
PODKARPACIE. Kalendarze z nagimi kobietami nie mają już takiego wzięcia jak kiedyś. Niektórzy zamawiają kalendarze z męskimi aktami, ale nie do pobicia są widoki przyrody.
Nowy rok najbardziej kojarzy się z… nowym kalendarzem. Z drukarni schodzą ostatnie sztuki. Od przyszłego tygodnia będą już tylko dodruki. Planszowe, książkowe, trójdzielne i listkowe. Każdy pachnie farbą, ale tylko niewiele różni się od zeszłorocznego. W kalendarzowej modzie jesteśmy konserwatystami.
Kalendarz dzisiaj jest upominkiem. Najczęściej firmowym. Od kondycji firmy, jej zamiarów i pomysłowości marketingowca zależy, z jakim prezentem prezes, czy jego wysłannik pójdzie z noworocznymi życzeniami.
Na obrazku powinna być woda
Pakiet upominkowy zawiera zwykle kalendarz ścienny i książkowy. Zawartość tych drugich jest prawie jednaka we wszystkich. Różnice są głównie w oprawie. Ta zwykłe kalendarium może przekształcić w dzieło sztuki, a czasami bywa niepowtarzalnym rękodziełem. Kalendarzową modę głównie widać na ilustracjach kalendarzy planszowych. Jak firma zadufana w sobie, to zamieszcza fotografię swojej siedziby. Gdy ma „kolonialne ambicje” wstawi zdjęcie z Manhattanu. Największe jednak wzięcie mają kalendarze z widokami przyrody. Utarło się, że obrazek z płynącą wodą przynosi szczęście. I dlatego prawie w każdym biurze wisi kalendarz z landszaftem, na którym jest szemrzący strumyk, jakieś wzniesienie i wierzba z gałęziami muskającymi wodę. Taki kalendarz jest do tego neutralny i nikogo nie razi.
Co innego z aktami. Kalendarze z kuso odzianymi pannami są jeszcze drukowane, ale to już nie jest ten szał z początku poprzedniej dekady. Zamawiający w naszych drukarniach najwięcej ich wywożą na Ukrainę. U wschodnich sąsiadów taki kalendarz niejedne otwiera drzwi. Chyba tylko dla przeciwwagi, albo z równouprawnienia, są też kalendarze z aktami męskimi. Fotografie wysokiej klasy, ale i tak wywieszenie takiego kalendarza w miejscu dostępnym dla postronnych ludzi, wymaga odwagi. A poza tym, za 365 dni i tak będziemy go zmieniać.
jam



One Response to "Kalendarzowy konserwatyzm"