Jest dziwnie, niektórym siada już psychika

– Liverpool zamienił się w miasto duchów. Jest dziwnie, ulice opustoszały. Czuję się jak w realnej wersji „The Walking Dead” – mówi Radosław Chmiel, rzeszowianin mieszkającym w Liverpoolu. Fot. Radosław Chmiel (2)

PODKARPACIE, ŚWIAT. – Gdyby kilka tygodni temu ktoś powiedział mi, że życie Hiszpanów będzie toczyć się bez wspólnego przesiadywania w barach, kafejkach i parkach, nie uwierzyłabym – mówi pochodząca z Podkarpacia mieszkanka Madrytu.

Włochy, Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Belgia czy wreszcie USA – to tylko niektóre kraje, gdzie pochodzące z naszego regionu osoby muszą zmierzyć się z nową rzeczywistością. Jak sobie w niej radzą? Czy zdołali się przystosować? Czy coś ich zaskoczyło i wreszcie: czy nie porzucili swoich najbliższych marzeń i planów?

WŁOCHY. Na Półwyspie Apenińskim, czyli w samym centrum europejskiej epidemii koronawirusa, mieszka Anna Scarpato, która już ponad miesiąca na własnej skórze odczuwa skutki obecnej sytuacji. – Od 20 lutego siedzimy wszyscy w domach. Nikt nie wychodzi nawet na klatkę schodową. Po ulicach chodzą żołnierze i sprawdzają, czy mieszkańcy przestrzegają ściśle określonych restrykcji, związanych z przemieszczaniem się, za złamanie których grożą surowe kary, nawet do 3 tys. euro – mówi mieszkanka Teramo w regionie Abruzji, dodając jednocześnie, że na szczęście w jej rejonie sytuacja nie jest aż tak tragiczna, jak na północny kraju. Mimo wszystko coraz mocniej odbija się ona na psychice wszystkich mieszkańców. – Czujemy się jak w więzieniu. Ludziom siada już psychika. Ja na szczęście mam duże balkony, więc mogę wyjść na świeże powietrze. I na tym koniec. A to wszystko jeszcze potrwa, bo kwarantannę przedłużyli nam teraz do 25 kwietnia. Modlę się, żebyśmy tylko byli zdrowi w tym czasie, kiedy to się dzieje, bo znikąd nie ma ratunku – dodaje Scarpato.

HISZPANIA. W podobnej sytuacji, jak Włosi są obecnie także mieszkańcy Hiszpanii, która w ostatnich dniach wyprzedziła Chiny na czarnej liście śmiertelnych ofiar epidemii. – Na początku miesiąca liczba zarażonych koronawirusem w Hiszpanii nie robiła na nikim wrażenia. Teraz jest zupełnie inaczej. W Madrycie kolejne hotele zamieniane są na szpitale, podobnie jak ogromny kompleks targowo-wystawienniczy Ifema, który ma pomieścić prawie 6 tys. łóżek – wyjaśnia mieszkająca w Madrycie Kinga. Ze względu na swój temperament, Hiszpanie, tak samo jako Włosi, jeszcze mocniej odczuwają skutki nowej rzeczywistości. – Gdyby kilka tygodni temu ktoś powiedział mi, że Hiszpanie przestaną witać się pocałunkiem w policzek, że ich życie będzie toczyć się bez wspólnego przesiadywania w barach, kafejkach i parkach, nie uwierzyłabym. A jednak tak wygląda obecnie madrycka codzienność i być może najdziwniejsze jest to, że wszyscy jakoś ją zaakceptowali – dodaje mieszkanka Madrytu.

NIEMCY. Równie trudna sytuacja panuje u naszych zachodnich sąsiadów. – Niemieckie ulice są puste. Otwarte pozostały jedynie sklepy z żywnością, apteki i drogerie – wyjaśnia Katarzyna, mieszkanka Berlina. W przypadku Niemiec problemem w walce z epidemią może być specyficzna struktura kraju. – To państwo federalne, co oznacza, że każda ustawa musi być ustanowiona w danym landzie. Stąd wzięły się opóźnienia związane np. z zamknięciem szkół. Zostało to mocno skrytykowane, dlatego teraz wszystkie zarządzenia są przeprowadzane znacznie szybciej – kontynuuje pani Katarzyna, podkreślając jednocześnie, że większość Niemców zachowuje spokój i nie panikuje. – Jest duże zaufanie do rządu, zwłaszcza że codziennie otrzymujemy relację na temat obecnej sytuacji – bez jej upiększania. Mam wrażenie, że w Polsce jest więcej paniki niż tu, mimo że jest mniej przypadków zachorowań. Może to wynika z tego, że ludzie mają mało zaufania do służby zdrowia – zastanawia się. Coraz gorsza sytuacja ma za to miejsce w graniczącej z Niemcami Belgii, gdzie prowizoryczny rząd kraju nie radzi sobie z problemem, a nastroje wśród ludzi stają się z dnia na dzień dramatyczniejsze.

WIELKA BRYTANIA. Specyficzna atmosfera ma miejsce także na Wyspach Brytyjskich, gdzie wprawdzie późno, ale na szczęście już zdano sobie ostatecznie sprawę z powagi sytuacji. – Liverpool zamienił się w miasto duchów. Jest dziwnie, ulice opustoszały. Czuję się jak w realnej wersji „The Walking Dead” – mówi Radosław Chmiel, rzeszowianin mieszkającym w Liverpoolu, gdzie pracuje w tamtejszym klubie piłkarskim Liverpool FC. Ten jeszcze 11 marca na Anfield rozegrał mecz Ligi Mistrzów z Atletico Madryt, na który przybyło 3 tys. kibiców z Hiszpanii. Ilu z nich już wówczas było zarażonych koronawirusem, tego nie wiadomo. – Wtedy na Wyspach nikt jeszcze nie dopuszczał do siebie myśli rozegrania meczu przy pustych trybunach – przekonuje Chmiel, który mimo trudnych czasów, razem ze swoją narzeczoną nie rezygnuje z najbliższych planów. – Mamy już praktycznie wszystko przygotowane. Teoretycznie nasz wielki dzień, czyli wesele wypada 28 sierpnia tego roku. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, liczymy że do sierpnia to wszystko się uspokoi i wyklaruje – dodaje optymistycznie.

USA. Krok dalej w walce z epidemią poszły niektóre stany USA, gdzie nawet bez wychodzenia z samochodu, można zrobić test na koronawirusa. – Są dwa punkty, gdzie badania są wykonywane w ten sposób. Podjeżdża się do namiotu, uchyla szybę i lekarz pobiera wymaz z nosa. Wszystko trwa zaledwie kilka minut. Kolejki do tych punktów są ogromne, ale nie każdy może się poddać takim badaniom. Przysługują one tylko osobom, mającym specjalne skierowanie – wyjaśnia Marta, mieszkanka stanu New Jersey.

OD PONIEDZIAŁKU W SUPER NOWOŚCIACH HISTORIE OSÓB, POCHODZĄCYCH Z PODKARPACIA, KTÓRE MIESZKAJĄ OBECNIE W RÓŻNYCH ZAKĄTKACH EUROPY I ŚWIATA.

8 Responses to "Jest dziwnie, niektórym siada już psychika"

Leave a Reply

Your email address will not be published.