Jezioro zadziwia wszystkich

Dominique Johnson (z piłką) zdobył 30 punktów i poprowadził „Jeziorowców” do trzeciego w tym sezonie zwycięstwa. Fot. PAP
Dominique Johnson (z piłką) zdobył 30 punktów i poprowadził „Jeziorowców” do trzeciego w tym sezonie zwycięstwa. Fot. PAP

TAURON BASKET LIGA. Kolejne, trzecie z rzędu zwycięstwo ekipy z Tarnobrzega nad brązowym medalista z ub. Sezonu. Martwi jedynie kontuzja Craiga Williamsa.

– Uczciwie powiem, że się nie spodziewałem tego zwycięstwa. Liczyłem, że jak przegramy poniżej 10 punktów to będzie nieźle, a jak w trakcie meczu kontuzji doznał Williamas to myślałem, że będzie jeszcze gorzej. Chyba dobrze służy nam morskie powietrze, bo przed dwoma tygodniami wygraliśmy w Gdyni, a teraz w Sopocie – mówi Zbigniew Pyszniak, trener Jeziora.

Bez Craiga Williamsa od połowy II kwarty musieli sobie radzić koszykarze z Tarnobrzeg. Mimo to „Jeziorowcom” udało się zwyciężyć. – Nienaturalnie wygięło się kolano i nie był w stanie już grać – opisuje Pyszniak, a Willimas (w poniedziałek ma być znana dokładna diagnoza) do momentu opuszczenia boiska spisywał się znakomicie. W ciągu 14 minut zdobył 12 punktów (4/6 z gry, 4/4 za jeden) i miał pięć zbiórek. – Świetnie się uzupełnialiśmy i twardo walczyliśmy pod koszami i to przyniosło efekt – mówi Kacper Młynarski, skrzydłowy Jeziora i dodaje. – W końcówce byliśmy już bardzo zmęczeni i wykończeni, bo praktycznie graliśmy w siedmiu. Był horror, ale daliśmy radę wygrać, a takie zwycięstwo bardzo dużo dla nas znaczy. Widać, że naprawdę jesteśmy mocni i jesteśmy w gazie. Po takim meczu ośmiogodzinna podróż do domu to czysta przyjemność – mówi Młynarski.

„Jeziorowcy” mają lidera
Od samego początku trwała zacięta walka i żadnej z drużyn nie udawało się uzyskać znaczącej przewagi. Dopiero w połowie III kwarty wydawało się, że Trefl złapał swój rytm i wygrywał 53:48. Tylko na moment, bo za chwilę dzięki czterem „trójkom” to znów prowadzili „Jeziorowcy”. Po trafieniu Josha Millera na początku IV kwarty gości wygrywali różnicą 9 „oczek” (68:59). Losy meczu rozstrzygnęły się w ostatniej minucie. Na 40 sekund przed końcem Eimantas Bendzius wykorzystał jeden rzut wolny i Trefl objął prowadzenie 79:78. Później sopocianie dwukrotnie faulowali taktycznie, aby uniemożliwić akcję rywalom. Za trzecim razem gdy do końca pozostawało 10 sekund, Dominique Johnson z około ośmiu metrów trafił za trzy. W odpowiedzi rzut Williego Kempa była niecelny.

– Dominik był niesamowity, a to kolejny jego taki mecz z rzędu – komplementuje Johnsona Młynarski. – Widać, że jest w niesamowitej dyspozycji (65 proc. skuteczność – przyp. red.). Trafia praktycznie każdy rzut, ale takiego gracza potrzebowaliśmy, który weźmie grę na swoje barki i właśnie w taki sposób pociągnie nasz zespół.

Johnson pytał na konferencji
Pod wrażeniem gry Johnsona był także trener Pyszniak. – W pewnym momencie grał sam, ale ja też grałem i wiem, że jak idzie, to się samemu wygra. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo był pewny jak nikt inny. Nawet miałem w pewnym momencie pretensje do zawodników, że przez 3-4 minuty nie dostawał podań. W końcówce wziął ciężar na siebie i pokazał, że jest zdecydowanym liderem – mówi szkoleniowiec „Jeziorowców”, natomiast Johnson na pomeczowej konferencji prasowej po raz kolejny zadziwił wszystkich. – Może ja zacznę od pytania. Kto jest odpowiedzialny za filmiki na stronie ligi, bo z ostatniego naszego meczu nie było i moja rodzina w USA nie mogła mnie obejrzeć – mówił Amerykanin, ale przywołany do porządku skupił się na ocenie piątkowego meczu. – Rywal nas nie złamał, ani kontuzja Craiga. To właśnie od niego przejęliśmy energię i walczyliśmy do końca. Trener też na ten mecz przygotował kilka nowych zagrywek, które wykorzystaliśmy. To był nasz najlepszy mecz w tym sezonie – stwierdził zadowolony Johnson.

Trefl dał…
Nie do śmiechu było natomiast ekipie z Sopotu, która po ostatnich trzech zwycięstwach m.in. ze Stelmetem, musiała przełknąć gorycz porażki. Trener Trefla, Darius Maskoliunas, w bardzo ostrych słowach skomentował postawę swojego zespołu. – Nie ma co tutaj dużo mówić – daliśmy d… Nie mam wytłumaczenia na naszą słabą grę. Rywale pokazali, że chcą i potrafią walczyć, mądrze grać i zwyciężyli zasłużenie. Mocno się postawili, a ich obrona strefowa przyniosła efekt. Wiedzieliśmy o tym i podkreślałem zawodnikom, że mamy przewagę pod koszami, a na dodatek wypadł im Williams. Nie potrafiliśmy jednak tego wykorzystać – mówił litewski szkoleniowiec Trefla, a skrzydłowy Marcin Stefański dodawał: – Zagraliśmy fatalne spotkanie, w którym mieliśmy tylko przebłyski lepszej gry. Rywale zagrali bardzo dobrze z szybkiego ataku, ale my pozwalaliśmy na taką ich radosną koszykówkę.

TREFL Sopot    79
JEZIORO Tarnobrzeg    81
(21:23, 18:18, 20:25, 20:15)
TREFL: Michalak 17 (1×3), Vasiliauskas 15 (3×3), Leończyk 11, Dutkiewicz 6, Lydeka 4 oraz Bendzius 20 (3×3, 8 zb), Kemp 4, Stefański 2, Kulka 0, Włodarczyk 0
JEZIORO: Johnson 30 (5×3), Williams 12, Miller 10 (2×3), Wysocki 4 (1×3), Młynarski 4 oraz Kozłow 17 (3×3), Patoka 4, Pandura 0.

Sędziowali: D. Zapolski, S. Moszakowski i D. Nejman. Widzów 1600.

rm

Leave a Reply

Your email address will not be published.