Parafrazując Adama Mickiewicza, tak jak lis mogą czuć się w Polsce pacjenci onkologiczni i ich rodziny, którzy bardzo liczyli na obiecywane im od kilku miesięcy leczenie protonami w nowo powstałym (za 400 mln zł) Centrum Cyklotronowym w Bronowicach w Krakowie. Wielką zaletą tej metody jest to, że celuje prosto w komórki nowotworowe, a oszczędza zdrowe komórki narządów. Szczególnie przydatna jest ona więc w przypadku nowotworów wymagających podania dużej dawki promieniowania i/lub zlokalizowanych w sąsiedztwie narządów kluczowych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu.
Modelowym przykładem takiego nowotworu jest czerniak gałki ocznej – terapia protonowa pozwala na zniszczenie guza, nie uszkadzając przy tym nerwu wzrokowego (co daje duże szanse na zachowanie widzenia). Ponadto, protonoterapia jest także bardzo pomocna w leczeniu guzów mózgu, nowotworów głowy i szyi, serca, rdzenia kręgowego, płuc czy gruczołu krokowego.
Do tej pory Polacy bardzo rzadko mogli skorzystać z tej metody – dostęp do niej mieli bowiem tylko cierpiący na raka gałki ocznej i wąską grupę nowotworów, których leczenie za granicą finansowało NFZ, za osobistą zgodą, poprzedzoną wieloma staraniami prezesa NFZ. Kiedy taki ośrodek powstał w Polsce i marzenia o leczeniu w kraju kilkuset chorych miało się ziścić, nie doszło do porozumienia, nie udało się podpisać umowy miedzy instytutem Fizyki Jądrowej a Centrum Onkologii w Krakowie w sprawie prowadzenia terapii. I tak chorzy i ich rodziny zostały z ręką w nocniku, jak zwykle. Takie terapie dostępne są dla większości obywateli Europy, od 2012 roku taka pracownia działa w Pradze.
A szkoda, bo koszt leczenia czerniaka gałki ocznej jako procedury kontraktowanej odrębnie przez Narodowy Fundusz Zdrowia to około 53 tys. zł. Fundusz na terapie prowadzone poza granicami kraju zawsze płaci i pieniądze pojadą znowu za granicę. A pacjenci będą zmuszeni zapłacić jeszcze za podróż i pobyt, nie mówiąc o tłumaczeniu dokumentacji medycznej, co jest wymagane w zagranicznych placówkach. .
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "Już był w kurniku, już witał się z gąską…"