało go hasło jazzmanów: Chcesz posłuchać dobrej muzyki, to ją sobie sam zaśpiewaj, albo zagraj. – Człowiek może być szczęśliwym tylko wtedy, kiedy sam coś tworzy, a nie wtedy, gdy jest tylko konsumentem – podkreśla. Pomysł spodobał się księżom: Mariuszowi Mikowi, duszpasterzowi diecezjalnemu Odnowy w Duchu Świętym i Andrzejowi Cyprysiowi, duszpasterzowi akademickiemu WSIiZ w Rzeszowie.
Minęło 16 lat i coraz więcej ludzi chce w tym po prostu uczestniczyć. – Sami jesteśmy zadziwieni tym, do czego zostaliśmy powołani, bo wszystko, co dzieje się od lat w czasie Jednego Serca Jednego Ducha, to nie nasza zasługa – uważa Jan Budziaszek. – Oczywiście, my stoimy za organizacją wydarzenia, ale… – My nawet nie o wszystkim wiemy, co się ważnego wydarzyło – zdradza ks. Mariusz. – Ktoś z góry musi nam to wszystko prowadzić, a my tylko oddajemy się do Jego dyspozycji.
Uzdrawiająca moc deszczu?
Koncert rozgrywa się zawsze w tym samym miejscu w plenerze rzeszowskiego Parku Sybiraków. Czy jego organizatorzy nie obawiają się o pogodę? – Przeżyliśmy już wszystko. Oczywiście, miło byłoby gdyby ludzie nie stali w błocie i w deszczu. Natomiast wiemy, że najwięcej przeżyć, najwięcej uzdrowień było na tych koncertach, gdy lał deszcz – przyznaje Jan Budziaszek. – Aczkolwiek, codziennie modlimy o pogodę – wtrąca ks. Mariusz. – I ufamy, że Pan Bóg ma doskonały plan. Choć ten Jego może być zupełnie inny niż nasz, ale wola Boga jest zawsze dla nas dobra – kończy rekolekcjonista. – Jeżeli Pan Bóg dał nam łaskę, że coś takiego odbywa się w Rzeszowie, to dba też, żeby się to udawało.
Nie jest to jednak łatwe przedsięwzięcie. – Z roku na rok mamy większą publiczność, rosną też oczekiwania. Kiedy zaczynaliśmy, ludzie nie bardzo wiedzieli, co to takiego, wystarczyło, że nasz koncert po prostu był, a teraz: o rany! Wszyscy są ciekawi, co się tu jeszcze wydarzy, jak – a przed nami coraz wyższe wymagania – nie kryje Jan Budziaszek. – Nad stroną organizacyjną czuwa tylko dwóch księży, którzy dwoją się i troją, żeby tyle tysięcy ludzi przyjąć, zabezpieczyć. Wiąże się z tym milion problemów. Jeżdżą po całym mieście, szukają miejsc, gdzie można parkingi przygotować. Koncert jest koncertem, ale ogarnięcie całości bywa trudne.
Już nie liczymy tylko się martwimy
W tym roku zjadą do Rzeszowa nie tylko goście z Polski, ale nawet Nowego Jorku, Filadelfii, Anglii, Norwegii, Niemiec, Austrii czy Ukrainy i Białorusi. – Nie sposób wszystkich wyliczyć, bo nie prowadzimy ewidencji, wielu ludzi przyjeżdża spontanicznie – precyzuje organizatorzy. – Tak do 2 – 3 koncertu sumowaliśmy tłumy na placu, teraz już nie liczymy, tylko się martwimy. O co? Aby przetrwała idea tego koncertu, by każdy kto na niego przychodzi coś przeżył, by udało nam się poruszyć jego serce.
Jedno jest pewne liczba uczestników dawno przekroczyła 40 tys., a wiele osób dowiaduje się o mieście Rzeszów właśnie dzięki koncertowi i jego odsłonach w Internecie. – Ilu artystów, nawet światowych chciałby zagrać przed tak wielką publicznością?! – pyta retorycznie Budziaszek. – Tylko my nie gramy koncertu i walczymy ze słowem występ. Nie zależy nam, żeby mówiono, kto i jak pięknie wyglądał, co i jak pięknie śpiewał. U nas nie ma występów, nie ma gwiazd. Ten koncert schodzi ze sceny – tłumaczy perkusista Skaldów. – Każdy kto przybywa na nasz koncert, jest najważniejszym gościem, szczególnie ten, który przyniesie ze sobą najwięcej uczucia, bo te udzielają się innym – uzupełnia ks. Andrzej. – Może dlatego to, co robimy tu w Rzeszowie jest zupełnie inne niż wszystkie podobne przedsięwzięcia?! – zastanawia się sprawca całego zamieszania. – To o spotkaniu Jednego Serca Jednego Ducha wszyscy mówią: „O jak mi tu dobrze było. W przyszłym roku też muszę tu też przyjechać i jeszcze kogoś ze sobą zabrać, by on też przeżył to co ja”. – Dlatego ten koncert nie powinien być koncertem – konstatuje ks. Andrzej. – Trudno nam jednak znaleźć inne słowo na to, by określić co się tu działo i dzieje.
Warunek jest jeden – trzeba wieczorem w Boże Ciało stanąć w środku rozśpiewanego, rozentuzjazmowanego i wzruszonego tłumu, bo żadne słowa i żadne, nawet najlepsze, nagranie nie odda tej atmosfery…
Liczby JSJD:
– 270 utworów nagrano do tej pory na płyty z 15 koncertów.
– 81.075 osób z ponad 60 krajów oglądało w ub. roku transmisję internetową.
– 600 identyfikatorów wydano w tym roku dla chórzystów i wolontariuszy.
– Ok. 50 osób będzie pracowało przy obsłudze sceny.
– 12 kamer zarejestruje (w full HD) tegoroczną, 16. edycję koncertu.
– Godz. 16 o tej porze zaczyna pracę studio JSJD.
Beata Sander


