
– Należy walczyć, nie można się poddawać i tracić nadziei – mówi 30-letnia Diana Krupniak z Ustrzyk Dolnych, która walczy z chorobą nowotworową. W zbiórkę funduszy na kosztowną terapię zaangażowały się tysiące osób z całej Polski.
Diana Krupniak ma 30 lat. Urodziła się i aktualnie mieszka w Ustrzykach Dolnych. O chorobie dowiedziała się dwa lata temu. Zaczęło się niepozornie – młoda kobieta źle się czuła. Objawy się nasilały, do osłabienia doszły duszności i uporczywy kaszel. Diana wyczuła też guzek na szyi. Kobieta została skierowana na szczegółowe badania. Podczas prześwietlenia płuc okazało się, że ma w klatce piersiowej guza wielkości 10 cm. Diana trafiła do szpitala, tam usłyszała diagnozę – chłoniak śródpiersia. – Nie mogłam w to uwierzyć. Nie dopuszczałam do siebie świadomości, że jestem tak ciężko chora – wspomina Diana.
Po 8 cyklach okazało się, że terapia nie przynosi pożądanego efektu, pojawiły się dodatkowe guzy na krtani, które utrudniały oddychanie. Zapadła decyzja o autoprzeszczepie. Po trzech kolejnych chemiach usłyszała od lekarzy, że kolejne nie mają sensu, bo nie niszczą komórek nowotworowych. Okazało się, że jedyną szansą dla Diany jest terapia CART wyceniona na 1,7 mln zł. – Dla mnie i mojej rodziny to była astronomiczna kwota, całkowicie poza naszym zasięgiem – przyznaje Diana. Z pomocą ruszyli znajomi z Ustrzyk Dolnych, którzy organizowali koncerty, aukcje charytatywne, na portalu Siepomaga.pl ruszyła zbiórka funduszy na terapię i już w pierwszy tydzień udało się zebrać 1 mln zł.
– To, co się stało, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Chciałabym z całego serca podziękować wszystkim, którzy wsparli mnie: finansowo, modlitwą, dobrym słowem, zaangażowaniem. To, co się działo i nadal dzieje, jest niesamowite. Nadal otrzymuję wiele ciepłych słów wsparcia. Wdzięczności, którą czuję nie da się opisać słowami. Jeszcze raz dziękuję – mówi wzruszona Diana.
15 lipca lekarze pobrali komórki z krwi Diany, które następnie zostały wysłane za granicę i tam odpowiednio zmodyfikowane, aby „nauczyły się” rozpoznawać komórki nowotworowe w jej organizmie i je niszczyć. – 31 sierpnia po wielu badaniach otrzymałam lek – kroplówkę wielkości saszetki herbaty – moją jedyną szansę na wyzdrowienie i życie. Na wyniki, czy osiągnę upragnioną remisję, muszę niestety jeszcze czekać. Jak długo, tego nie wiem, ale wierzę, że się uda. O niczym tak bardzo nie marzę, jak o powrocie do zdrowia. Kiedy ma się zdrowie i kochającą rodzinę, to ma się wszystko – podsumowuje Diana.
ms



3 Responses to "Jedyne, o czym marzę, to powrót do zdrowia"