Jeszcze raz o „Idzie”

Piotr SamolewiczJedną z entuzjastek szeroko dyskutowanego filmu Pawła Pawlikowskiego „Ida” jest dyrektor Europejskiej Akademii Filmowej Marion Döring. W wywiadzie dla polskojęzycznego portalu niemieckiego radia Deutsche Welle Marion Döring powiedziała, że historia przedstawiona w „Idzie” była dla niej „poruszająca i autentyczna”.

O jaką autentyczność idzie Marion Döring? Jeśli na poziomie egzystencjalnym, to pół biedy. Gorzej, jeśli na poziomie historycznym, gdyż „Idzie” daleko jest do prawdy historycznej. Reżyser zbyt łatwo „rozgrzesza” swoją główną bohaterkę, byłą prokurator stalinowską żydowskiego pochodzenia z popełnionych zbrodni. Z kata czyni ofiarę. Jej zaangażowanie w komunizm tłumaczy traumą wojenną i utratą dziecka.

Mogło tak być, tylko dlaczego reżyser pominął tę „ciemną stronę” biografii pani prokurator, łącznie z nienawiścią do wrogów klasowych, polskich patriotów. Mało tego, by współczucie publiczności dla kobiety w pełni rozkwitło, reżyser kończy jej wątek samobójstwem. Myślący widz dostrzega zgrzyt w nagłym ześlizgnięciem się fabuły w stronę melodramatu. Także część krytyków zauważyła ten słaby punkt „Idy”.

Film jest niewiarygodny pod względem historycznym także w innym miejscu, gdy pokazuje relacje polsko-żydowskie podczas okupacji. Owszem, chłopi polscy zabijali Żydów, wydawali ich Niemcom, rabowali, ale nie wszyscy, a ci, którzy się tego dopuszczali, robili to nie tylko z powodu uprzedzeń, ale także strachu, z powodu wojennej demoralizacji czy poduszczenia przez Niemców. Niestety, reżyser przemilcza tę kwestię, w ogóle pominął udział Niemców w zbrodniach w Polsce, jakby nie okupowali Polski, wybrał natomiast oskarżycielski ton na wzór „Pokłosia” Pasikowskiego.

„Ida” jest filmem mocno subiektywnym. Co to oznacza? Że jest tylko indywidualną wizją artystyczną, za którą artysta nie musi brać odpowiedzialności. Wystarczy, że znajduje emocjonalne porozumienie z częścią publiczności. Z pewnością jego opowieść porusza wiele niewieścich serc. I niemieckich rzecz jasna, bo wymazuje z nich poczucie winy za Holokaust.

Piszę po raz drugi o filmie Pawlikowskiego, ale nie dlatego, by zniechęcać do jego obejrzenia. Zresztą jest w nim wiele jasnych momentów, jak tytułowa Ida, zakonna nowicjuszka i zarazem krewna pani prokurator. Mimo że Ida poznaje swoje żydowskie korzenie i bolesną przeszłość swojej rodziny, nie traci wiary, nie daje się owładnąć poczuciem zemsty czy nienawiści. Wydaje się, że to pozytywne przesłanie „Idy” ginie w gorączkowej dyskusji o tym filmie.

Redaktor Piotr Samolewicz

4 Responses to "Jeszcze raz o „Idzie”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.