Jest szansa na przełom w śledztwie

Marek Pomykała 29 kwietnia 1997 roku przed godziną 23 wyszedł z domu i słuch po nim zaginął. Były wicekomendant leskiej policji miał się przyznać byłej kochance do zabicia Pomykały. Fot. Archiwum

 

Sąd Rejonowy w Krośnie przychylił się do wniosku Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa milicjanta Krzysztofa Pyki i dziennikarza Marka Pomykały, i zwolniła byłego dziennikarza Jana Joniaka i pisarza Henryka Nicponia z tajemnicy dziennikarskiej.

Dlaczego to ważne? Bo na podstawie ustaleń krakowskiej prokuratury obaj mogą posiadać istotne informacje na temat okoliczności poprzedzających zaginięcie milicjanta Krzysztofa Pyki oraz jego śmierci, a także roli, jaką w tych wydarzeniach odegrać miał ówczesny wicekomendant leskiej milicji, Tadeusz P.
To kolejny wątek sprawy, którą szeroko opisywaliśmy na łamach Super Nowości. Krzysztof Pyka był milicjantem, świadkiem wypadku, do którego w listopadzie 1985 roku doszło w Łączkach pod Leskiem. Dzisiaj wiemy, że za kierownicą samochodu, który śmiertelnie potrącił 40-letniego Edwarda Krajnika, siedział ówczesny komendant milicji, Tadeusz P. Tak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie w toku śledztwa, które toczyło się na przełomie lat 2014 – 2015.
Milicjant Pyka był świadkiem czynności prowadzonych na miejscu wypadku i tuszowania jego prawdziwych okoliczności. Aby uniknąć afery, na miejsce ściągnięto ojca P., który winę za spowodowanie wypadku wziął wówczas na siebie. Śledztwo zostało szybko umorzone, Pyka groził, że ujawni prawdziwe okoliczności wypadku. Odmówił podpisania sfałszowanego protokołu, miał opowiadać znajomym, że jest z tego powodu straszony przez swoich przełożonych. W grudniu 1985 roku, trzy tygodnie po wypadku, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jego ciało zostało wyłowione z Jeziora Solińskiego na początku lutego 1986 roku. Okoliczności jego śmierci nigdy nie wyjaśniono.
W 2016 roku, kiedy od tych wydarzeń minęło 30 lat, do krośnieńskiego wydawnictwa wpłynął mail od Tadeusza P. z propozycją napisania i wydania książki „o czynach przestępczych, jakich dopuścił się, pracując w resorcie MSW”. Jak wyjaśnił później w treści, chodziło m.in. o wypadek w Łączkach i śmierć milicjanta Pyki.
Szef wydawnictwa przekazał mail swojemu znajomemu, dziennikarzowi Janowi Joniakowi, który w 2012 roku jako pierwszy dotarł do akt IPN i opisał sprawę tuszowania prawdziwych okoliczności wypadku w Łączkach. Joniak nie był zainteresowany współpracą, wiadomość od P. przekazał więc swojemu znajomemu, dziennikarzowi i pisarzowi, autorowi m.in. książek o Bieszczadach, Henrykowi Nicponiowi, który podjął się napisania książki. W tym celu spotkał się z P. który, jak relacjonował nam autor w marcu, przyznał się do spowodowania wypadku w Łączkach i zabicia świadka, milicjanta Krzysztofa Pyki. Miał mu też wskazać miejsce, gdzie tego dokonał.
We wtorek Sąd Rejonowy w Krośnie zwolnił ich obu z tajemnicy dziennikarskiej.
Informacje przekazane prokuraturze przez Jana Joniaka i Henryka Nicponia mogą mieć też istotne znaczenie w sprawie tajemniczego zaginięcia sanockiego dziennikarza, Marka Pomykały, który 29 kwietnia 1997 roku przed godziną 23 wyszedł z domu i słuch po nim zaginął. P. miał się przyznać byłej kochance do zabicia Pomykały, bo ten wpadł na trop zbrodni popełnionych przez niego w połowie lat 80. Kilka miesięcy przed zaginięciem Pomykała o prowadzonym w tej sprawie śledztwie dziennikarskim miał wspominać swojemu znajomemu.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.