Josh Grajczonek Jaśkiem Grajczonkiem?!

Starty Josha Grajczonka, jako polskiego żużlowca, byłyby dużym wzmocnieniem dla drużyny Stali Rzeszów. Fot. Wit Hadło
Starty Josha Grajczonka, jako polskiego żużlowca, byłyby dużym wzmocnieniem dla drużyny Stali Rzeszów. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. NICE 1.LŻ. Rzeszowski klub przygotowuje nie lada niespodziankę.

5 września na torze w Pile odbędzie się egzamin na licencję żużlową, do której przystąpi dwóch adeptów Stali Rzeszów: 16-letni Domik Murias i 15-letni Michał Curzytek. W gronie zawodników, ubiegających się o polską licencję ma być również… Australijczyk Joshua Grajczonek, który w tym sezonie z powodzeniem startuje w barwach „Żurawi”. – Po II wojnie światowej, moi dziadkowie dotarli łodzią do Australii i założyli tam rodzinę. Uczę się języka polskiego, ale łączenie zdań sprawia mi jeszcze wiele problemów. Jakie znam słowa po polsku? Babcia, dziadek, cześć i wiele brzydkich słów, gdyż tych zostałem nauczony na samym początku pobytu w Polsce! – śmiał się u progu sezonu 2017 przed kamerami Polsat Sport 27-letni Joshua Lee „Josh” Grajczonek, który urodził się w australijskim Townsville.

Lubi bigos i pierogi

Australijczyk 5 lat temu złożył wniosek o przyznanie polskiego obywatelstwa, które obecnie już posiada. – Dzięki temu nie mam wielu problemów z podróżowaniem po Europie – przyznaje żużlowiec, będący prawdziwym objawieniem tego sezonu. To właśnie fakt posiadania przez Grajczonka polskiego obywatelstwa, umożliwia mu ubieganie się o krajową licencję. – Josh, a właściwie Jasiek wystarczająco zna język polski, żeby można się było z nim porozumieć, więc na pewno nie będzie to przeszkodą w ewentualnym ubieganiu się o polską licencję – przekonuje Marcin Janik, kierownik Stali Rzeszów. Zresztą historia żużla nad Wisłą zna już przypadki, w których polskie obywatelstwo i licencję otrzymywali zawodnicy, potrafiący w naszym języku wydukać zaledwie kilka słów. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. – Jasiek ciągle pracuje nad poprawą swojego polskiego. Zresztą on bardzo lubi nasz kraj, polskie potrawy w tym m.in. bigos, pierogi, tak więc to już świadczy o jego polskości – przekonuje Janik, który zdradza, że pomysł z polską licencją dla Grajczonka, narodził się już jakiś czas temu. – Szczerze powiem, że plany były takie, że już w tym sezonie miał on jeździć, jako polski zawodnik, ale to nie wypaliło. Inicjatywa wyszła ze strony klubu, taki był plan od początku, więc teraz nie było już praktycznie żadnej dyskusji – dodaje kierownik Stali.

Łakomy kąsek

Fanów rzeszowskiej drużyny z pewnością ucieszyłby fakt, że Grajczonek mógłby startować w barwach Stali, jako polski zawodników. – To kwestia przyszłego sezonu. Na baraże na pewno nie zdążymy załatwić wszystkich spraw – wyjaśnia Marcin Janik. W przypadku pozytywnego wyniku egzaminu, który w tym przypadku wydaje się być jedynie formalnością, Josh Grajczonek już jako Jan Grajczonek stanie się łakomym kąskiem dla wielu klubów w Polsce. Wypada jednak mieć nadzieję, że fani nad Wisłokiem będą mieli w przyszłym sezonie okazję oglądać Jaśka z żurawiem na plastronie.

mj

One Response to "Josh Grajczonek Jaśkiem Grajczonkiem?!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.