
Pamiętam dokładnie pana, który robił wściekłe awantury i wyrzucał z pracy ludzi, którzy zorganizowali występ „kudłatego pseudoartysty”, Czesława Niemena. Skończyło się to tak, że Niemen jest dziś cenionym klasykiem, ów pan zaś – choć napisał parę wrednych książek – jest już kompletnie zapomniany; i ja go z pewnością nie przypomnę.
Pamiętam, jak pewna przodująca siła narodu uznała, że z intelektualistami perswazją nie wygra i postanowiła ich ustawić do pionu siłą. Część usunięto z pracy, swoim zaproponowano docentury i kariery. Niektórzy nawet przyjęli propozycje. Ale na ten przykład mój wydział matematyki trzeba było czasowo rozwiązać: nikt tu się nie połakomił na stanowiska i tytuły, choć były proponowane uważanym za „swoich”. Nie było chętnych do ześwinienia. Może dlatego, że w tej dziedzinie jest to śmiesznie łatwo widoczne.
Żeby pozostać przy tym konkretnym przykładzie: władza jednak coś osiągnęła. Zakończyła mianowicie ostatecznie proces rozpadu słynnej Polskiej Szkoły Matematycznej i spowodowała dość masowy exodus najlepszych do milszych krajów. Niektórzy nie mieli ochoty na ruszanie korzeni i po prostu przeszli na emeryturę – jak wielki Stanisław Mazur.
Dziś widzę coś bardzo podobnego. Tylko jeszcze bardziej na chama i głupio.
Oto pan Jarosław Sellin, skądinąd wicegliński, o nowej kampanii Nergala „Wolna sztuka w świeckim państwie” mówi tak: Działania tego pseudoartysty to nie jest wolność słowa. I dalej znów w rozmowie z Wirtualną Polską: – Nie wolno tak mocno po sumieniach i duszach ludzkich baraszkować, jak robi to ten, moim zdaniem, pseudoartysta.
Nie napiszę, że ten wyjątkowo dla mnie odrażający aparatczyk władzy podzieli los tego od Niemena; to pewne. Ale na razie nadyma się tak, że mu może główna żyłka p…
A sferę szkolnictwa wyższego (nie tylko, ale dziś skupiam się na tym) zaczyna wypisz wymaluj identycznie jak w Marcu ’68 przeorywać ten pan, dzięki któremu okaże się, że mamy wyjątek od reguł dotychczas obowiązującej gramatyki i słowo „ciemniak” jednak się stopniuje.
Nowy pomysł tego pana to powołanie (co jednak musi zatwierdzić parlament) „Akademii Zamojskiej”, która ma kształcić kadry dla „odnowionego państwa”, bo obecne kadry jakoś niechętnie okazują dostatecznie narodowy i socjalistyczny entuzjazm, a kilka podobnych do projektowanej szkół robi bokami z braku chętnych. Nie do odbywania studiów, naturalnie, kto by nie wziął magistra jak dają dosłownie za „Bóg zapłać”, ale do nauczania – bo chwilowo jeszcze wymagany jest jakiś dorobek.
W ten sam trend wpisuje się wywalenie z pracy części kadry krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego pod pozorem „naprawy finansowej i restrukturyzacji uczelni”. Ciemniacka zaraza się rozprzestrzenia. Jak wtedy.
Ale jak wtedy, tak i teraz jedno jest pewne: własnych matematyków, fizyków i chemików nie będą mieli. Nie da się unieważnić twierdzeń ani eksperymentów „sprzecznych z nauczaniem Kościoła” na przykład. Cokolwiek ten bełkot znaczy. To znaczy – jak ich znam, to zrobią – co zechcą – nie bacząc na wszechświatowy łomot od pukania się w czoło. A naszej pogardy nawet nie zauważą.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



3 Responses to "Już to kiedyś przeżywałem…"