
Dziś (godz. 18) w hali MOSiR w Krośnie rozegrane zostaną jubileuszowe 25. derby Podkarpacia. Pierwszy taki pojedynek na zapleczu ekstraklasy odbył się w Łańcucie 29.10.2008r. Wówczas Sokół przegrał 71:74, a w krośnieńskiej ekipie 3 pkt zdobył Dariusz Oczkowicz, a wśród gospodarzy Wojciech Pisarczyk cztery „oczka”. Obaj dziś znów staną naprzeciwko siebie.
Ekipa z Łańcuta na zapleczu ekstraklasy występuje już nieprzerwanie od siedemnastu sezonów. Z kolei zespół z Krosna w I lidze gra już dziesiąty sezon, z tym, że trzy spędził w najwyższej klasie rozgrywkowej. W historii derbowych pojedynków obu zespołów nie brakowało emocjonujących meczów, jak choćby w sezonie 2019/2020. W Łańcucie na 40 sekund przed końcem Miasto Szkła prowadziło 89:86, a wówczas sprawy w swoje ręce wziął Piotr Wieloch trafiając trzy rzuty wolne, a po chwili zza linii 6,75 m i Sokół wygrał 92:89, a po sezonie Wieloch odszedł do… Krosna. – Przy spotkaniach derbowych częściej to nasi zawodnicy, którzy sezon wcześniej stanowili o sile Sokoła, w kolejnym reprezentowali zespół z Krosna – mówi trener Rawlplug Sokoła, Dariusz Kaszowski. – Wiele jest takich derbowych historii, jak choćby wówczas, kiedy odeszli od nas Dawid Bręk i Szymon Rduch, a my, choć w półfinale play-off przegrywaliśmy 0-2, to wygraliśmy rywalizację 3-2 awansując do finału. Piękna historia, do której można wrócić z sentymentem, ale nie ma to znaczenia żadnego względem spotkania, które nas teraz czeka. Każde spotkanie derbowe ma swój smaczek i nie inaczej będzie w środę. Spodziewamy się trudnego spotkania – stwierdza szkoleniowiec ekipy z Łańcuta. W jego zespole występuje Mateusz Szczypiński, który w poprzednim sezonie grał w Krośnie (w przeszłości występował tam też Wojciech Pisarczyk). Z kolei w ekipie Miasta Szkła jest Dawid Zaguła, który przez trzy ostatnie sezony grał w Łańcucie. – Doszedł do nich też w trakcie rozgrywek Szymek Szymański – mówi trener Kaszowski. – W nas odbudowywał po Rosie Radom i dobrą grą zasłużył sobie na kontrakt w Gliwicach, skąd trafił na wypożyczenie do Krosna. Z kolei Dawid Zaguła w ub. sezonie prowadził grę Sokoła i doprowadził na koniec rozgrywek zespół do trzeciego miejsca, co jest chyba jego największym sukcesem w dotychczasowej karierze. Tak więc obaj gracze coś dobrego zrobili dla łańcuckiej koszykówki, i w niej wybili się do lepszego grania – stwierdza trener ekipy z Łańcuta, w której bardzo dobrze spisuje się były gracz Miasta Szkła, Mateusz Szczypiński. – Mam miłe wspomnienia z Krosna i nie mam na co narzekać (debiutował tam w 2019 roku w ekstraklasie – przyp. red.). W ub. sezonie udało się awansować do play-off, co było naszym celem – mówi Mateusz Szczypiński i dodaje: – Na pewno po części lekki sentyment z poprzedniego sezonu pozostał, ale będę podchodził do meczu jak do każdego kolejnego spotkania. Wiadomo, że derbowy mecz zawsze niesie jakiś dodatkowy smaczek. Zresztą my jesteśmy w lekkim dołku, więc idealny czas jest na to, żeby się przełamać, skończyć złą passe i zacząć wygrywać na nowo. Myślę, że jedni i drudzy podejdą do tego meczu inaczej niż do innych spotkań. Będzie większe napięcie, bo zawsze derby rządzą się swoimi prawami – mówi rzucający obrońca Rawlplug Sokoła, który w ub. sezonie miał przyjemność grać z legendą klubu z Krosna, Dariuszem Oczkowiczem. – W tamtym roku się śmiałem z Darkiem, że jak skończy karierę, to postawią mu pomnik przed halą, albo nazwą ją jego imieniem. To jest ikona krośnieńskiej koszykówki i bardzo fajny człowiek, cieszę się, że będę się mógł z nim zobaczyć. Na pewno pod nieobecność Argentyńczyka Santiago Vauleta, kluczową postacią jest Julian Jasiński. Po kontuzji wrócił Roman Janik, ale generalnie trzeba uważać na każdego z graczy rywali – mówi Szczypiński, a trener Kaszowski analizując rywali, dodaje: – Jasiński na pewno jest pierwszoplanową postacią Miasta Szkła. W ostatnim meczu z Wałbrzychem był ojcem zwycięstwa, bo rzucił punkty w końcówce i zablokował rzut, ale jak popatrzymy na jego statystykę, to też nie było aż tak kolorowo, bo miał 4 na 16 z gry. Szanujemy każdego zawodnika z Krosna i na każdego będziemy się przygotowywać. Wiadomo, że są mocniejsze i słabsze punkty tego zespołu. Każdy ma też jakieś tam swoje problemy. Krosno było w kwarantannie, a przecież nie mają też cały czas swojego czołowego strzelca Santiago Vauleta. My też borykamy się z problemami, wychodzą też trudy sezonu. Zostało nam 10 meczów do końca tej rundy. Trzeba walczyć o jak najlepsze rozstawianie przed play-off, a dopiero prawdziwe granie zacznie się w kwietniu. – mówi szkoleniowiec ekipy z Łańcuta, która przegrała ostatnie trzy mecze z rzędu, w tym bardzo boleśnie w sobotę przed własną widownią z Dzikami Warszawa, różnicą 25 pkt. – Takie mecze się zdarzają. Mam nadzieję, że to, co sobie powiedzieliśmy po meczu i przeanalizowali to spotkanie już nie powtórzy się – mówi Kaszowski i dodaje: – Nie będzie to też tak jak z dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że nagle dwa słowa powiedziane i jest sytuacja, że będzie już dobrze. Jesteśmy jednak jak najlepszej myśli. Mamy najlepszy wynik w lidze, wygraliśmy 17 meczów więc nie mam zamiaru rozpaczać nad jedną czy drugą porażką. Zespół jest dalej w czubie i nie ma się czego wstydzić. Gdyby się udało zagrać dobre zawody i odnieść zwycięstwo w meczu derbowym, to jest to bardzo dobra okazja, żeby szybciutko zapomnieć o tym słabszym meczu z Dzikami – uważa trener Rawlplug Sokoła, który prowadził zespół we wszystkich 24 meczach derbowych z krośnieńskim zespołem na zapleczu ekstraklasy.
W ekipie Miasta Szkła nastroje wyraźnie się poprawiły po wygranej w Wałbrzychu, choć prezes klubu, Janusz Walciszewski, przestrzega przed hurraoptymizmem. – Zwycięstwo na pewno cieszy, ale jednak nic nie znaczy przed derbami, które rządzą się swoimi prawami – mówi. – Każdy będzie grał na 120 procent. O tym, co było w miniony weekend, należy już zapomnieć i to, że Łańcut miał wpadkę i słabo zagrał, nic nie znaczy. My z kolei zagraliśmy niezły mecz, natomiast też niedoskonały. Pokazuje, że powoli po chorobie zaczynamy dochodzić fizycznie. W pierwszym meczu po covidzie zabili nas w Tychach w pierwszej połowie fizycznością, zbiórkami, ledwo biegaliśmy. Nie odrobiliśmy strat. W Wałbrzychu było widać od początku, że mamy siłę do biegania, więc tego nam na pewno nie zabrakło. Będziemy bić się i robić wszystko, żeby wygrać. Dla nas każdy z tych meczów jest grą o wszystko i play-off. Chciałbym, żebyśmy w składzie jakim jesteśmy dojechali do końca sezonu, bez żadnych chorób i kontuzji – mówi prezes krośnieńskiego klubu, któremu z tych wszystkich derbowych pojedynków najbardziej utkwił w głowie mecz z 2014 roku. – Sokół przyjechał do nas i już po pierwszej kwarcie prowadził różnicą bodaj 24 punktów, a później chyba nawet 28 „oczkami”. Pamiętam, że któryś z zawodników z Łańcuta na koniec II kwarty rzucił praktycznie z końca boiska i trafił. Po przerwie ruszyliśmy do odrabiania strat i po rzucie za trzy Darka Oczkowicza zwyciężyliśmy, mimo że przez 39 minut i 55 sekund cały czas przegrywaliśmy. W tym samym sezonie graliśmy też w play-off z Łańcutem i nie sposób nie zapomnieć tych półfinałowych meczów. Zaczęliśmy od wygrania dwóch meczów na wyjeździe, a później przegraliśmy kolejne niestety trzy. Zresztą praktycznie każdy derbowy mecz w jakiś sposób był zacięty i emocjonujący, i miał swoją historię. Zawsze wszyscy się spinają na te spotkania. Zakładam, że znów będzie kawał walki i dobre meczycho – uśmiecha się prezes Walciszewski.
Jak zatem Miasto Szkła ma zamiar pokonać rywala, zdradzał na pomeczowej konferencji w Wałbrzychu, trener Radosław Soja. – Czekają nas wielkie derby i mam nadzieję, że uda się nam przenieść ten poziom, który pokazaliśmy w starciu z Górnikiem na środowe spotkanie – mówi trener ekipy z Krosna i dodawał: – Sokół to grupa bardzo doświadczonych zawodników, z których każdy świetnie rzuca. Nieprzypadkowo są na tym miejscu, na jakim są. To najlepiej rzucający zespół w lidze. Trzeba ich zatrzymać w tranzycji, gdzie rzucają trójki tak, jakby człowiek oglądał prawie NBA. Na rozegraniu jest Michał Nowakowski, który uruchamia wszystkich strzelców dookoła. To jest kawał gracza na tę ligę. To są takie kluczowe zadania dla nas – mówi szkoleniowiec Miasta Szkła, do składu którego wrócił już jego lider Julian Jasiński. – Bez niego przegraliśmy w Łowiczu, Tychach czy Pruszkowie, gdzie nie był w pełni zdrowy. Ten człowiek odmienia zespół, to jest jeden z naszych liderów. Z Julkiem wygrywamy mecze, a ten gość dużo daje zespołowi – stwierdza trener Soja, który wciąż nie może skorzystać z usług najskuteczniejszego gracza zespołu (śr. 17,9 pkt), Argentyńczyka z polskim paszportem Santiago Vauleta. – Zaczął już rehabilitację na basenie, z lekkimi obciążeniami, ale powiedzmy sobie szczerze, żeby on wyszedł na boisko, to musielibyśmy być w play-off – informuje prezes Miasta Szkła, Janusz Walciszewski.
Warto wybrać się w środowy wieczór do hali MOSiR gdzie jak zawsze na kibiców czekać będzie wiele atrakcji. W przerwie meczu zorganizowany zostanie rzut z połowy z nagrodą 1000 zł. Przez całe spotkanie do dyspozycji najmłodszych kibiców będzie kącik zabaw. Nie zabraknie jak zawsze występów Fragolin Cheerleaders, a za oprawę muzyczną zadba niezawodny DJ Chester. Do prezentacji oba zespoły wyprowadzą dzieci z akademii Junior Basket Krosno. – Zapraszamy kibiców do hali bo takie derbowe mecze należy oglądać z wyskości trybun, a nie przed tv czy komputerze. Emocji na pewno nie zabraknie – dodaje prezes Walciszewski.
Rafał Myśliwiec


