Śmierć 9-miesięcznej Darii w Zakopanem, półrocznej Basi w Kutnie, 3,5-amiesięcznego Bartka w Chełmie wstrząsnął Polską. Każdy z tych przypadków nagłej śmierci dzieci wiązał się z pogotowiem ratunkowym, które albo odmówiło przyjazdu, albo rodzice dziecka czekali nań zbyt długo.
Rzecznik praw dziecka, Marek Michalak, chce zapobiec podobnym przypadkom i apeluje do ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza, żeby każde wezwanie pogotowia do dziecka było traktowane jako stan nagłego zagrożenia zdrowotnego i skutkowało wysłaniem karetki, a przynajmniej, by było to obowiązkowe w przypadku dzieci do lat trzech. Apeluje więc o zmiany w wydanym w styczniu rozporządzeniu w sprawie ramowych procedur przyjmowania wezwań przez dyspozytora medycznego i dysponowania zespołami ratownictwa medycznego. Jego zdaniem, obowiązujące przepisy wymagają dalszego doskonalenia w kierunku bardziej priorytetowego traktowania dzieci, których zdrowie i życie mogą być zagrożone.
Na mocy obecnie obowiązujących przepisów zespołu ratownictwa medycznego wysyłany jest, gdy na podstawie przeprowadzonego wywiadu medycznego dyspozytor stwierdzi, że u pacjenta występuje nagłe zagrożenie zdrowia lub życia. Od lipca wywiad ma być przeprowadzany z uwzględnieniem specjalnego algorytmu, stanowiącego zbiór pytań i rekomendacji wspomagających podjęcie decyzji przez dyspozytora medycznego. Według rzecznika, algorytm pytań zadawanych w trakcie wywiadu medycznego – wspólny dla dzieci i osób dorosłych – nie uwzględnia wieku pacjenta jako kryterium decydującego o wysłaniu karetki pogotowia, zatem nie zawsze może stanowić narzędzie gwarantujące dziecku udzielenie szybkiej pomocy medycznej. Wiek dziecka ma jednak fundamentalne znaczenie, bo procesy chorobowe w organizmie malucha przebiegają szczególnie dynamicznie.
W momencie wzywania pomocy dziecko może wprawdzie nie znajdować się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, lecz w chwilę później już jak najbardziej. To wszystko prawda. U małego pacjenta większość objawów jest mało specyficzna, co dyspozytorowi, który nawet nie widzi pacjenta, dodatkowo utrudnia podjęcie decyzji. Uważam jednak, że jak ze wszystkim wpadamy z jednej skrajności w drugą. A przecież nic nie jest albo czarne albo białe. Za chwilę może być tak, że rodzice będą wzywać karetkę, zamiast zgłosić się z dzieckiem do lekarza rodzinnego czy pediatry, bo przecież tak jest szybciej i wygodniej. Karetka przyjedzie, nie trzeba brać urlopu i czekać czasem kilka godzin w przychodni, gdzie dziecko może dodatkowo złapać jeszcze jakiegoś innego wirusa.
Może więc dojść do sytuacji, że pogotowie zacznie jeździć do każdego kataru, kolki czy bolesnego ząbkowania i na wszelki wypadek zawiezie do szpitala. A przecież nie po to powstał system Państwowego Ratownictwa Medycznego. Nie wszystko jest białe albo czarne. Za każdym przepisem stoją ludzie i od ich profesjonalizmu, wrażliwości, wiedzy, doświadczenia, intuicji i empatii zależy jak będzie on realizowany. Wierzę, że podkarpackie służby ratunkowe, które do tej pory funkcjonują na całkiem przyzwoitym poziomie nie będą czekać na wprowadzenie obowiązku jazdy do każdego małego pacjenta i same z siebie nie pominą żadnego zawiadomienia, którego odmowa wyjazdu skutkowałaby zagrożeniem życia dziecka i nie tylko dziecka.
Anna Moraniec


