
STALOWA WOLA. Uczniowie dają przykład, jak skutecznie starać się o pracę. Doświadczenia ze szkoły przenoszą później do dorosłego życia i robią kariery.
To była 11. edycja konkursu „Skutecznie szukam pracy”. Wychodzi poza ramy Centrum Edukacji Zawodowej w Stalowej Woli, choćby dlatego, że swego czasu został uznany za najlepszy konkurs szkolny w kraju. Niektórzy mówią o nim, że jest większym sprawdzianem dojrzałości życiowej, niż matura. Faktem jest, że nikt z dotychczas startujących udziału nie żałował.
Konkursową rywalizację naście lat temu wymyśliła Jolanta Rydkodym. Nauczycielka CEZ do startu w pierwszej edycji namówiła kilkudziesięciu uczniów swojej szkoły. Niedługo potem w innych szkołach były już eliminacje.
Ich bezrobocie omija z daleka
Nie można mówić o fenomenie konkursu, bo jego formuła jest niezwykle prosta. Startujący uczniowie z palety ofert wybierają stanowisko, na jakim chcieliby pracować, a potem przekonują pracodawcę, że powinien wybrać jego. Jest prawdziwy pracodawca, startujący pisze prawdziwe dokumenty aplikacyjne i uczy się sztuki autoprezentacji. W konkursie wygrywa nagrodę, ale kilka miesięcy później, już w prawdziwych staraniach o pracę, zwykle ją dostaje. Organizatorzy konkursu prześledzili losy jego dotychczasowych laureatów. Żaden z nich nigdy nie musiał rejestrować się na listach bezrobotnych. Niektórzy przenosili się ze studiów dziennych na zaoczne, bo musieli pilnować biznesu założonego zaraz po szkole średniej.
– To nie jest mój wymarzony zawód, ale zwyczajnie chciałem się sprawdzić – mówi Sebastian Wolicki z CEZ, zwycięzca konkursu na operatora obrabiarek numerycznych. Jacek Nowicki, prezes stalowowolskiej PSS „Społem”, szukał wśród uczniów z powiatu pracowników do swojej firmy. – Zaletą tego konkursu są wzorowe autoprezentacje i tak pisane wszystkie podania. Nie da się ukryć, że życzylibyśmy sobie takich kandydatów w prawdziwych konkursach – mówił po zakończeniu zmagań.
jam


