Jeden jest niewysoki, rezolutny i waleczny. Drugi ma słuszną budowę ciała, nieco mniej polotu i męstwa. Zdarza im poróżnić się choćby o sposób wychowania smoczego pupila, ale w momentach próby stają zawsze ramię w ramię. Jeden za drugiego gotów jest oddać życie, a nawet… skierowanie na wczasy. Woje Kajko i Kokosz od 49 lat zdobywają serca czytelników. Teraz nadszedł czas, by bohaterowie Janusza Christy zmierzyli się i ze współczesnym widzem.
Kajko i Kokosz byli to najdzielniejsi obrońcy księcia Mirmiła. Po raz pierwszy pojawili się w „Wieczorze Wybrzeża” w sierpniu 1972 roku. Ich przygody przenosiły daleko od PRL-u w świat, gdzie liczyły się rycerskie zasady, nie było miejsca na butę, a wszelkie knowania źle się kończyły. Te historie zostały później zebrane w zeszytach „Złoty Puchar”, „Szranki i konkury” oraz „Woje Mirmiła”. Od 1975 roku Kajko i Kokosz gościli na łamach „Świata Młodych”. Wraz z kolejnymi tytułami: „Szkoła latania”, „Wielki turniej”, „Skarby Mirmiła”, „Cudowny lek”, „Festiwal czarownic” czy „Dzień Śmiechały” ewoluowali i nabierali kolorów. Książę Mirmił został kasztelanem i polubił orchidee. Główni bohaterowie wysiedzieli sobie radosnego smoka Milusia. Ciotka Kokosza – czarownica zyskała oryginalną blond fryzurę i adoratora o czułym sercu. A chciwy zastęp Czarnych Trójkątów zmienił się w bandę podstępnych Zbójcerzy z arcyłotrem Hegemonem i szują Kapralem w rolach głównych. – Jest (…) oczywiste, że podli i ograniczeni wrogowie głównych bohaterów (…) to Niemcy
– tłumaczy socjolog i historyk komiksu Adam Rusek w „Teraz komiks!”. – Autor nazwał ich początkowo Szprechami. Wzbudziło to jednak sprzeciw redakcji „Wieczoru Wybrzeża” ze względu na dobro stosunków z NRD.
Pożeganie ze Zbójcerzami
W krainie Kajka i Kokosza zwroty akcji potrafiły zaskoczyć, a magia walczyła ze zdrowym rozsądkiem. Język postaci zapadał w pamięć. Podczas lektury można było delektować się finezyjnym sarkazmem i dowcipem. Czytelników więc przybywało. Jak wyliczono, łączny nakład „Kajka i Kokosza” przekroczył mocno 7 mln egzemplarzy! Z charakterystycznymi rycerzami ze średniowiecznego Mirmiłowa przyszło się pożegnać już w 1990 r. wraz z zeszytem „Mirmił w opałach“, zamykającym 13-częściową serię. To tu Kajko i Kokosz ogłosili na ostatnej stronie „Miesiąc dobroci dla Zbójcerzy”. – Niestety, w wieku zaledwie 55 lat Christa niespodziewanie zakończył karierę – czytamy w kapitalnym blogu „Na plasterki”. – Album okazał się pożegnaniem nie tylko z PRL-em, ale i z parą jego sztandarowych bohaterów. Potem twórca z Sopotu tworzył już niewiele, głównie do szuflady.
Na pocieszenie fani otrzymali jeszcze grę komputerową „Kajko i Kokosz”, której grafika jest oczywiście nieporównywalna ze współczesnymi standardami w tej dziedzinie. – To były lata 90. – czasy wręcz prehistoryczne – komentuje ze śmiechem Wojciech Jama, rzeszowski kolekcjoner i popularyzator sztuki komiksowej, laureat nagrody im. Janusza Christy „Złoty Puchar”. – Kupiłem grę dla syna w wersji na Amigę. Podłączyliśmy do tego, uwaga, 14-calowy telewizor i graliśmy razem. A wysłużony plakat promujący sprzedaż gry jest w moich zbiorach do dziś – wspomina z sentymentem.
Podjęli rękawicę
Pierwsze przymiarki do filmu z Kajkiem i Kokoszem ruszyły, kiedy zaczynały się czasy wolnorynkowe. Janusz Christa zaczął nawet robić szkice, do finalizacji przedsięwzięcia jednak nie doszło. Czy współczesna produkcja filmowa, której premiera czeka nas w tę niedzielę w Netfliksie, zdoła zmierzyć się z legendą „Kajka i Kokosza”? Czy serial będzie w stanie zadowolić rzesze fanów komiksu Janusza Christy?!
– Na podstawie samych zwiastunów trudno to ocenić – nie kryje Wojciech Jama. – Netflix potrafi robić rzeczy bardzo dobre i totalnie słabe. Obok świetnych, klimatycznych realizacji serialowych, jak niemiecki „Dark”, zdarzają im się i „wtopy”, jak choćby duński „The Rain”. W stosunku do „Kajka i Kokosza” mam spore oczekiwania i nadzieję, że producenci nas nie zawiodą.
Jak dodaje, przeniesienie komiksu na ekran na pewno nie jest łatwe. – Przyglądam się różnym adaptacjom i jestem pod wrażeniem serialu „Wilq” o superbohaterze rodem z Opola. Ta animacja świetnie oddaje klimat komiksu braci Minkiewiczów – mówi rzeszowski kolekcjoner. – Autorzy mocno naigrywają się z Policji, ale mamy tu wszystko, co potrzeba: humor, żarty sytuacyjne. Czasem jedno spojrzenie wystarczy i już nawet słów nie potrzeba, by parsknąć śmiechem.
Następca Christy
In plus serialu „Kajko i Kokosz” świadczą na pewno nazwiska. Wśród twórców są: Michał Śledziu Śledziński, Tomasz Leśniak, Marcin Wasilewski, Łukasz Kacprowicz, Robert Jaszczurowski, Marta Stróżycka i Aliaksandr Sasha Kanavalau oraz scenarzyści związani ze środowiskiem komiksowym: Maciej Kur czy Rafał Skarżycki. Za projektami postaci stoi Sławomir Kiełbus, mianowany następcą przez samego Janusza Christę. – Sławek Kiełbus jest autorem rysunków do nowych komiksów o Kajku i Kokoszu. Są one fajne i dowcipne – ocenia Wojciech Jama. – U nas kontynuacja kultowej serii poszła w nieco innym kierunku niż dzieje się to na Zachodzie. Tam nowe realizacje są wierne oryginałom i naśladują w pełni styl rysowania.
Prawa do adaptacji komiksu zostały nabyte od Fundacji Kreska im. Janusza Christy, której prezesem jest wnuczka twórcy Kajka i Kokosza. – Paulina Christa świetnie sobie radzi ze spuścizną i popularyzacją twórczości dziadka. Na pewno jest właściwą osobą na tym stanowisku. Ma chęci, pasję i udało jej się skupić wokół siebie grono zaangażowanych współpracowników – nie ma wątpliwości rzeszowski entuzjasta historii obrazkowych.
Zaskoczeniem dla niektórych jest to, że animacja o Kajku i Kokoszu będzie dostępna nie tylko dla polskiej widowni. Czy słowiańscy woje Mirmiła mają szansę na powodzenie u zachodniego widza? – Oczywiście. To uniwersalni bohaterowie, a miejsce akcji nie jest ściśle określone. Owszem, my, Polacy, możemy doszukiwać się w komiksach Janusza Christy aluzji do PRL-owskiej rzeczywistości. Są one jednak subtelne i nie przesłaniają głównego przesłania, jakim jest odwieczna walka dobra ze złem. Także humor tych komiksów ma wartość ponadczasową – podkreśla Wojciech Jama. – Jestem bardzo ciekawy, jak to wyjdzie w serialu i z niecierpliwością czekam na premierę.
Beata Sander



5 Responses to "Kajko i Kokosz w filmowej odsłonie"