– Wrócił pan do Resovii po 4 latach. Przypadła panu jednak wyjątkowo niewdzięczna rola, musiał pan łatać dziury, bo graliście w dziesiątkę…
– Może i nie był to najszczęśliwszy moment, lecz dla mnie to nieistotne. Przyszedłem tu, by dawać z siebie wszystko i tak też zamierzam robić, bez względu na okoliczności.
– Resovii idzie na razie jak po grudzie.
– Zakładaliśmy zwycięstwo nad Gryfem, nie udało się, lecz nie ma się co załamywać. Widać, że Resovia to szalenie ambitny zespół, dobrze przygotowany do sezonu. Zresztą z paroma chłopakami znam się z dawnych czasów. Jestem przekonany, iż niebawem zaczniemy wygrywać. Może już w Rybniku, w ten weekend?
– Ponoć nie jest pan jeszcze gotowy na 90 minut wyczerpującej walki?
– Co tu kryć – przeprowadzka z Kołobrzegu zajęła mi dobry tydzień, trzeba było przemierzyć całą Polskę. Tydzień potrenowałem z Podhalem Nowy Targ, potem dostałem telefon z Resovii i długo się nie zastanawiałem.
– Chodziło o to, że tu jest druga liga, a Podhale występuje w trzeciej?
– Chodziło o to, że to jest Resovia. Wielki klub.
– Jak się panu wiodło nad Bałtykiem?
– Były chwile dobre i złe, jak w życiu. Wziąłem tam jednak ślub, urodził mi się synek. Niedawno skończył roczek, chyba rośnie następca (śmiech). Pobyt w Kołobrzegu zaliczę zatem do udanych.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



14 Responses to "– Jestem szczęśliwy, bo trafiłem do wielkiego klubu"