Jesień należeć będzie do ludzi pracy

Coraz częściej padają stwierdzenia, że nadchodzi jesień ludów. To chyba się ziści, bo strajków na tak dużą skalę w historii III RP nie ma co szukać. Nie było też sytuacji, w której protestowałoby tak wiele branż jednocześnie. Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów od 11 września, gdy ulicami Warszawy przemaszerowało ponad 30 tys. medyków, stoi założone przez nich białe miasteczko. A mówiąc medycy, nie mówię o przedstawicielach jednego czy dwóch zawodów. W miasteczku są wszyscy: lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności, fizjoterapeuci, elektroradiolodzy, farmaceuci szpitalni, a nawet tzw. niemedyczni pracownicy, bez których ochrona zdrowia też nie mogłaby prawidłowo funkcjonować. Na skutek protestów tylko ratowników medycznych, w pierwszych dniach września w całym kraju do pracy nie wyjechało 25 proc. karetek. Wypowiedzenia złożyło ok. 1,5 tys. przedstawicieli tego zawodu, tysiące poszły na zwolnienia lekarskie. Protest medyków wspierają zaś rolnicy zrzeszeni w Agrounii, którzy wcześniej blokowali drogi w kilkunastu miejscach w Polsce, także w Rzeszowie. Reakcja rządu? W lipcu, jak twierdził lider Agrounii Michał Kołodziejczak, policja użyła przeciw protestującym gazu łzawiącego, w sierpniu premier Morawiecki zapowiedział kolejne „zdecydowane reakcje” służb mundurowych na blokady. Rolnicy odgrażają się jednak (chłop żywemu nie przepuści), że protestów nie zaprzestaną. Swoją frustrację zademonstrowali zresztą sami policjanci, żaląc się, że ich formacje są coraz gorzej postrzegane przez społeczeństwo, a jednocześnie liczba szkoleń i kursów dla funkcjonariuszy stale maleje. Związkowcy zażądali od MSWiA nie tylko wywiązania się z obietnic, które rządzący złożyli w listopadzie 2018 r. (podwyżek oraz zmiany zasad przechodzenia na emeryturę), ale też zmiany schematu wypłacania świadczeń motywacyjnych, zwiększenia ochrony prawnej mundurowych, wynagrodzenia za służbę w nocy, niedziele i święta zgodną z kodeksem pracy i 50 proc. stawki godzinowej w przypadku dyżuru domowego. Niezadowoleni ze swojej sytuacji zawodowej są też urzędnicy. 10 września przez stolicę przemaszerowali pracownicy sądów i prokuratur w tzw. czerwonym marszu. Domagają się adekwatnej waloryzacji wynagrodzeń o 12 proc. oraz zwiększenia liczby etatów w urzędach. Rząd zaproponował urzędnikom jedynie 4,4 proc., co w ich przypadku dałoby podwyżkę rzędu 200 – 300 zł. Stwierdzili, że to stanowczo za mało, co może oznaczać jedno – będzie dym. Wkurzeni są pracownicy ZUS, którym zapowiedziano niedawno przejęcie obowiązków związanych z wypłatami 500 plus. To już kolejne świadczenie do obsługi (po wypłatach w ramach tarczy covidowej), za którym nie idą podwyżki. Urzędnicy domagają się co najmniej 1 tys. zł brutto więcej. A w kolejce czekają już nauczyciele. Kogoś pominęłam? Chyba nie, ale przy drastycznych podwyżkach „wszystkiego”, na ulicę lada chwila mogą wyjść inne grupy społeczne, nie tylko zawodowe. Może np. pacjenci pozbawieni dostępu do leczenia czy rehabilitacji?

Redaktor Anna Moraniec

11 Responses to "Jesień należeć będzie do ludzi pracy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.