
Rozwścieczeni przedsiębiorcy, którym rząd uniemożliwił pracę i zarobkowanie, wprowadzając obostrzenia niezgodnie z Konstytucją RP, już szykują się na wielką wojnę w sądach. Kolejne wyroki kolejnych sądów potwierdzają, że rząd nie miał prawa wprowadzać lockdownu w taki sposób. Niewykluczone, że za przedsiębiorcami z pozwami przeciwko rządzącym do sądów pójdą też inne grupy społeczne. To już dzieje się w innych państwach, gdzie obywatele chcą, by władza odpowiedziała za to, że nie radzi sobie z pandemią i jej skutkami.
Jeszcze w maju zeszłego roku blisko 3,5 tys. Hiszpanów złożyło do madryckiego Sądu Najwyższego pozew zbiorowy przeciwko hiszpańskiemu rządowi. Zdesperowani ludzie oskarżyli rządzących o doprowadzenie do śmierci swoich bliskich na Covid-19 wskutek złego zarządzania kryzysem wywołanym epidemią koronawirusa. Pozew dotyczy premiera Pedro Sancheza oraz 22 ministrów i wiceministrów w jego rządzie. Pozywający zaznaczyli, że nie wykluczają rozszerzenia grona oskarżonych o głównego epidemiologa kraju Fernando Simona, a także innych członków władz kierowanego przez niego Centrum Koordynacji Ostrzegania i Nagłych Przypadków (CCAES). W lipcu 2020 roku z kolei brazylijskie związki zawodowe pracowników ochrony zdrowia, zrzeszające ponad milion członków, oskarżyły prezydenta Jaira Bolsonaro o popełnienie „zbrodni przeciwko ludzkości” poprzez lekceważenie klęski, jaką stanowi pandemia koronawirusa. Skargę skierowano do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Skarżący w pozwie skierowanym do trybunału haskiego oskarża Bolsonaro o systematyczne „lekceważenie i negowanie zagrożenia, jakie stanowi pandemia”, co miało dla Brazylii „katastrofalne konsekwencje w postaci całkowitej zapaści systemu szpitalnictwa, pomocy i kontroli zdrowotnej”. Działania rządu Bolsonaro i „nieumiejętność znalezienia właściwej odpowiedzi na pandemię” mogą być według oskarżających Bolsonaro i jego współpracowników uznane za „zbrodnię przeciwko ludzkości” i „akt ludobójstwa”.
Przedsiębiorcy mają realną szansę pokonać rządzących w sądzie
W Polsce na razie do zbiorowej walki z rządem przed sądami sposobią się przedsiębiorcy. Ci, którym służby sanitarne „wlepiały” karę za nietrzymanie się obostrzeń podczas lockdownu jeden po drugiem wygrywają w sądach, które stwierdzają, że wprowadzenie obostrzeń w trybie rządowych rozporządzeń było niezgodne z Konstytucją RP i kary anulują. To jednak dopiero początek, bo pozwy szykują też ci, którzy do obostrzeń się zastosowali i kar nie otrzymali. Zapowiadają walkę o odszkodowania za zamkniecie ich biznesów przez rząd i straty z tym związane. – Mają ogromną szansę wygrywać w sądach – uważa mec. Michał Wawrykiewcz, znany adwokat. – Jeśli bowiem sądy stwierdzą, że obostrzenia wprowadzono niezgodnie z Konstytucją, a tak przecież było, to przedsiębiorcy mają prawo do odszkodowań – wyjaśnia. Premier Mateusz Morawiecki już się „zabezpiecza”. We wrześniu prezes Rady Ministrów złożył do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej wniosek o zbadanie art. 417. par. 1 kodeksu cywilnego. – Artykuł ten mówi o tym, że każdy może żądać naprawienia szkody wyrządzonej przez wydanie aktu normatywnego w ramach niezgodnego z prawem działania lub zaniechania organu władzy publicznej – wyjaśnia mec. Wawrykiewicz. – To narzędzie, które w rękach przedsiębiorców przed sądami może okazać się dla władzy druzgocące – dodaje. Oczywiście można się, niestety, spodziewać, że TK Julii Przyłębskiej uzna ten przepis za niekonstytucyjny, ale to wcale nie przesądza o wyniku walki przedsiębiorców o swoje. – Wiadomo, że TK w obecnym składzie będzie orzekał tak, jak zostanie mu przykazane na Nowogrodzkiej – nie owija w bawełnę Michał Wawrykiewicz. – Jednak sądy wcale nie muszą brać pod uwagę wyroku tego TK – podkreśla. – Mogą uznać go za sententia non existens, czyli wyrok nieistniejący, a to z powodu licznych nieprawidłowości tak przy powoływaniu Julii Przyłębskiej na prezesa TK, jak i powoływanie dublerów tego organu oraz zależność obecnego TK od władzy – przypomina mec. Wawrykiewicz. Przedsiębiorcy mają zatem szansę wygrać z obecną władzą i uzyskać odszkodowana za straty poniesione przez działania rządu z powodu pandemii. A inni?
Umieramy na potęgę, nie tylko na COVID-19
Zeszły rok można nazwać czarnym dla Polaków. Od czasów II wojny światowej nie zmarło nas tylu, ilu w 2020 roku. W zeszłym roku w Polsce zmarło ponad 480 tys. osób, w tym ponad 28,5 tys. z powodu lub przy udziale COVID-19. Wielu Polaków, którzy stracili bliskich w czasie pandemii, obwinia za to rządzących. A to dlatego, że nie zadbali o dostateczną opiekę i pomoc medyczną dla chorych i to zarówno tych z COVID-19, jak i cierpiących na inne choroby. – Na pozcątku stycznia zmarła moja żona – opowiada pan Ryszard z Podkarpacia. – Zmarła na nowotwór, nawet nie wiadomo czego, bo umarła niezdiagnozowana! Nim moja żona zdołała zrobić wszystkie zlecone badania pozamykano pracownie diagnostyczne. Gdy je otwarto, żona leżała już nieprzytomna w szpitalu, do którego zresztą zawiozło ją czwarta wezwana przeze mnie ekipa karetki pogotowia, bo wcześniejsze odmówiły ze względu na COVID-19! Żona umarła na początku stycznia – opowiada 61-latek. – Gdyby na czas zaczęto ją leczyć, to może by żyła – dodaje z przekonaniem. Takie doświadczenia jak pan Ryszard ma wielu naszych rodaków. Brak dostępu do lekarzy, niemożność wykonania badań, wożenie chorego od szpitala do szpitala – słowem ogólny chaos w służbie zdrowia w czasie pandemii. Czy ludzie przekonanni, że ich bliscy zmarli przez niedbałe i nieskoordynowane działania rządu mogliby żądać od państwa odszkodowania czy zadośćuczynienia? – Każda sprawa jest indywidualna i jako prawnik musiałbym najpierw zapoznać się z jej szczegółami, nim doradzałbym skierowanie pozwu do sądu – zastrzega mec. Wawrykiewicz. – Myślę jednak, że sporo osób, które straciły bliskich w ostatnim czasie miałoby solidne podstawy, by pozwać z tego powodu Skarb Państwa – zauważa. – Sądzę, że takie pozwy się pojawią, a sąd może zasądzić zarówno odszkodowanie, czyli nakazać wyrównanie faktycznie poniesionej straty, np. pogorszenie sytuacji finansowej rodziny, jak i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, czyli szkodę niematerialną, a takową jest śmierć bliskiej osoby i związane z nią cierpienie – podkreśla mec. Wawrykiewicz. Jak wyjaśnia adwokat w takiej sprawie musi zaistnieć kilka przesłanek – musi zaistnieć szkoda, wina sprawcy – w tym przypadku Skarbu Państwa oraz adekwatny związek przyczynowy pomiędzy szkodą a czynem zabronionym. Mecenas Wawrykiewicz jest zdania, że w wielu przypadkach te przesłanki z dużym prawdopodobieństwem istnieją i można by je wykazać przed sądem. – Skarb Państwa będzie płacić ogromne sumy odszkodowań i zadośćuczynień – przewiduje. – Jeśli roszczenie jest oparte na tym samym, albo takim samym zdarzeniu, to co najmniej 10 osób może złożyć pozew zbiorowy. Tu możemy spodziewać się znacznie większej liczby podnoszących roszczenie. Pozew zbiorowy to nie tylko mniejsze koszty sądowe dla wnoszących go, ale też, nie ukrywajmy, większe zainteresowanie mediów i opinii publicznej takim pozwem – zauważa prawnik.
Odpowiedzialni mogą mieć w przyszłości sprawy karne
Mowa jest jednak cały czas o powództwie cywilnym, a nie odpowiedzialności karnej rządzących. – Powiem wprost: nie liczyłbym na to, że prokuratura w obecnym swym stanie zechciałaby zająć się sprawami łamania prawa przez przedstawicieli ekipy rządzącej, także w zakresie walki z COVID -19, z urzędu – stwierdza mec. Wawrykiewicz. – Wszyscy wiemy, jak skończyła się sprawa prok. Wrzosek, która przyjęła doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z planowanymi na maj zeszłego roku wyborami korespondencyjnymi. Śledztwo jej odebrano, umorzono je w jednym dniu, a wobec niej wszczęto postępowanie dyscyplinarne i ostatecznie „zesłano” ją do pracy ponad 300 kilometrów od miejsca zamieszkania – przypomniał adwokat. – Póki prokuratura jest tak upolityczniona, jak w tej chwili, nie ma szans na odpowiedzialność karną ekipy rządzącej – przyznaje prawnik. – Jednak pamiętajmy, że przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu ludzkiemu, także te, które popełnia urzędnik, np. państwowy, mają bardzo długi czas przedawnienia. Jest zatem szansa, że gdy przestanie rządzić Zjednoczona Prawica z PiS-em na czele, niezależnej już wówczas prokuraturze uda się postawić w stan oskarżenia odpowiedzialnych za stan państwa ludzi, którzy dziś są u władzy. Ja w to wierzę – deklaruje mec. Wawrykiewcz.
Na sanepid nie ma co liczyć
A co ze służbami sanitarnymi? Sanepidy lekką ręką karzą przedsiębiorców łamiących lockdown, a tymczasem prezes Kaczyński nie zakrył twarzy maseczką podczas nabożeństwa w kościele, a przecież Kaczyński nie celebruje kultu religijnego podczas mszy. No chyba, że ktoś uzna, że celebruje tak, jak to może robić tylko ksiądz? – pisze z przekąsem nasz zbulwersowany Czytelnik. – Wobec tego kara w wysokości 15 tys. złotych należy mu się jak mało komu w Polsce – kwituje. Owszem, może się i należy i pewnie wielu z nas sanepid by tego nie darował, ale przecież pracownicy sanepidu muszą dbać o swoje zatrudnienie, więc raczej nie ukarzą najważniejszej de facto osoby w państwie.
Wygląda zatem na to, że obywatele w starciu z rządzącymi mogą liczyć na razie tylko na niezależne sądy i niezawisłych sędziów.
Monika Kamińska



14 Responses to "Jedyna nadzieja w niezawisłych sędziach"