
Nasze zdjęcia, wpisy na portalach społecznościowych są pod stałą obserwacją. Sami zresztą ułatwiamy dostęp do niektórych cennych dla innych informacji z nami związanych.
Jeszcze kilka lat temu informacje dotyczące tego, że każdy z nas jest na bieżąco inwigilowany i śledzony, traktowaliśmy jako kolejną spiskową teorie. To był błąd, a jeśli nawet nie, to dziś rzeczywistość jest już zupełnie inna. Przez 24 godziny na dobę jesteśmy monitorowani przez firmy, instytucje i nie wiadomo kogo jeszcze. Każda z nich ma swój jasno określony i sprecyzowany cel. Nikt bowiem nie podpatruje nas dla samego tylko podpatrywania.
Inwigilacja portali społecznościowych to narzędzie, z którego często korzystają policjanci czy urzędnicy skarbowi. Czasem przeglądają je też agenci ubezpieczeniowi, choć jak sami przyznają, bardziej skupiają się na wszelkiej maści ogłoszeniach.
Rybka wypływa na Facebooku
Policja nader niechętnie chwali się swoimi dokonaniami na tym polu. Oficjalna wersja jest taka, że przeglądanie portali społecznościowych to rutynowa praktyka w przypadku poszukiwania np. osób zaginionych. – Znam takie historie, że zaginiony mąż po jakimś czasie odnajdywał się w sieci, gdzie np. chwalił się swoją nową partnerką – przyznaje policjant proszący o zachowanie anonimowości.
Tego, że funkcjonariusze, ale także wszelkiej maści pracownicy służb wywiadowczych grzebią w sieci, analizując, co zamieściliśmy na naszym portalu, nasz rozmówca już tak chętnie ujawniać nie chce. – Powiedzmy, że to tajemnica naszego warsztatu, a takimi się nie trzeba chwalić. Powiem tylko tyle, że wbrew temu, co sądzi o sobie wielu przestępców ani nie są tak sprytni, ani tak mądrzy, jak im się wydaje. Nieraz rybka wypływa właśnie na Facebooku – dodaje policjant.
Jakie zatem cenne informacje w Internecie mogą zdobyć śledczy? Niektórzy, będący na bakier z prawem czy ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości, są na tyle głupi, by pochwalić się w sieci zdjęciem z wakacji czy swoimi upodobaniami. A to dla tropiących bardzo cenne informacje.
Kopalnie dla urzędasów z fiskusa
Nasze profile non stop monitorują też pracownicy fiskusa. O tym, że oni jak mało kto potrafią uprzykrzyć życie, nikogo przekonywać raczej nie trzeba. Czego szukają w sieci? Fotografii drogich samochodów, nowego domu czy mieszkania, ewentualnie zakupionych drogich mebli, a nawet sprzętu elektronicznego. W cenie są też zdjęcia z zagranicznych wakacji.
– Na podstawie tych danych łatwo ustalić, czy podatnika stać na to wszystko, biorąc pod uwagę jego dochody, jakie deklaruje w swoich zeznaniach podatkowych. Gdy mamy podejrzenia, że co jest nie tak, szukamy informacji i w ten sposób. Wszystko po to, by ewentualna kontrola była jak najbardziej skuteczna – przyznaje pracownik rzeszowskiej skarbówki.
Świadomość tego, że jesteśmy na bieżąco monitorowani przez urzędników, musi przerażać. Kto bowiem lubi, gdy się grzebie w jego życiu prywatnym. Na szczęście fiskus zatrudnia za mało osób, by wystarczyło mu ludzi do śledzenia wszystkich obywateli. Na razie na „tapetę” trafiają ci, którzy już podpadli lub ktoś złożył na nie… donos. Reszta z nas może spać spokojnie. Przynajmniej na razie.
Agent łowi kontakty
Nasze portale społecznościowe odwiedzają też agenci ubezpieczeniowi. Tam zdobywają informacje o tym, jak mieszkamy, czym jeździmy, gdzie spędzamy urlop. – Te wszystkie informacje pozwalają nam przygotować wstępną ofertę ubezpieczenia, jaką proponujemy klientowi, dzwoniąc do niego. Ludzie bowiem nie lubią, jak się im zajmuje czas, chcą usłyszeć konkrety – przyznaje Justyna, pracująca w jednej z wiodących na rynku firm ubezpieczeniowych.
Ona i jej koledzy czerpią też całymi garściami z wszelkiego rodzaju ogłoszeń. – Tam przede wszystkim zdobywam kontakt do ewentualnego klienta. Jeśli np. ogłasza się matka, szukająca niani, to dzwonię i proponuję jej ubezpieczenie dla jej dziecka. Jeśli mam telefon do wynajmującego mieszkanie, zachęcam do zakupu polisy na jego zabezpieczenie – tłumaczy kobieta.
Na pytanie, czy takie działanie jest etyczne, odpowiada. – Eleganckie to może nie jest, ale skąd mam zdobyć numer telefonu do rozmówcy? Jak dzwonię, nikogo nie nagabuję, nie jestem natrętna. Proponuję tylko spotkanie, bo podczas rozmowy telefonicznej nie sposób przedstawić szczegółów oferty – tłumaczy Justyna.
Internetowi tropiciele
O zgrozo, są też już na rynku firmy, które specjalizują się w wyławianiu smakowitych kąsków z naszych profili. Kto może na nie mieć ochotę? A chociażby nasz pracodawca, który otrzyma kompletne dossier na ten tego czym się chwalimy w sieci, a nawet tego, jak często przebywamy na portalu. To może mu pomóc ustalić, czy przypadkiem aktualizowanie własnego konta nie zajmuje nam więcej czasu niż praca w wyznaczonych na nią godzinach.
Sami się prosimy o inwigilację
Modzie na posiadanie własnego konta na portalu społecznościowym nie potrafi się oprzeć wielu z nas. Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba też umieć z tego korzystać.
– Nie wszystkim musimy się chwalić w sieci. Lepiej pewne informacje, szczególnie te dotyczące stanu naszego posiadania czy majątku zachować dla siebie. Łatwo sobie bowiem wyobrazić sytuacje, że przestępcy też sprawdzają, co pojawia się na naszych kontach i na podstawie tego co tam zobaczą, mogą z tego zrobić użytek, który na pewno nam się nie spodoba – ostrzega policjant.
Po co więc innym ułatwiać zadanie? Szczęśliwy ci, którzy nie mają własnego profilu. Oni jeszcze nie znajdują się pod tak ścisła obserwacją. Pozostali muszą już uważać, bo są na bieżąco inwigilowani.
Piotr Pezdan



3 Responses to "Jesteśmy pod stała obserwacją"