Karetka nie wjedzie na podwórko. Pacjenci muszą być wywożeni „pod śmietnik”

- Sparaliżowany mąż w każdej chwili może wymagać przyjazdu karetki, wtedy liczą się minuty, a ja nie mogę doprosić się klucza do tego nieszczęśliwego pachołka, odgradzającego dojazd pod blok - mówi Janina Pleśniak (na zdj. z mężem Stefanem). Fot. Paweł Bialic
– Sparaliżowany mąż w każdej chwili może wymagać przyjazdu karetki, wtedy liczą się minuty, a ja nie mogę doprosić się klucza do tego nieszczęśliwego pachołka, odgradzającego dojazd pod blok – mówi Janina Pleśniak (na zdj. z mężem Stefanem). Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. Zwykły, metalowy pachołek, podzielił mieszkańców bloku przy ul. Batorego na lepszych i gorszych, jedni mają klucz do niego inni nie. Po interwencji Super Nowości udało się „rozmnożyć” klucz.

– Mąż od 19 lat jest sparaliżowany. Zdarza się, że pogotowie przyjeżdża do niego o różnych porach dnia i nocy. Od kiedy postawiono ten pachołek musi być dźwigany kawał drogi do karetki. Sąsiadka z pierwszego pietra, ledwie powłócząc nogami, czy deszcz, czy noc musi iść do karetki, która zawozi ją na dializy. Dlaczego? Bo z 29 rodzin tylko 10 otrzymało klucz do otwarcia pachołka – mówi Janina Pleśniak z Rzeszowa.

Jedziemy na miejsce. Stara kamienica, na środku wjazdu na podwórze nowiutki pachołek. Pani Janina wychodzi i pokazuje umiejscowione kilka metrów od niego swoje piwniczne okienko. – Przywiozłam węgiel i zamiast zsypać go do piwnicy niemal z samochodu, musiałam go dźwigać w wiaderkach naokoło bloku, czy to normalne? Czy nie obrażające ludzkiej godności jest chodzenie pani Bożeny słaniającej się na nogach do karetki, która nie może podjechać pod drzwi bloku? Czy w razie pożaru straż będzie czekać, aż ktoś łaskawie otworzy zamknięcie? – pyta pani Janina.

Klucze do pachołka dostali tylko właściciele samochodów
Dlaczego tylko dziesięć osób otrzymało klucz do pachołka? Chyba dlatego, że tyle osób ma tutaj samochód, zresztą trudno mi się wypowiadać dlaczego. Faktem jest, że nie udało mi się wyprosić klucza w administracji budynku, ani pożyczyć od sąsiadki, która jest szczęśliwą posiadaczką klucza, w celu dorobienia go. Z tego wnoszę, że jest to za obopólną zgodą i porozumieniem części mieszkańców i MZBM-u – mówi pani Janina.

Idziemy na I piętro do jednego z mieszkań, którego właściciel ma „KLUCZ”, otwiera młody mężczyzna, który nie widzi w tym rozwiązaniu nic niewłaściwego. – Właściciele samochodów mają klucze, bo oni ich potrzebują. Jeżeli chodzi o podjazd karetki? Przecież w karetach są nosze, a i przejście tych 20 metrów nawet dla chorego to przecież żaden problem – mówi.

– Dlaczego pani nie pożyczyła sąsiadce klucza na kilka godzin, żeby mogła go dorobić? – Nie mam takiego obowiązku – pada odpowiedź z ust kobiety, która nie godzi się na podanie swojego nazwiska, ani nazwiska syna, który wcześniej zgodził się z nami porozmawiać.

Dzwonię więc do MZBM na ul. Zamkniętą, któremu podlega interesujący mnie blok. Mówię, w jakiej sprawie dzwonię i proszę o połączenie z panią kierowniczką. Dostaję informację, żeby zadzwonić za 10 minut, bo rozmawia przez telefon. Niestety, potem nikt nie odbiera telefonu, pani kierowniczka musiała chyba pilnie wyjść.

Ten pachołek podzielił mieszkańców bloku przy ul. Batorego 20.
Ten pachołek podzielił mieszkańców bloku przy ul. Batorego 20.

Nikt nie odmawia pogotowiu, a straż sama sobie poradzi
Pytam w CM Medyk w Rzeszowie, który dowozi z bloku na ul. Batorego pacjentkę na dializy. – Kierowcy zgłaszali właśnie trudności z dojazdem. W takim przypadku, osoby posiadające klucz powinny się podjąć dyżurów i otwierania pachołka, gdy zajdzie taka potrzeba – mówi Waldemar Górski, kierujący zespołem. – Odnośnie do tego zdania, że chory może przejść przecież kilkanaście metrów, to musiał to mówić ktoś bardzo młody i zdrowy. Czasami przejście jednego metra jest wielkim wysiłkiem.

– W przypadkach trudności z dojazdem pod dom pacjenta dializowanego zwracamy się do władz gminy o odśnieżanie czy utwardzenie drogi, nigdy nam nie odmówiono. Zwrócimy się też do administracji tego budynku o udostępnienie klucza do pachołka przynajmniej załodze karetki – mówi Małgorzata Janas–Wierzchołek, pielęgniarka koordynująca ruch dializowanych w CM Medyk.

A co w przypadku pożaru czy zaczadzenia? – Pachołek to dla nas nie przeszkoda, będziemy potrzebowali wjechać, to odetniemy kłódkę albo całego pachołka – mówi st. kpt. Grzegorz Wójcicki, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.

Jeszcze tego samego dnia zadzwoniła do mnie pani Janina. – Bardzo, ale to bardzo dziękuję. Zadzwoniono do mnie z administracji. Kazano przyjść po klucz. Czy to nie cudowne?

Anna Moraniec

- Po interwencji Super Nowości znalazły się klucze i dla mnie. Dziękuję, serdecznie dziękuję - mówiła pani Janina po odebraniu klucza.
– Po interwencji Super Nowości znalazły się klucze i dla mnie. Dziękuję, serdecznie dziękuję – mówiła pani Janina po odebraniu klucza.

19 Responses to "Karetka nie wjedzie na podwórko. Pacjenci muszą być wywożeni „pod śmietnik”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.