
Rozmowa z Piotrem Korczakiem, prezesem ośrodka w Arłamowie, gdzie reprezentacja Polski przygotowuje się do mistrzostw Europy.
– Był pan w pracy, gdy przyleciał Robert Lewandowski?
– Widziałem w telewizji, bo akurat miałem wolne. Trochę się działo, ale moi pracownicy poradzili sobie (śmiech).
– Co pan sądzi o tym całym szaleństwie, kibicach w ekstazie?
– Dla mnie to pozytywne zjawisko.
– Ja boję się jednego: jeśli piłkarzom powinie się we Francji noga, naród zmiesza drużynę z błotem. Ludzie zaraz zaczną wypominać te podróże helikopterem…
– Stać ich, to sobie latają. Dziś podróżowanie prywatnym samolotem bądź śmigłowcem nie powinno budzić tak ogromnych emocji. Akurat do naszego hotelu goście często docierają w taki właśnie sposób. Dla kibiców i dziennikarzy to było wydarzenie, dla nas – nic niezwykłego.
– W poniedziałek (rozmawialiśmy w piątek – red.) do Arłamowa dotrze prezydent Andrzej Duda, trener Adam Nawałka ogłosi skład na Euro – będzie jeszcze bardziej gorąco.
– Emocje sięgną zenitu, ale rzecz dotyczy głównie dziennikarzy i zawodników. Zwłaszcza tej nieszczęsnej czwórki, która przegra rywalizację i zostanie w Polsce.
– Rozumiem, że z medialnego hałasu są państwo zadowoleni. Trudno o skuteczniejszą reklamę ośrodka.
– Zgadza się. Jednak warto zauważyć, że zyskał nie tylko Hotel, ale cały Arłamów i okolice. Nawet województwo.
– Pobyt reprezentacji miał swoje przełożenie na liczbę rezerwacji?
– Gdyby nie było tu drużyny narodowej, zapewne gościlibyśmy kogoś innego. Choć niewątpliwie część gości przyjechała, żeby reprezentację podglądnąć, być w tym obiekcie razem z piłkarzami. Jak się sprzedawały pakiety „Bliżej mistrzów”? Umiarkowanie. To nie było coś, co robiło różnicę.
– Czy Arłamów stanie się na dłużej przystanią dla reprezentacji?
– Wszystko na to wskazuje. Najprawdopodobniej już początkiem września reprezentacja wróci do Arłamowa, by przygotować się do pierwszego meczu eliminacji mistrzostw świata z Kazachstanem.
– A inne drużyny? Były zapytania, może są już jakieś rezerwacje?
– Połowa polskiej ekstraklasy chce u nas zorganizować obóz. Negocjacje trwają.
– Piłkarska reprezentacja to partner roszczeniowy?
– Nie było specjalnych wymagań, oczywiście poza boiskiem z naturalną trawą, które musieliśmy wybudować. Po spełnieniu tego warunku pozostało jedynie odseparować kadrę od pozostałych gości. Na szczęście hotel jest tak duży, że nie mieliśmy kłopotów z wyborem rezerwacji piętra i skrzydła, które należy zamknąć.
– Trudno zarządzać takim majątkiem?
– Sam tego nie robię. Za ośrodek odpowiada cały sztab ludzi: zarząd, kadra menedżerska; akcent jest rozłożony na kilkanaście osób. Łatwo nie jest, zwłaszcza na starcie i wtedy, gdy samemu sobie ustawia się bardzo wysoko poprzeczkę. Trzeba lat, by osiągnąć pełen profesjonalizm. Ale staramy się.
– Brakuje tu tylko lodowiska…
– Wszystko w swoim czasie… Chcemy wybudować olimpijski tor bobslejowo-saneczkowy, cały kompleks do sportów zimowych. Koncepcja jest gotowa, a to nie takie proste, bo trzeba spełnić restrykcyjne normy bezpieczeństwa. W tych konkurencjach sportowiec narażony jest na ekstremalne przeciążenia. Za projekt odpowiada jednak najlepsza firma na świecie, więc można być spokojnym. Musimy tylko zdobyć pieniądze – wróć! – dużo pieniędzy (śmiech).
– Ile?
– Może i setki milionów zł.
– To się opłaci? Bobsleje i sanki to niszowe dyscypliny.
– A skoki narciarskie, za którymi Polacy przepadają, niszowe nie są? Niech pan powie, czym się różni złoty medal olimpijski w biegu na 100 metrów od złota wywalczonego przez skeletonistę?
– Jest wiosna, wkrótce Euro, więc wracamy na zielone boiska. Pan lubi piłkę nożną?
– Tak, jestem kibicem. W młodości grałem jednak w siatkówkę. Zdobyłem nawet dwa brązowe medale mistrzostw Polski wyższych szkół ekonomicznych w Warszawie i Katowicach. Jestem niskiego wzrostu, ale wbrew pozorom nie byłem rozgrywającym, lecz atakującym, bo miałem metr dwadzieścia wyskoku dosiężnego. Niestety, pourywałem ścięgna i na tym moja zabawa w sport się skończyła.
Rozmawiał: TOMASZ SZELIGA



6 Responses to "– Kadra wróci do Arłamowa"