Karetka do naszego domu nie dojedzie

- Skoro dotąd nic nie zrobiono, żeby utwardzić drogę, to już nie uwierzymy obietnicom urzędników, dopóki nie zobaczymy na własne oczy, że są tam wykonywane roboty - mówi zdenerwowana Maria Rybka z Dylągówki, próbując znaleźć kępki trawy, żeby nie zabrudzić sobie butów błotem. Fot. Wit Hadło
– Skoro dotąd nic nie zrobiono, żeby utwardzić drogę, to już nie uwierzymy obietnicom urzędników, dopóki nie zobaczymy na własne oczy, że są tam wykonywane roboty – mówi zdenerwowana Maria Rybka z Dylągówki, próbując znaleźć kępki trawy, żeby nie zabrudzić sobie butów błotem. Fot. Wit Hadło

DYLĄGÓWKA. – W sprawie utwardzenia drogi interweniujemy już 15 lat, ale gmina nic nie robi, żeby nam zapewnić dojazd – mówi Maria Rybka z Dylągówki.

– Gdy spadnie deszcz, to stromą drogą nie da się dojechać do mojego domu – mówi Maria Rybka z Dylągówki. – Ja i moi rodzice interweniujemy od 15 lat w Urzędzie Gminy w Hyżnem, ale co roku odsyłają nas na przyszły rok i mówią, że wtedy utwardzą drogę. Ale to tylko obietnice bez pokrycia. Były już przypadki, że karetka ugrzęzła w błocie i nie dojechała do moich chorych rodziców.

Sprawa dotyczy zaledwie 400-metrowego odcinka szutrowej drogi, która po opadach deszczu zamienia się w rwący potok błotny. Jeszcze dwa lata temu w górnej części tej wewnętrznej drogi, zlokalizowanej między działkami, położono płyty, ale tylko na kilkunastu metrach.

– Nam nie chodzi o to, żeby drogę wyasfaltowano – mówi Maria Rybka z Dylągówki. – Wystarczy położyć takie płyty jak na tym krótkim odcinku tej drogi. To konieczne, bo moi rodzice są w podeszłym wieku i od wielu lat chorują. Dlatego trzeba umożliwić dojazd karetki do naszego domu.

Kazimierę Pietrykę, matkę pani Marii, przeraża sama myśl, że pogotowie ratunkowe nie dojedzie do niej i jej męża Stanisława. Zdarzało się już, że karetka grzęzła na tej drodze i nie docierała pod dom. – Miałam wylew krwi do mózgu i karetka przyjechała, ale tylko dlatego, że na tym odcinku było sucho – opowiada pani Kazimiera. – Gdyby był choćby niewielki deszcz, to ambulans nie dojechałby do mnie.

W domu, do którego trudno dojechać stromą drogą, oprócz starszych lokatorów mieszkają też jej córka z mężem i trójką dzieci. Nie dojedzie tam też wóz straży pożarnej. Droga, którą muszą jeździć i oni, i kilkunastu rolników do swoich pól, przypomina poligon, a i terenowym samochodem z napędem na cztery koła trudno tam wjechać. Nawet pieszo sporo trzeba się natrudzić.

Czy Helena Wojtyło, wójt gminy Hyżne, próbowała dojechać tą drogą po opadach deszczu? – pytamy panią Marię. – Gdy byłam wielokrotnie z pismem u pani wójt, to prosiłam, żeby na własne oczy zobaczyła, jak mamy ciężko – mówi Maria Rybka. – Nawet zaproponowałam, żeby pani wójt po opadach deszczu próbowała dojechać do mojego domu, ale dotąd tego nie zrobiła. Jak spadnie deszcz, ja sama zostawiam auto przy głównej drodze i idę pieszo do domu.

Co na to władze gminy Hyżne? Wójta Heleny Wojtyło przez kilka dni nie będzie w Urzędzie Gminy, dlatego nie udało nam się z nią porozmawiać. Sprawą zajmuje się Piotr Wilk, podinspektor ds. dróg w hyżneńskim urzędzie. – W 2015 roku położymy na tej drodze płyty i będzie można nią przejechać po opadach deszczu – zapewnia Piotr Wilk. – Pieniądze na ten cel będą pochodzić z funduszu sołeckiego.

Mariusz Andres

3 Responses to "Karetka do naszego domu nie dojedzie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.