
III LIGA. Znalazły się pieniądze dla zawodników, którzy zostali w klubie.
Równo rok temu Resovia traciła do drugiej w tabeli Wisły Płock 2 punkty i nieśmiało przebąkiwała o awansie na zaplecze ekstraklasy. Od tamtej pory z klubu odeszło 23 piłkarzy, a tematem numer 1 stało się odzyskanie płynności finansowej. Jednak w czwartek dla „pasiaków” zaświeciło słońce.
Piątek, 31 stycznia, to data, którą zawodnicy i trenerzy „pasiaków” zakreślili w kalendarzu na czerwono. Oznacza ostateczny termin spłaty zaległości. – Ustaliłem z radą drużyny, że jeśli nie wypłacimy piłkarzom znacznych kwot, to każdy z nich otrzyma wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy – przypomina Aleksander Bentkowski, prezes CWKS Resovia. – Na szczęście, udało się. Wyrównaliśmy wszelkie zaległości piłkarzom, którzy pozostali w klubie. Zostały zobowiązania wobec tych, którzy wcześniej opuścili Resovię.
Życie ponad stan? Bynajmniej
Prezes Resovii nie chowa głowy w piasek i nie uchyla się od odpowiedzi, skąd w klubie zapaść finansowa. – Czasy są trudne, o sponsorów niełatwo, a ja wielokrotnie zawiodłem się na tych, którzy deklarowali pomoc. Nadziei jednak nie straciłem. Liczyłem, że na konto wpłyną pieniądze z tytułu naszych rozliczeń ze spółką Res-Vita i tak właśnie się stało – tłumaczy.
Jeszcze kilka lat temu Resovia płaciła trenerom i piłkarzom po 7-8 tysięcy zł miesięcznie. Czy dziś nie płaci za życie ponad stan? – Wtedy udało mi się pozyskiwać do klubu większe pieniądze, a i w całej polskiej piłce wynagrodzenia były wyższe niż teraz – odpowiada Bentkowski. – Tam, gdzie nie ma pomocy samorządu, kluby idą w rozsypkę. Czy pan wie, że każdy zawodnik Radomiaka otrzymuje z miasta 1500 zł stypendium?
Chętnego nie ma
Aleksander Bentkowski Resovią kieruje od 2005 roku, ale w tak trudnym położeniu znalazł się po raz pierwszy. Obiecuje jednak, że będzie walczył o lepszy los dla klubu, w którym działał już jego ojciec Franciszek.
– Będę szczery: przy Resovii trzyma mnie głównie sentyment. Te wieczne kłopoty, ustawiczne zobowiązania finansowe, które często muszę pokrywać z własnej kieszeni… Gdyby znalazł się na moje miejsce ktoś odpowiedzialny, ustąpiłbym i jeszcze dorzucił dobry koniak. Chętnego jednak nie ma – rozkłada ręce. Czy to, co się dzieje od pewnego czasu w Resovii traktuję w kategorii osobistej porażki? Nie. Wprowadziłem zespół do drugiej ligi, byliśmy najmocniejsi na Podkarpaciu. Rozczaruję się jednak, jeśli nie wygramy trzeciej ligi – podkreśla Bentkowski.
Bez czarnego scenariusza
W ciągu ostatnich 12 miesięcy Resovię opuściło aż 23 piłkarzy, jednak szef klubu nie widzi w tym niczego niepokojącego. – To normalne ruchy kadrowe – przekonuje. – Poza tym od początku sezonu odmładzamy skład i z dobrym skutkiem wprowadzamy do drużyny naszych wychowanków.
Pytany o to, co byłoby dla niego czarnym scenariuszem, odpowiada: – Odejście najbardziej doświadczonych zawodników. W Resovii zostałaby sama młodzież, grałaby za 500-600 zł albo za jeszcze mniejsze stawki. Tylko że juniorzy wyniku nie zagwarantują. Od czwartkowego popołudnia wiemy jednak, że czarny scenariusz się nie sprawdzi – puentuje z ulgą w głosie.
Tomasz Szeliga



4 Responses to "Jeszcze Resovia nie zginęła"