Kampania zaburza postrzeganie rzeczywistości

Monika KamińskaWiadomo, że dla sztabów wyborczych i kandydatów kampania wyborcza to okres gorący: pracy dużo, czasu mało (aż niektórzy muszą jakoś godziny pracy z tym „godzić”), konkurencja czujna, a ego wrażliwsze jakby niż normalnie. Niemniej, dziwne, że ludziom całkiem rozsądnym i merytorycznym kampanijna gorączka jakby zaburza prawidłowe postrzeganie rzeczywistości. Na przykład nie rozumieją, że media mają za zadanie przedstawiać różne punkty widzenia i fakty. Być może niektórzy „zapatrzyli się” na media rządowe i dlatego z takim bólem przyjmują teraz informację, że ktoś ich nie popiera?

Jeden z oficjalnych już kandydatów na włodarza miasta, konkretnie kandydat PiS tak głęboko był poruszony naszym materiałem o tym, że grupa mieszkańców miasta  wystosowała list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, by go nie popierał w wyborach, że napisał o tym nie tylko do nas, ale i na swoim oficjalnym profilu zastępcy prezydenta Przemyśla (sic!).

W zasadzie, że się  dla nas do tego faktu ustosunkuje oczekiwaliśmy, a jakże i wielokrotnie dzwoniliśmy w tej sprawie do pana wiceprezydenta, ale najwyraźniej pech nas prześladował, bo czasu nawet na krótką rozmowę z nami, niestety nie znalazł. Potem jednak znalazł czas na to, by zastanawiać się jakież to pobudki nami kierowały podczas publikacji tekstu. Otóż takie, jakie kierują dziennikarzami, gdy chodzi o listy otwarte: zgodnie z wolą ich autorów upublicznić sprawę i poznać opinię zainteresowanych. Tu, jak wspominamy, nie było to możliwe przed publikacją materiału, a owa niemożliwość nie leżała po naszej stronie, tylko po stronie zastępcy prezydenta.

Tak czy siak, pomimo tego opóźnienia zainteresowany doczekał się przytoczenia tego, co miał w sprawie do powiedzenia, a czego wcześniej powiedzieć nam albo nie chciał, albo naprawdę czasu nie miał. My natomiast doczekaliśmy „potępienia” ze strony sympatyków pana zastępcy prezydenta w postaci ich wpisów na oficjalnym profilu tegoż, jako zastępcy prezydenta Przemyśla (sic!).

Dziennikarze, w odróżnieniu od polityków nie są tak bardzo wrażliwi na swoim punkcie i krytykę znoszą od nich znacznie lepiej. Szczególnie lubią nawet krytykę tzw. twórczą polegającą na  przykład na zwróceniu uwagi na ich błędy merytoryczne, które jak każdemu i dziennikarzom się zdarzają. Niemniej, w obliczu tego, że jesteśmy stale przekonywani, iż kandydaci są światli, jako i ich sympatycy, niewiedza jednych i drugich w takich tematach jak to czym jest list otwarty oraz informacja prasowa zdumiewa.

I doprawdy nie pomogą tu „wycieczki” sympatyków kandydata, którzy usiłują dziennikarza zdyskredytować powątpiewając w jego wykształcenie i kompetencje zawodowe. Tego rodzaju „argumenty” brzmią jak kpina, szczególnie gdy ktoś legitymuje się dyplomem znanej nie tylko w Przemyślu uczelni (Uniwersytet Jagielloński). A już bardzo szczególnie, gdy powszechnie wiadomo jakie to wykształcenie mają niekiedy „specjaliści” z partyjnego nadania i właśnie partyjni koledzy niektórych kandydatów. Nierzadko bywa to przemyska „Sorbonka” zwana  tu i ówdzie prześmiewczo „Uniwersytetem Bałtyckim”, albo  inna kuźnia prawdziwych geniuszy usytuowana ongiś w pobliżu rzeki Wiar , gdzie studiowali ludzie z lokalnej sceny politycznej, którzy szybko i bez problemów zdobywali hmmm wyższe wykształcenie.

Redaktor Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.